czwartek, 14 stycznia 2016

Wizerunkowy kryzys kraju

Komisja Europejska postanowiła wdrożyć wobec Polski procedurę ochrony praworządności. Posuniecie to związane jest z tym, co od grudnia dzieje się wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego, instytucji w dużym stopniu pozbawionej przez rządzących możliwości wypełniania swoich zadań.

Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej, wypowiadając się na ten temat wyraźnie dał do zrozumienia, że celem implementacji procedury jest dialog z polskim rządem i wyjaśnienie problemów, nie stawianie zarzutów.
Inaczej mówiąc zasygnalizował, że Komisja Europejska chce na razie wyrobić sobie jedynie zdanie o sytuacji. Od tego „audytu” zależeć będą dopiero dalsze kroki.

Niezależnie od kolejnych posunięć komisji już sam fakt uruchomienia mechanizmu pod nazwą ochrona procedury praworządności powinno być wyraźnym sygnałem dla polityków Prawa i Sprawiedliwości, że Polska znalazła się w poważnej sytuacji kryzysowej. Takiej, której konsekwencje dla wizerunku kraju, dotychczas stawianego jako przykład udanej transformacji, mogą być znaczące.

Zwłaszcza, że kwestia ta stała się jedną z ważniejszych w  programach informacyjnych mediów tak europejskich, jak i światowych. 
Nic dziwnego. W końcu, jakby nie patrzeć, Polska jest pierwszym krajem, wobec którego wprowadzona w 2014 roku procedura zostanie zastosowana.

Słuchając wypowiedzi przedstawicieli partii rządzącej oraz pani premier odnosi się jednak wrażenie, że nie bardzo rozumieją wagę zdarzenia. Zwłaszcza na poziomie ustalenia przyczyn całej sytuacji. Niepotrzebnie też próbują je bagatelizować.

Twierdzenie, że nic się nie dzieje, lub – jak mówił wczoraj rzecznik rządu – że to nawet nie jest żadna procedura /…/ to jest orientacyjna czynność Komisji Europejskiej (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/rzecznik-rzadu-to-jest-standardowa-procedura,610386.html), stanowi bezsensowną strategię radzenia sobie z problemem. Zwłaszcza, że nie daje szansy na jego rozwiązanie.

Podobnie oskarżanie o całą sytuację opozycję. Jest to wygodne, ale nieprawdziwe. Gdyby przecież nie doszło do zdemolowania Trybunału Konstytucyjnego, a później przejęcia mediów publicznych, wątpliwe, aby ktokolwiek z ważnych polityków Unii Europejskiej zajmował się zdarzeniami nad Wisłą.

Oczywiście nie twierdzę, że politycy Platformy Obywatelskiej nie mieli wpływu na zwiększone zainteresowanie europejskich urzędników zdarzeniami w Polsce. To byłoby sprzeczne z faktami.

Warto jednak pamiętać, że mieli oni do tego pełne prawo. Podobnie jak wcześniej, chociażby w sprawie wraku Tupolewa czy wyników wyborów samorządowych, miało do tego prawo rządzące obecnie Prawo i Sprawiedliwość.

Ostatecznie Unia Europejska to nie jakiś zewnętrzny byt, tylko struktura, której Polska jest pełnoprawnym członkiem. I warto o tym pamiętać, zanim zacznie się przywoływać Targowicę.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rezygnacje dziennikarzy

Po 25 latach Piotr Kraśko zrezygnował z pracy w Telewizji Polskiej. O swojej decyzji poinformował na Twitterze: 25 lat w TVP, 12 w "Wiadomościach", 11 wieczorów wyborczych, 2 konklawe, parę wojen, huraganów i trzęsień ziemi, tysiące wyjątkowych i zwyczajnych ludzkich historii, tragicznych i radosnych wydarzeń, setki cudownych spotkanych ludzi - szczęście pracy ze świetnym zespołem, 14 prezesów, piętnasty będzie ostatnim. Bardzo, bardzo dziękuję za te niezwykłe lata, wszystkiego dobrego i do zobaczenia :). (Źródło: https://twitter.com/pkrasko?ref_src=twsrc%5Etfw).

