środa, 7 października 2015

Filmowa oferta Koszalina. Potrzeba zmian

W Koszalinie na co dzień działają dwa kina – Kryterium i wielosalowe Multikino. Od 60 lat funkcjonuje w mieście DKF. W Koszalinie odbywają się dwa festiwale filmowe – od 1973 roku Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych "Młodzi i Film", i od 12 lat Europejski Festiwal Filmowy „Integracja Ty i Ja”.

Co roku w Koszalinie odbywają się przeglądy kina rosyjskiego (Festiwal „Sputnik nad Polską”), oraz pokazy w ramach „Weekend z Docs Against Gravity”.
Jak na miasto liczące nieco ponad 100 tysięcy mieszkańców wydarzeń i projekcji filmowych całkiem sporo.

Dlaczego zatem tak często zdarza się sytuacja, że choć bardzo chciałbym pójść do kina, to po prostu nie mam na co. Albo lecą filmy bardzo przeciętne, albo też takie, których tematyka absolutnie mnie nie interesuje (głupawe komedie, nieskomplikowane romanse, kiepskie horrory, czy pozbawione logiki i sensu filmy sensacyjne).

Co sprawia, że oferta kinowa miasta jest zatem na ogół – nazwijmy to oględnie – zwyczajnie przeciętna. Czy jest to wina ograniczeń technicznych, wpływających na to, co może być pokazywane? Czy może jest to po prostu brak pomysłu na wykorzystanie filmowego potencjału miasta?  

Multikino, czyli równanie raczej w dół
Filmy wyświetlane w koszalińskim Multikinie łączy najczęściej jedna wspólna cecha – mają stanowić lekkostrawną pożywkę dla widzów szukających w kinie rozrywki i podstawowych, silnych emocji.

I nic dziwnego. Multipleksy to w końcu nastawione na konsumpcję centra rozrywki. Miejsca w których przy dźwiękach chrupanego popcornu i wypijanej coca-coli „pochłania się” najnowszy blockbuster. Odgłosach konsumpcji tak donośnych, że często rujnujących innym udział w seansie.
 (O dosłownie konsumpcyjnym charakterze tego typu miejsc najlepiej świadczy fakt, że w USA, kraju, w którym jako pierwsze multipleksy się pojawiły, zarabiają one więcej na sprzedaży różnego typu przekąsek i napojów, niż na prowizji od biletów. Paradoks ten opisuje w swojej książce „Mainstream. Co podoba się wszędzie na świecie” Frederic Martel).

Oczywiście nie można powiedzieć, że na ekranach koszalińskiego Multikina nie pojawiają się także ciekawsze, nieco bardziej ambitne pozycje. Najczęściej są to jednak tylko te, które mają zapewniony frekwencyjny sukces. I które często w tym samym czasie grane są też w konkurencyjnym kinie Kryterium (przykład z ostatnich tygodni to Karbala, przykład obecny: Panie Dulskie).

Konkludując: trudno narzekać na ofertę Multikina. Z założenia jest ona taka, na jaką jest po prostu największe zapotrzebowanie. Czy raczej taka, jaka z perspektywy szefostwa koszalińskiego obiektu wydaje się odpowiadać potrzebom mieszkańców miasta i jego okolic.
(O repertuarze filmów wyświetlanych w sieciowych kinach wieloekranowych w pewnym stopniu decydują także kierownicy poszczególnych obiektów. Stąd też funkcjonują w Polsce kina wielosalowe pokazujące znacznie ciekawszy zestaw obrazów niż koszaliński multipleks).

Kryterium, czyli niewykorzystany potencjał
W tym obiekcie dzieje się najwięcej ciekawych rzeczy w mieście. Obok codziennego repertuaru można tu obejrzeć filmy w ramach DKF’u (cztery lub pięć niezłych obrazów w miesiącu). Tu odbywają się pokazy w ramach Szminka Movie i Kryterium Movie. W tym kinie wyświetlane są filmy Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych "Młodzi i Film". Tu można obejrzeć dzieła rosyjskich twórców pokazywane w ramach „Sputnika nad Polską”, i dokumenty dotyczące praw człowieka („Docs Against Gravity”).