Chwilę wcześniej informację o rezygnacji dziennikarki TVP, Karoliny Lewickiej zamieścił portal wirtualnemedia.pl.  Choć powodów jej decyzji nie podano (zob. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/karolina-lewicka-odchodzi-z-telewizji-polskiej#), łatwo się ich domyślić.

Dziennikarka nie należała do medialnych ulubieńców prawicowych polityków, zwłaszcza po słynnym wywiadzie z ministrem kultury Piotrem Glińskim.
Wywiadzie kuriozum, choć winę za ten fakt można zrzucić wyłącznie na zachowanie polityka. Osobę, która rozmowę w studio ewidentnie pomyliła z wystąpieniem na prywatnej konferencji prasowej. Na co zresztą dziennikarka słusznie zwróciła mu uwagę.

Piotr Kraśko najwyraźniej także nie przypadł do gustu nowej władzy. Ponoć za bardzo kojarzył się z Platformą Obywatelską (http://metrocafe.pl/metrocafe/1,145523,19304238,krasko-lis-tadla-gielda-nazwisk-kogo-z-tvp-zwolni-pis.html). Czy tak było w istocie trudno oczywiście powiedzieć.  

Ich rezygnacja oznacza, że Telewizja Polska traci dwóch świetnych dziennikarzy. Prawdopodobnie nie ostatnich zresztą. Niektórzy odejdą sami, rezygnując z firmowania swoim nazwiskiem mediów o charakterze politycznym. 
Inni zostaną zwolnieni. Wielu pewnie bez podania przyczyn. Po prostu nie przejdą pozytywnie weryfikacji przydatności, której kryteria będą tajne, lub uznaniowe. 

Działania takie umożliwi tzw. duża ustawa medialna. Akt prawny przekształcający media publiczne w narodowe, który w zapisach ma wygaszenie umów z obecnymi pracownikami z ewentualną możliwością ich przedłużenia. 

Na miejsce tych, którzy odejdą, i tych, którzy zostaną zwolnieni, przyjdą być może równie dobrze przygotowani dziennikarze. Obawiam się jednak, że to nie profesjonalizm i umiejętności przesądzać będą obecnie o angażu w nowej telewizji publicznej / narodowej.
Raczej gotowość do bezkrytycznego wspierania tzw. dobrej zmiany. Niezależnie od tego, czy zmiana ta rzeczywiście jest dobra. 

piątek, 8 stycznia 2016

Spodziewaj się niespodziewanego, czyli rządy PiS-u

Rządzący z woli suwerena Anno Domini 2015 przyzwyczajają nas powoli do tego, aby zawsze spodziewać się niespodziewanego.

I nie mówię tu o tak prozaicznych kwestiach, jak powrót Zbigniewa Ziobry na stanowisko ministra sprawiedliwości, czy mianowaniu Antoniego Macierewicza na szefa Ministerstwa Obrony Narodowej. Tego w końcu wielu się spodziewało.

Nie mówię także o zapowiedzi powołania kolejnej komisji do spraw zbadania przyczyn katastrofy w Smoleńsku. To w końcu oczywista oczywistość.

Mówię raczej o takich kwestiach jak prokurator z epoki PRL-u, który w imieniu partii gardzącej komuną i postkomuną demoluje Trybunał Konstytucyjny. 
Choć w sumie tego też można było się spodziewać. Nawrócony prokurator to przecież dobry prokurator. Zwłaszcza, gdy już sprawdzony w pracach Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyny Katastrofy Smoleńskiej.

Mam jednak wrażenie, że niewiele osób spodziewało się, że prezesem TVP zostanie  Jacek Kurski. Szczególnie w kontekście zapowiedzi o konieczności naprawy tego medium i jego swoistej odnowy.

A jednak tak się stało. Oznacza to, że w najbliższych miesiącach, a może i latach za obiektywność, rzetelność i bezstronność mediów najpierw publicznych, a później pewnie narodowych odpowiadać będzie osoba, bez której opisu działań żaden tekst dotyczący nieetycznych zjawisk w obszarze polityki w Polsce nie może być uznany za kompletny. Nawet tekst o charakterze podstawowym. Moim zdaniem jest to jednak niesamowite.

Dziwi tylko, dlaczego słynący ze swoich dżentelmeńskich i bezpiecznych zachowań na drodze poseł nie został wybrany szefem drogówki? W tym obszarze także miałby wiele do zaoferowania państwu i obywatelom. Być może nawet więcej niż w obszarze mediów / dziennikarstwa. Chociażby w aspekcie usprawniania przepływu pojazdów, czy oszczędzania paliwa dzięki promowaniu techniki jazdy na ogonie. Najlepiej za konwojem policyjnym.

Mniej zaś zaskakuje fakt, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest liderem rankingów społecznego poparcia: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sondaz-ibris-dla-onetu-niespodziewany-lider-pis-na-drugim-miejscu/x3js96. Choć pewnie stało się to szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

czwartek, 7 stycznia 2016

Polityczność / ideologiczność mediów

Kilka dni temu posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz napisała tekst dotyczący mediów publicznych w Polsce. Tekst symptomatyczny, gdyż w pewien sposób ukazujący, jak pewna cześć klasy politycznej postrzega i rozumie rolę i funkcję mediów publicznych w Polsce (piszę część klasy politycznej bo wątpię, aby pani posłanka była w takim myśleniu odosobniona).

Ze względu na to, że tekst był już wielokrotnie przywoływany, omawiany i interpretowany odniosę się tylko do jednego jego fragmentu. Z perspektywy dalszych rozważań pani posłanki uzasadniających podporządkowanie mediów publicznych politykom jest on najistotniejszy. Pokazuje bowiem zupełnie niezrozumienie materii, którą polityczka stara się przybliżyć.

Mianowicie pisze ona:
Wszystkie media, “publiczne” i prywatne są polityczne. Za wszystkimi stoi właściciel, dysponent o jakichś politycznych przekonaniach i światopoglądzie, który tak dobiera pracowników i układa program, by swe poglądy przedstawić i narzucić widzom i słuchaczom. To logiczne i oczywiste. (Źródło: http://www.radiomaryja.pl/informacje/prof-k-pawlowicz-apolitycznosc-mediow-publicznych-to-szkodliwy-mit/, 5.01.2016)

Można zgodzić się z tym, że media znajdują się w rękach osób mających określone polityczne przekonania i określony światopogląd. Ostatecznie każdy przecież je w jakimś stopniu posiada.

Można też przyjąć, że wielu właścicieli mediów dobiera sobie pracowników, którzy ich światopogląd podzielają. Jest to proces naturalny, zrozumiały. Każdy z nas woli otaczać się ludźmi, z którymi przynajmniej w pewnym zakresie dzieli wspólnotę poglądów.

Część z właścicieli zatrudnia zapewne ludzi o tożsamych lub podobnych poglądach politycznych. W przypadku wielu mediów zgodność w tym obszarze nie jest jednak najistotniejszym elementem w procesie rekrutacji czy współpracy. Znacznie bardziej liczą się kompetencje, wiedza, umiejętności. Zwłaszcza, że wiele mediów polityką zwyczajnie się nie zajmuje.

Można też zgodzić się z tym, że właściciel mediów i zatrudnieni przez niego pracownicy dają wyraz swoim poglądom w tekstach i wypowiedziach.
O ile jednak właściciel może robić to w zasadzie dowolnie, podlegając jedynie pod zewnętrzne normy prawne, czy etyczne, o tyle jego pracownicy są w pewnym stopniu zobligowani do przestrzegania reguł, które on ustala. Brak podporządkowania tym normom może rodzić różne reperkusje, z utratą pracy włącznie.

Istnieje też spora grupa dziennikarzy i właścicieli mediów, którzy starają się unikać okazywania swoich poglądów politycznych. Z różnych zresztą powodów, często pragmatycznych. Jawne deklarowanie się po którejś ze stron może zostać przecież źle odebrane przez odbiorców i mieć negatywne skutki dla finansowego funkcjonowania medium.

Można też przyjąć, że niektórzy właściciele mediów i dziennikarze publikują po to, aby swoje poglądy polityczne lub swój światopogląd narzucić odbiorcom (widzom, słuchaczom). Wielu z nich tego jednak nie czyni, starając się pisać / wypowiadać neutralnie.