Kino – co istotne – prowadzi także edukację filmową dla szkół. Ma ona charakter całorocznej „Akademii Filmowej” (http://ck105.koszalin.pl/index.php/kino/koszali-ska-akademia-filmowa/). I z tego co słyszałem cieszy się ona sporym zainteresowaniem szkół.

Niestety codzienny repertuar kina jest zdecydowanie zbyt mało atrakcyjny i zbyt mało zróżnicowany. Pojedyncze seanse w ramach DKF’u „Nonpopcorn” sytuacji tej nie zmieniają. Zwłaszcza, że wyświetlane we wtorki obrazy (dzień projekcji DKF’u) pomimo sporego zainteresowania nie są w zasadzie nigdy powtarzane.
Nawet z perspektywy biznesowej, a kino jest z założenia biznesem, jest to sytuacja kuriozalna. Skoro przecież film obejrzało ponad 400 osób, a wielu innych odeszło spod kasy z kwitkiem (mi też się to kilka razy zdarzyło), oznacza to,  że na kolejny seans znajda się chętni. Kierownictwo placówki najwyraźniej jednak to nie interesuje.

Patrząc na funkcjonowanie kina Kryterium najbardziej zastanawia jednak brak umiejętności wykorzystania posiadanego potencjału. Niezła sala. Duża, wierna i – co istotne – nastawiona na ambitny repertuar widownia. I praktycznie niewiele z tym faktem się robi.

A przecież przygotowanie ciekawych przeglądów filmowych nie powinno stanowić większego problemu. Nawet w oparciu o bieżące zasoby dystrybutorów filmowych w Polsce. Wystarczy sensowny pomysł i niezbyt wielkie pieniądze. Zwłaszcza przy obecnych zasadach dzielenia zysków między kinem a dystrybutorem, oraz niezbyt wysokimi kosztami przesyłu cyfrowej kopii filmu. Zasadami współpracy minimalizującymi ryzyko finansowe.

Kino Alternatywa
Działające, czy raczej nie działające w Koszalinie kino „Alternatywa” (sala w Bibliotece Publicznej, Plac Polonii 1), to w moim przekonaniu największy niewykorzystany potencjał filmowy miasta. Sala idealnie nadająca się na kino o charakterze studyjnym. Miejsce, w którym można by wyświetlać ciekawy, ambitny repertuar, ożywa filmowo tylko dwa razy do roku. Pierwszy raz w czerwcu przy okazji festiwalu „MiF”. Drugi raz we wrześniu w związku z festiwalem „Integracja Ty i Ja”. W pozostałym okresie służy głównie innym, niekinematograficznym celom. Przyczyn tej sytuacji nie sposób zrozumieć.

Zakończenie
Pamiętam jak w roku 1995 wyjechałem do Krakowa na studia (kulturoznawstwo o specjalizacji filmoznawczej). Dla miłośnika sztuki filmowej była to nieomal ziemia obiecana (kilkanaście kin, kilkadziesiąt filmów w miesiącu, przeglądy, pokazy specjalne). Zwłaszcza w porównaniu z tym, co się wówczas na koszalińskim rynku filmowym działo. 
(Sytuację olbrzymiego deficytu atrakcyjnych tytułów w kinach ratowała jedynie świetnie zaopatrzona wypożyczalnia kaset wideo działająca w ramach Biblioteki Wojewódzkiej. Niestety od dłuższego czasu nie pojawiają się w jej zbiorach żadne nowe tytuły).

Obecnie sytuacja na koszalińskim rynku kinematograficznym jest znacznie lepsza niż ta w latach 90. XX w. Nie oznacza to jednak, że jest dobra. Aby taka się stała potrzebne są zmiany w sposobie prowadzenia działających w mieście kin, zwłaszcza doboru repertuaru.

Istotnym czynnikiem zmian mogłoby być ponowne uruchomienie kina „Alternatywa”. Niekoniecznie nawet jako kino wyświetlające filmy codziennie. Wystarczy, aby robić w nim cyklicznie pokazy, czy przeglądy. Można byłoby też rozpocząć w nim jakąś formę edukacji filmowej. 