Można też zgodzić się z tym, że procesowi narzucania poglądu innym (procesowi perswazji lub manipulacji), może sprzyjać określony układ danego medium. Taki, który pozwoli o pewnych rzeczach na przykład nie mówić lub mówić w określonych ramach / kontekście.

Nie sposób jednak zgodzić się z tym, że wszystkie media, tak publiczne jak i prywatne, są polityczne. To nieprawda. Chyba, że przyjmie się takie spojrzenie na rzeczywistość, iż wszystko jest polityczne. Ale to także bzdura.

Istnieją media polityczne. Jest ich nawet całkiem sporo, zwłaszcza w krajach, które trudno nazwać demokratycznymi.
Większość z mediów jednak takiego charakteru nie ma. Nie realizują bowiem określonej linii politycznej, pozostając niezależnymi od takiej czy innej władzy.

Wszystkie media mają za to wymiar ideologiczny. I to właśnie najczęściej ideologia a nie polityka określa, co w nich się znajdzie i co zostanie przekazane odbiorcom.

Mylenie ideologiczności mediów z ich politycznością może mieć fatalne konsekwencje. Zwłaszcza, gdy służy uzasadnieniu przerobieniu mediów publicznych na media polityczne. 



środa, 6 stycznia 2016

Demolowanie demokracji. Czy można było to przewidzieć?

Kilka pierwszych tygodni rządów Prawa i Sprawiedliwości upłynęły pod znakiem demolowania demokracji. Zwolennicy i przedstawiciele tej partii mówią oczywiście o jej naprawianiu (patrz: http://300polityka.pl/news/2016/01/06/gowin-odpowiada-na-list-studentow-o-tk-i-pisze-musimy-przywrocic-rzetelna-ochrone-ladu-konstytucyjnego-i-przyznaje-popelniamy-bledy/), ale pozwolę sobie mieć na ten temat odmienne zdanie.

Na pierwszy ogień poszedł Trybunał Konstytucyjny, po ostatniej nowelizacji praktycznie nie mogący wypełniać swojej funkcji. Uzasadnieniem dla tego posunięcia było to, co kilka miesięcy wcześniej zrobiła Platforma Obywatelska, czyli powołanie na mocy nowej ustawy pięciu sędziów w miejsce tych, których mandaty wygasały w 2015 roku.

Argument ten nie może jednak stanowić usprawiedliwienia dla działań Prawa i Sprawiedliwości. Partia Jarosława Kaczyńskiego mogła przecież ustawę konkurenta zaskarżyć. Nie robiąc tego (a raczej robiąc tylko częściowo, gdyż skargę ostatecznie wycofała), i wprowadzając swoją nowelizację udowodniła, że chce TK zawłaszczyć lub przynajmniej sparaliżować.

Potwierdza to także fakt nierespektowania przez tą partię wyroku TK w sprawie częściowej niekonstytucyjności ustawy przegłosowanej przez Platformę Obywatelską. A przecież uwzględnienie tego orzeczenia mogło spokojnie zakończyć cały spór. Teraz takiej szansy już nie ma.

Podobnie nie da się obronić twierdzenia, że Trybunał Konstytucyjny funkcjonujący w ramach starej ustawy byłby blokadą dla tych działań Prawa i Sprawiedliwości, które mają na celu poprawienie finansowej kondycji Polaków (program 500+), czy tych nakładających obciążenia na banki i sklepy wielkopowierzchniowe.

Pomijając to, że Trybunał Konstytucyjny jest od stwierdzania zgodności prawa z Konstytucją RP, a nie wspierania posunięć takiego czy innego rządu, o tym czy rzeczywiście zablokowałby takie ustawy moglibyśmy dowiedzieć się dopiero po ogłoszeniu wyroku (o ile oczywiście ktokolwiek chciałby takie zmiany zaskarżyć). Teraz to zatem tylko wygodna dla rządzących teoria, nic więcej. 

Kolejną ofiarą nowej ekipy rządzącej stała się służba cywilna. Likwidacja zapisów o konkursach na wyższe stanowiska w służbie cywilnej na rzecz powołań redukuje praktycznie do zera szanse zatrudnienie w korpusie osób spoza nowego układu władzy.