Rewolucję mogłoby przynieść także pojawienie się na rynku trzeciego, prywatnego podmiotu. Kina zarządzanego przez kogoś, kto zna się na sztuce filmowej i rozumie potrzeby całkiem sporej grupy osób, dla której kino to nie tylko rozrywka. Pozwoliłoby to na naruszenie obecnego, niezbyt ciekawego status quo.

poniedziałek, 5 października 2015

Debata wyborcza kandydatów z drugich miejsc na listach do sejmu

Zakończyła się debata kandydatów z drugich miejsc na listach do sejmu w Radio Koszalin (http://www.radio.koszalin.pl/pl/artykul/za-nami-debata-wyborcza-kandydatow-z-drugich-miejsc-na-listach-do-sejmu.12192.html).
Wydarzenie o tyle ciekawe, że rzadko mamy możliwość obejrzenia / usłyszenia w bezpośrednim starciu kogoś innego niż liderów list wyborczych.
(Pytanie tylko, czy jest to zapowiedź nowej praktyk publicznego nadawcy. Realizacji działań mających jeszcze skuteczniej pomóc wyborcom podjąć decyzję na kogo głosować. Czy też może jest to po prostu ukłon w stronę dwóch polityków, którzy z różnych przyczyn znaleźli się na drugich pozycjach list swoich partii. Mowa tu oczywiście o kandydatach PiS i PO).

W debacie wzięło ostatecznie udział siedmiu z ośmiu kandydatów (w studio nie pojawiła się reprezentantka Partii Razem).
Prowadzący dyskusję Adam Kasprzyk i Anna Popławska przygotowali dla nich trzy pytania.
Pierwsze dotyczyło powracającej przy każdych wyborach kwestii, czyli stworzenia nowego województwa ze stolicą w Koszalinie.
Drugie spraw uchodźców: Czy nasz region powinien przyjąć uchodźców, biorąc pod uwagę brak środków dla nich właśnie. I w takim razie skąd wziąć pieniądze. I czy uchodźcy będą chcieli w ogóle tutaj być w Polsce, w naszym regionie. Pytanie prezentowane jako dotyczące miejsca Polski w Europie.
Pytanie trzecie dotyczyło projektu zmian systemu emerytalnego zaproponowanego przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę.

W moim odczuciu zwyciężczynią po trzech rundach pytań była kandydatka Komitetu Wyborczego Nowoczesna Ryszarda Petru, Agnieszka Trafas. Nie tylko odpowiadała najbardziej konkretnie i rzeczowo, ale także w jej słowach nie było czuć jakiegoś szczególnego uwikłania ideologicznego. Tego co niestety przebijało w wypowiedziach jej oponentów.  Bardziej reprezentantów swoich ugrupowań, niż osób próbujących spojrzeć na problemy regionu z szerszej, ponadpartyjnej perspektywy.
W tej części całkiem nieźle wypadł poseł Lewandowski ze Zjednoczonej Lewicy (zwłaszcza przy pytaniu pierwszym). Problem w tym, że sposób w jaki mówi i to jak "frazuje" (to notoryczne iiiiii, eeeee zamiast pauzy) negatywnie wpływa na odbiór jego odpowiedzi.


Do kandydatki Nowoczesnej należał także ostatni element spotkania – autoprezentacja. Biorąc pod uwagę, że debatowała z doświadczonymi politykami można stwierdzić, że odniosła spory sukces. Czy przełoży się on na ten wyborczy dowiemy się wkrótce.

czwartek, 1 października 2015

Strach w spocie korwinistów

Właśnie obejrzałem najnowsze "dzieło" partii Korwin – spot zatytułowany Inwazja (https://www.youtube.com/watch?v=jgk19JjzQtA). Materiał ten, jak szereg innych propagowanych przez tą partię i jej zwolenników, ma na celu eskalowanie społecznego lęku przed uchodźcami. Osobami utożsamianymi z nielegalnymi imigrantami, agresywnymi i fanatycznymi wyznawcami Islamu.