Oczywiście można stwierdzić, że i przy starej ustawie ich szanse na etaty kierownicze były wyłącznie iluzoryczne. Wystarczyło jednak zadbać o lepsze przestrzeganie zasad konkursów, zamiast niszczyć wartościową, rynkową procedurę.
Tylko że wówczas wiele intratnych etatów byłoby wolnych dopiero za kilka, kilkanaście miesięcy. A po tak ciężkich kampaniach wyborczych jest przecież tyle osób w kolejce po nagrodę...

Trzecią ofiarą stały się media publiczne. Media, które w wielu obszarach wymagały naprawy, przede wszystkim w sferze realizacji misji i w aspekcie uwolnienia od politycznych wpływów, staną się po wejściu w życie małej ustawy medialnej mediami partyjno-rządowymi.

I nie sądzę aby planowana na wiosnę ustawa powołująca do życia media narodowe cokolwiek w tym aspekcie zmieniła. Wskazuje na to sposób postrzegania funkcji mediów państwowych przez najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Funkcji stricte propagandowej.

Pytanie na koniec – czy można było to wszystko przewidzieć? W znacznej mierze tak. Wystarczyło mieć w pamięci to co się działo w Polsce w latach 2005-2007. Ludzie w końcu aż tak bardzo się nie zmieniają. Zwłaszcza ludzie w pewnym, nieco starszym już wieku.

Zresztą także sama kampania wyborcza do parlamentu i wcześniejsza prezydencka dostarczały szeregu powodów do przypuszczeń, jak może wyglądać Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Ważniejsze w nich było bowiem nie to, co Prawo i Sprawiedliwość prezentowało, ale to co ukrywało. Czy może bardziej to: kogo ukrywało.

Jeżeli przecież partia na tyle miesięcy usuwa w cień swoich frontmentów, to mówiąc językiem księdza Natanka wiedz, że coś się dzieje. I na wszelki wypadek zachowaj szczególną ostrożność.

Zwłaszcza, że w demokracji kolejną szansę na zmianę będziesz miał dopiero za cztery lata. 
O ile w ogóle ją otrzymasz. 

niedziela, 20 grudnia 2015

Demonstranci KOD: zmanipulowani przez media?

Przeczytałem wczoraj wypowiedzi kilku polityków na temat sobotnich demonstracji. Dwie szczególnie mnie zaniepokoiły. Obie wskazują, że jak wielu innych demonstrantów, także i ja padłem ofiarą manipulacji.

Paweł Kukiz stwierdził: Te manifestacje są nakręcane w dużej mierze przez grupy interesów, które tracą swoje wpływy, co nie wyklucza faktu, że uczestniczą w tych manifestacjach przyzwoici ludzie, troszkę przez media zmanipulowani. (Pogrubienie – P.S.)

Podobnie widzi to Jarosław Sellin z Prawa i Sprawiedliwości: Nawet ludzie, którzy z dobrą wolą na te demonstracje organizowane przez KOD przychodzą, bo być może oni naprawdę są zatroskani o Polskę, są oszołomieni fałszywą propagandą. (Pogrubienie – P.S.)
(Źródło obu wypowiedzi: http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-kukiz-manifestacje-sa-nakrecane-przez-grupy-interesow,nId,1942404).

Nie wykluczam, że tak mogło być w istocie, że naprawdę wraz z wieloma innymi padłem ofiarą manipulacji / propagandy. Ostatecznie zdaję sobie przecież sprawę, że media manipulują. I, co więcej, wiem, że potrafią robić to skutecznie.

Mam jednak wrażenie, że mówiąc o ludziach zmanipulowanych przez media obaj przywołani politycy próbują poradzić sobie z sytuacją, która ewidentnie ich przerosła. Zracjonalizować to, co wywołuje w nich niepokój i rodzi silny dyskomfort.

Gdyby przecież dopuścili do siebie myśl, że demonstrujący ludzie, lub chociaż ich część, są szczerze zaniepokojeni tym co się w kraju dzieje, i że działają autonomicznie, musieliby poważanie przemyśleć swoje postępowanie. I być może nawet je zmienić bądź zmodyfikować. W końcu przecież demonstrujący mogą mieć rację.