Spot rozpoczyna pojawiający się na czarnym tle napis Inwazja się rozpoczęła. Słowa te odczytuje lektor. Następnie słyszymy, że hordy nielegalnych imigrantów wdzierają się do EuropyZagrażają naszej tradycji, kulturze i wartościom. Słowom tym towarzyszą między innymi obrazy osób próbujących dostać się do wnętrza ciężarówki, przedostać się przez zasieki, sforsować ogrodzenie, czy kopiących zamkniętą bramę. Widzimy też dokonywane przez tłum akty przemocy. Obrazy przerażające.

W spocie pokazano polityków, którzy jakoby witają ich z otwartymi ramionami (premier Ewa Kopacz), oraz takich. którzy chcą na nich płacić (Jarosław Kaczyński).
Partia Korwin – jak słyszymy – reprezentuje odmienne stanowisko: Jako jedyni odważnie mówimy nie nielegalnym emigrantom. Z materiału dowiadujemy się też, że Tylko Korwin zapewni nam i naszym rodzinom bezpieczeństwo.

Mamy zatem do czynienia z klasycznym spotem bazującym na strategii odwoływania się do lęku. Pomyśle, który w działaniach o charakterze politycznym ma długą historię. Pozwala bowiem skutecznie oddziaływać na społeczeństwo.

Na strategii tej - o czym warto pamiętać - bazowali także naziści, kreując lęk przed Żydami. Analogicznie postępowali komuniści, zaszczepiając w proletariacie poczucie powszechnego lęku przed wrogami systemu. Partia Korwin swoim materiałem wpisuje się w pewien sposób w te mało chlubne wzorce.

Czym innym bowiem jest budowanie lęku przed równorzędnym przeciwnikiem politycznym, takim, który może odpowiedzieć, zareagować (w Polsce od lat PO straszy Polaków rządami PiS, a PiS utrzymaniem władzy przez partię Kopacz). Czym innym atakowanie w ten sposób osób bezbronnych, sprowadzonych do stereotypowego, groźnego wizerunku. Działanie, które rodzi wyłącznie strach i nienawiść.

Oczywiście takie postepowanie Partii Korwin można to zrozumieć. Obecne wybory dla tego podmiotu to być albo nie być na scenie politycznej. Za cztery lata jego lider będzie miał ponad 75 lat i raczej nie będzie miał szans na jakikolwiek sukces wyborczy. 
(Teraz jego szanse na sukces też są niewielkie. Chyba, że za taki uznamy samo dostanie się ugrupowania do parlamentu, bez jakiejkolwiek szansy na realizowanie własnej polityki).

Dodatkowo w tym ugrupowaniu nie ma nikogo, kto mógłby po Januszu Korwin-Mikke przejąć schedę. Dla partii wodzowskich, z wyraźnym liderem, stanowi to prognozę szybkiego zniknięcia z rynku politycznego.

Stąd też właśnie bierze się to kurczowe trzymanie się korwinistów tematyki uchodźców. Kwestii, która rzeczywiście u wielu Polaków budzi obawy. Żerowanie na tych emocjach jest jednak zwyczajnie obrzydliwe.

PS. W spocie umieszczono prostą animację (od 50 sekundy spotu). Ukazuje ona jak ludność z Afryki, Azji i Południowej Ameryki (czarne ludziki) zalewa kraje półkuli północnej oraz Australię, wypierając ich dotychczasowych mieszkańców (ludziki białe). 
Obrazom tym towarzyszą słowa z parlamentarnego wystąpienia Przemysława Wiplera Brońmy Europy przed zalewem Islamu. Brońmy przed islamizacją. Tego oczekują od nas w chwili miliony Polaków. 

Grafika ta nie pasuje zatem do apelu polityka. Wyznawców Islamu w Ameryce Południowej nie ma znowu aż tak wielu (patrz: http://www.centrumjp2.pl/wikijp2/index.php?title=Ameryka_Po%C5%82udniowa).
Autorzy spotu powinni to wiedzieć. Inaczej propagują nie tylko nietolerancję, ale także dają świadectwo własnej ignorancji.



sobota, 26 września 2015

MZK Koszalin. Wpis trzeci.

Autobusy realizujące kursy w okresie świąt. Bilet okresowy 30 dniowy tańszy o 14 zł niż było to wcześniej (obecnie kosztuje 86 zł). Dobowy w akceptowalnej cenie. Coraz częściej widok pojazdów MZK czekających na przystanku na godzinę odjazdu zgodną z rozkładem. Bezpłatne przejazdy liniami koszalińskiego przewoźnika w Światowy Dzień bez Samochodu (22.09.2015). Warto pochwalić :)





czwartek, 17 września 2015

Jak powinien wyglądać uchodźca

Temat uchodźców zdominował światowe i Polskie media. Nic dziwnego. Tak znacznej migracji ludności do Europy w ostatnich kilkudziesięciu latach rzeczywiście nie mieliśmy. W związku z poważną sytuacją pojawiają się liczne pomysły, jak ten problem rozwiązać. Wiele z nich, jak chociażby ten dotyczący obowiązkowych kwot uchodźców, spotyka się z niewielką akceptacją ze strony społeczeństw i rządów krajów Unii Europejskiej.

Powodów takiego podejścia jest wiele. Przede wszystkim jest to strach przed grożącą Europie niestabilnością. Chaosem, który – jak niektórzy uważają – uchodźcy ze sobą niosą. Dodatkowo nakłada się na to strach przed terroryzmem, immanentnie powiązanym w naszych głowach z wyznawcami Islamu. Istotną rolę odgrywa także lęk przed obcymi. Lęk stary jak ludzkość.

Nie polemizując z zasadnością tych obaw (lub ich niezasadnością), postanowiłem się skupić na nieco innej rzeczy. Mianowicie na różnych portalach internetowych, na profilach FB niektórych partii, ad hoc zakładanych grup czy profilach prywatnych, pojawiają się symptomatyczne wpisy dotyczące imigrantów. 

Ich autorzy poza ukazywaniem uchodźców jako potencjalnego źródła terroryzmu czy grożącego nam chaosu, piętnują ich także za płeć, wiek, zachowanie i domniemany stan zamożności. Piętnują ich zatem za szeroko pojęty wizerunek. Taki, który najwyraźniej nie współgra z ich wizją osób potrzebujących pomocy i schronienia.

W kontekście płci i wieku dominuje teza, że oto napływają do nas nie uchodźcy, ale osoby młode, które porzuciły swoje rodziny / kraje w celach ekonomicznych. Gdyby było inaczej to wówczas byłoby wśród nich więcej kobiet, dzieci i osób starszych. 

A przecież na zdjęciach widzimy osoby młode, które – zdaniem krytyków – zamiast walczyć i ginąc w Syrii / Erytrei, czy wspierać swoich najbliższych, uciekają w bezpieczne rejony świata. Widzimy zatem - jak niektórzy utrzymują - tchórzy albo osoby, które do Europy przyjechały celem wzbogacenia się.

I może rzeczywiście w wielu przypadkach tak jest. W wielu innych rzecz przedstawia się zapewne zupełnie inaczej. Warto przecież pamiętać, że na tego typu wyprawę, dodajmy wyprawę niebezpieczną, wyrusza na ogół ten, który ma dostatecznie dużo siły, aby nie tylko dotrzeć w miejsce upatrzone / bezpieczne, ale także aby tam zdołać się utrzymać i być może za jakiś czas sprowadzić rodzinę. 

Te kryteria spełniają jedynie osoby młode lub w sile wieku, raczej płci męskiej niż żeńskiej. (To nie seksizm tylko racjonalna ocena wynikająca z uwarunkowań biologicznych, ewolucyjnych, kulturowych). 
Mężczyźni, mając większą ilość tkanki mięśniowej, są z reguły silniejsi fizycznie od kobiet. Mają także wyższy poziom hormonu, który w sytuacjach zagrożenia / walki odgrywa istotną rolę – testosteronu. Szybciej także będą w stanie podjąć jakąkolwiek, najczęściej fizyczną pracę. Nic zatem dziwnego, że to właśnie oni wyruszyli w podróż. Nic dziwnego też, że dominują w kadrach.

Podobnie przecież wyglądały dziewiętnastowieczne emigracje europejczyków do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Tak samo zresztą emigrowali Polacy. Zatem oskarżanie o podobne praktyki przedstawicieli innych nacji jest zwyczajnie nadużyciem.