Teza o zmanipulowanych tłumach, o osobach opłacanych przez wrogie, zewnętrzne siły (vide Kukiz i jego teza o sponsorowaniu wieców przez żydowskiego bankiera), czy genetycznych zdrajcach jest remedium na taki stan. Pozwala bez poczucia dyskomfortu realizować przyjęty plan.

Dlatego tak silnie się tych wyjaśnień trzymają. I dlatego tak wiele wysiłku wkładają, aby wmówić je innym, zwłaszcza swoim wyborcom.

sobota, 19 grudnia 2015

Demonstracja Komitetu Obrony Demokracji w Koszalinie i jej krytycy

W wielu miastach całej Polski odbyły się dzisiaj demonstracje sygnowane przez Komitet Obrony Demokracji. Ta największa, warszawska, zgromadziła ponad 20 tysięcy ludzi (liczbę podaję za Jarosławem Jóźwiakiem, zastępcą prezydenta stołecznego miasta Warszawa).

Demonstracja odbyła się także w Koszalinie. Na placu przy miejskim ratuszu zebrało się kilkuset mieszkańców miasta i pobliskich gmin. Były osoby ze Szczecinka, Kołobrzegu, Bobolic. Byli politycy z różnych partii, urzędnicy, ale także zwykli, przeciętni obywatele. Tacy, którzy – jak mogę podejrzewać – rzadko biorą udział w społecznych protestach.

Celem demonstrujących było zasygnalizowanie obecnej władzy niezadowolenia z tego, w jaki sposób traktuje demokratyczne państwo prawa. A precyzyjnie rzecz ujmując zakomunikowanie, że nie ma w Polsce zgody na łamanie konstytucji przez Prezydenta RP i jego obóz polityczny. Procederu, który dla wielu stanowi sygnał, że nowa władza zmierza niestety w stronę systemu autorytarnego. Ustroju, w którym rządzący stoją ponad prawem i ponad obywatelami.

Odnośnie koszalińskiego protestu mam kilka uwag. Zanim jednak do nich przejdę odniosę się do kilku zarzutów jakie wobec wiecu wysuwają jego przeciwnicy. Te zaczerpnąłem z profilu FB jednego z lokalnych polityków (https://www.facebook.com/adamostaszewski?fref=ts).

Chwilę po tym, jak zamieścił on na swoim profilu zdjęcia z demonstracji prawicowy kandydat na prezydenta miasta zapytał: Ilu z ludzi widocznych na zdjęciach przyszło "bronić demokracji", a ilu na świąteczny jarmark? W kwestii wątpliwości co do liczby „czystych” demonstrantów wsparł go lokalny dziennikarz: To najlepiej pokazuje pierwsze zdjęcie. Zainteresowanie protestem pokazałyby sylwetki skierowane w jedną stronę. Wykorzystanie wizerunku uczestników jarmarku jako argumentu za poparciem KOD jest manipulacją.

Nie sposób bez przeprowadzenia odpowiednich badań odpowiedzieć na pytanie prawicowego polityka. Takich, które pewnie ukazałyby, że poza protestującymi i uczestnikami jarmarku była także spora grupa osób, która przyszła na oba wydarzenia, albo też wzięła w którymś z nich udział wyłącznie przy okazji, spontanicznie. Badań, których nikt nie przeprowadził i już nie przeprowadzi. 

Można jednak odnieść się do zarzutów dziennikarza. Mianowicie zdjęcie, co do którego ma tyle zastrzeżeń powstało albo zanim sam protest się rozpoczął albo tuż po jego zakończeniu. Stąd właśnie fakt braku „synchronizacji” kierunku ustawienia sylwetek ludzkich / ludzkich spojrzeń. I to zresztą widać. Wystarczy się uważnie przyjrzeć.