Przeciwnicy emigrantów zamieszczają w Internecie szereg filmów ukazujących ich rzekomo skandaliczne, niedopuszczalne zachowania. Takie które odróżniają ich od nas, Polaków, czy szerzej: od Europejczyków. Potrafią się przecież pobić, potrafią zdemolować dzielnicę, w której mieszkają, potrafią dokonać gwałtu.

Tylko czy przypadkiem my również nie jesteśmy do tego zdolni. I to nawet w sytuacji znacznie mniej kryzysowej, znacznie mniej stresującej niż tej, w której oni się znaleźli. Popatrzmy na coroczne obchody 11 listopada w Polsce (kilka zdjęć: https://www.google.pl/search?q=11+listopada+warszawa&rlz=1C1GGGE_plPL558PL558&es_sm=122&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0CAgQ_AUoAmoVChMI_qfn3_D9xwIV6P5yCh2yoQba&biw=1301&bih=663). Obejrzyjmy zamieszczone na YT filmiki z ustawek fanów polskich drużyn piłkarskich: https://www.youtube.com/results?search_query=ustawki+kibic%C3%B3w+polska. Przyjrzyjmy się tym obrazom a dopiero potem krytykujmy zachowania innych.

Telefony komórkowe w rękach uchodźców to kolejny element ich wizerunku, który budzi niezwykłe emocje. Dodajmy emocje absolutnie niezrozumiałe. Przecież to, że uciekają przed wojną nie oznacza jeszcze, że niczego ze sobą nie mają. Gdyby tak rzeczywiście było, to wówczas ich szansa na dotarcie w upragnione miejsce byłaby znikoma. Tego typu wyprawa wiąże się przecież ze sporymi kosztami, na które zresztą często składają się całe rodziny / rody.

Wyruszając w tak niebezpieczną podróż dobrze mieć także możliwość nawiązania kontaktu z innymi. Z tymi którzy tą samą drogę pokonują lub już ją przebyli, jak również z bliskimi. Stąd w rękach imigrantów telefony komórkowe.
Jeżeli ktoś tego faktu nie rozumie, to oznacza, że albo jest osobą pozbawioną wyobraźni, albo zwyczajnie przepełnioną złą wolą. 

środa, 16 września 2015

Taka przypadłość

W sobotę zakończył się Europejski Festiwal Filmowy Integracja Ty i Ja. Była to już jego 12 edycja. Oprócz wydarzeń realizowanych w Koszalinie festiwal miał swoje „małe” odsłony w trzydziestu miastach Polski (http://www.integracjatyija.pl/pl/festiwal-2015/male-festiwale-ty-i-ja). W szesnastu innych aglomeracjach odbywały się dwudniowe pokazy filmów pod wspólnym hasłem 2 dni z EFF Integracja Ty i Ja w kinach w Polsce (http://www.integracjatyija.pl/pl/festiwal-2015/2-dni-z-eff-integracja-ty-i-ja-w-kinach-w-polsce). Projekcje filmów odbywają się także poza granicami kraju.

Mamy zatem do czynienia ze znacznym wydarzeniem o charakterze społeczno-kulturalnym. Projektem pozytywnie wpływającym na wizerunek Koszalina w kraju i zagranicą. 
(O istotności festiwalu w kreowaniu pozytywnego klimatu dla integracji nie widzę potrzeby wspominać. Wystarczy wziąć w nim udział i samemu to ocenić).

Dlatego z dużym zdziwieniem przeglądałem wrześniowy numer bezpłatnego informatora miejskiego Trendy Koszalin. W numerze, który na okładce ma plakat tegorocznej Integracji, mamy we wstępniaku wypowiedź o festiwalu… Anny Dymnej. Wybitnej aktorki, która od wielu lat poprzez swoją fundację pomaga osobom dotkniętych niepełnosprawnością. Osoby, która jednak nigdy w koszalińskim festiwalu nie brała udziału.

Jednocześnie w magazynie nie sposób odnaleźć najmniejszej wzmianki o Barbarze Jaroszyk, dyrektorze i pomysłodawczyni festiwalu. Analogicznie żadnej jej wypowiedzi. Moim zdaniem dziwna praktyka.

PS Anna Dymna wypowiadała się ciepło o festiwalu. Nie ukrywała jednak, że wszystko co o nim wie pochodzi z drugiej ręki. Stąd też skupiła się przede wszystkim na opisaniu własnej działalności. 

czwartek, 3 września 2015

Ghost bike – bardzo mieszane uczucia wobec projektu

Kilka dni temu na ulicy Fałata w Koszalinie kierujący samochodem śmiertelnie potrącił rowerzystkę. Kto ponosi odpowiedzialność za wypadek – kierowca czy rowerzystka – nie sposób obecnie jednoznacznie ustalić. 
W lokalnych mediach sporo niestety rozbieżności w opisach / ustaleniach odnośnie zdarzenia. 

Dziennikarka portalu gk24.pl Joanna Boroń pisze, że Jadący oplem w stronę Gdańska 50-latek nie zauważył kobiety, która na rowerze wjechała na pasy dla pieszych (Źródło: http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150828/KOSZALIN/150829743).

Z kolei na stronie koszalininfo.pl czytamy, że – według świadków – prowadzący samochód marki Opel potrącił prowadzącą rower przez przejście dla pieszych kobietę (Źródło: http://koszalininfo.pl/index.php/wiadomosci/8888-smiertelny-wypadek-na-falata-zginela-rowerzystka-zdjecia-film). 
Autor tej drugiej relacji – Marek Łagocki – przytacza także wersję przedstawioną przez policję. Według jej ustaleń opel potrącił przejeżdżającą rowerem przez przejście kobietę. Samo zaś śledztwo jest w toku i trzeba poczekać na ustalenia biegłego i prokuratora.

Pomimo braku istotnych, wiążących danych na temat zdarzenia Koszalińska Inicjatywa Rowerowa postanowiła uczcić pamięć rowerzystki i w miejscu wypadku postawić swoisty pomnik – ghost bike.

"Ghost bike" to sposób na upamiętnienie rowerzystów, którzy zginęli w wypadkach drogowych. Stanowią również przestrogę i apel o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa wobec wszystkich niechronionych uczestników ruchu drogowego - pieszych, rowerzystów i motocyklistów. "Rowery duchy" stoją już w kilku miastach w Polsce, m.in w Poznaniu i Łodzi. Są to stare jednoślady pomalowane na biało, z krótką informacją o wypadku do jakiego doszło w miejscu gdzie stoją. (Źródło: http://ekoszalin.pl/index.php/artykul/11302-Rower-duch-w-Koszalinie)

Inicjatywa ważna. Problem w tym, że w tym przypadku dość kontrowersyjna. Przede wszystkim nie wiemy przecież, kto ponosi winę za tragedię. Z relacji policji wynika, że zawiniła niestety ofiara. Jaki zatem wpis powinien pojawić się we wspomnianej krótkiej informacji o wypadku? Ten przecież, aby nie rodzić niepotrzebnych sporów, powinien opierać się na faktach, być odbiciem prawdy. Pytanie tylko, czy przed zakończeniem śledztwa rzeczywiście może on prawdę odzwierciedlać?

Po drugie: czy inicjatorzy akcji ghost bike skontaktowali się z rodziną tragicznie zmarłej i uzyskali od niej zgodę na wykorzystanie tego zdarzenia jako przestrogi i apelu o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa? Sprawa dość istotna. Ostatecznie przecież mówimy o śmierci i bólu, którą ta ze sobą niesie. W takiej sytuacji robienie czegokolwiek bez wyraźnej zgodny najbliższych jest zwyczajnym nadużyciem i wyrazem braku wrażliwości. Nawet jeżeli robi się to w słusznym celu.

Po trzecie: czy osoby zaangażowane w projekt w ogóle interesuje to, co może czuć kierowca samochodu. Z dyskusji, która wywiązała się na profilu FB jednego z liderów Koszalińskiej Masy Krytycznej, zarazem zwolennika i bezkompromisowego obrońcy pomysłu, odnoszę wrażenie, że niespecjalnie. A przecież dla niego to również była, i zapewne jest, olbrzymia tragedia. Będzie musiał przecież już zawsze żyć ze świadomością, że w wypadku, w którym brał udział, ktoś stracił życie. Planujący tego typu akcję powinni o tym także pamiętać.