Kolejny zarzut dotyczy uczestnictwa w proteście polityków. Udziału bardzo wyraźnego, gdyż im jako jedynym organizatorzy oddali do rąk mikrofon. Zarzut ten w części podzielam, ale z innego powodu niż wypowiadający się na profilu krytycy. I też wolałbym, aby pozostali oni jednak w cieniu i wzięli udział w proteście jako zwykli uczestnicy. Tak byłoby po prostu bardziej elegancko.

Krzysztof Wróblewski napisał:  Na szczescie duza wiekszosc Polakow, traktuje "kod" jako kabaret, bo jak inaczej nazwac demonstracje, w ktorych udzial biora dzialacze platformy i innych odsunietych od koryta. (Pisownia oryginalna – P.S). Panie Krzysztofie – po pierwsze albo większość Polaków albo duża część Polaków. Konstrukcja „duża większość” wskazuje, że ma Pan zwyczajnie problem z ustaleniem skali lub próbuje Pan wyolbrzymiać. Po drugie tego typu spostrzeżenie wymagałyby uzupełnienia o źródło wiedzy. Inaczej mówiąc o wyniki badań. Tych jak podejrzewam nie jest Pan w stanie przedstawić i operuje wyłącznie swoimi spostrzeżeniami. Te zaś mogą być zwyczajnie fałszywe. 

Jeszcze raz Pan Krzysztof (choć na jego wątpliwości i zastrzeżenia trafnie odpowiedział Pan Krzysztof Urbanowicz – pozdrawiam serdecznie): Gdzie byliscie jak PO nielegalnie zaprzysiezylo dwoch sedziow TK? Notabene niezgodnie z KONSTYTUCJA, ktorej teraz tak bronicie. Mam wrazenie, ze te demonstracje sa robione w mysl - "trzeba cos robic, to robimy".
A gdzie była wówczas opozycja, w tym PiS? I dlaczego choć zaskarżyło decyzję PO do Trybunału Konstytucyjnego to nagle swoją skargę wycofało? Czy aby nie dlatego, że bało się zwyczajnie niekorzystnego dla swoich planów rozstrzygnięcia?

Daniel Zmitek napisał: Jestem z Twojego Ruchu i ogłaszam " dajmy im 100 dni" a nie krzyczymy jak serio prosiaki z koryta. Bądźmy inteligentnie rozumni. 
Panie Danielu – Twój Ruch to partia zrzeszająca ludzi różnych orientacji, różnych światopoglądów. Dlatego właśnie ona powinna być szczególnie uwrażliwiona na wszelkie działania mogące podkopać zręby demokratycznego państwa prawa. To przecież właśnie wielu waszych członków, reprezentantów mniejszości powinna chronić przed zakusami nierzadko agresywnej „większości”.
Zatem - mówiąc szczerze - wyjątkowo podarowałbym sobie te symboliczne 100 dni. Przez taki, wydawałoby się krótki czas, może zdarzyć się wiele. Zbyt wiele.

Na koniec moje własne spostrzeżenia, w tym także wątpliwości.

Po pierwsze bardzo cieszę się, że protest w Koszalinie się odbył. Cieszę się też, że wziąłem w nim udział. Zwłaszcza, że w tego typu wydarzeniu uczestniczyłem po raz pierwszy.

Po drugie wolałbym aby przy okazji obywatelskich demonstracji politycy nie mieli możliwości realizacji swoich partykularnych celów politycznych. Jest to w stosunku do wielu demonstrantów zwyczajnie nieuczciwe. 

Przyszli przecież pod ratusz, aby bronić demokracji i Trybunału Konstytucyjnego, a nie wysłuchiwać tych, którzy także sporo w aspekcie psucia państwa mają na sumieniu. (Mam tu na myśli przede wszystkim proces zawłaszczania kraju przez aktyw partyjny, w czym kolejne rządy niestety się prześcigały).
Organizatorzy fakt ten powinni jak najszybciej uwzględnić. Inaczej idea społecznego sprzeciwu może zostać zaprzepaszczona lub, co gorsza, zawłaszczona.

Po trzecie sugerowałbym krytykom większą powściągliwość w doszukiwaniu się niecnych intencji stojących jakoby u podstaw tego typu zdarzeń. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość oraz Prezydent RP realizowali to, co zapowiadali w kampanii wyborczej, na pewno by do nich nie dochodziło.