poniedziałek, 15 lutego 2016

Ekspert od ekspertów. Polemika z informacjami zawartymi w tekście red. Piotra Kobalczyka

Poniższy tekst stanowi naszą, czyli dr Moniki Kaczmarek-Śliwińskiej i dr. Piotra Szarszewskiego odpowiedź na personalny atak ze strony Piotra Kobalczyka, redaktora „Głosu Koszalińskiego”.

Uznaliśmy, że odpowiedź ta jest konieczna. Ukazuje bowiem poziom pracy dziennikarskiej pana redaktora.

Zaznaczamy, że tekst odpowiedzi został trzy dni temu (12.02.2016) wysłany do redakcji „Głosu Koszalińskiego” i jego władz z prośbą o opublikowanie. Niestety do chwili obecnej nie otrzymaliśmy ze strony osób kierujących periodykiem jakiejkolwiek odpowiedzi. W naszym odczuciu oznacza to, że redakcja akceptuje styl pracy dziennikarskiej redaktora Kobalczyka.

W naszej odpowiedzi pominęliśmy aspekt powiązań rodzinnych pana redaktora Kobalczyka. Rzecz, która w naszym przekonaniu mogła stanowić przyczynek do jego nieuzasadnionej, bezsensownej i zupełnie nieskutecznej próby uderzenia w nasze osoby. Uznaliśmy jednak, że nie będziemy schodzić poniżej pewnego poziomu.

--- TREŚĆ ODPOWIEDZI ---
Ekspert od ekspertów. Polemika z informacjami zawartymi w tekście red. Piotra Kobalczyka

W piątkowym wydaniu Głosu Koszalińskiego (12.02.2016 r.) opublikowany został krótki tekst redaktora Piotra Kobalczyka „Nicowanie marki. To wcale nie jest śmieszne”.

Artykuł dotyczy prac koszalińskiego magistratu nad nową strategią marki miasta. W tekście tym autor odnosi się do dwóch z kilkunastu osób, które mają pracować nad strategicznym dokumentem w obszarze promocji miasta. Jedną z tych osób jest dr Monika Kaczmarek-Śliwińska, drugą dr Piotr Szarszewski, pracownicy naukowo-dydaktyczni Politechniki Koszalińskiej.

Odniesienia te mają charakter wybitnie negatywny, a ich celem jest udowodnienie przyjętej przez red. Kobalczyka tezy, że te dwie osoby nie mają odpowiednich kwalifikacji, aby pracować w zespole konstruującym nową strategię promocji miasta.

Ze względu na fakt, że w tekście pana redaktora Kowalczyka znalazło się szereg przeinaczeń, nadużyć i zwykłych manipulacji, postanowiliśmy panu redaktorowi odpowiedzieć. 
I nie robimy tego dlatego, aby przekonać go do swoich racji. Nie czynimy tego także, aby przekonać go, że jednak posiadamy wiedzę i kwalifikacje, które z perspektywy prac zespołu ds. promocji mogą być przynajmniej przydatne. 
Robimy to wyłącznie po to, aby pokazać, jak fatalny poziom dziennikarski jego tekst reprezentuje.

Zacznijmy od kwestii zasadniczej, czyli wspomnianej przez redaktora obecnej strategii miasta. Tej, o której napisał on, że została opracowana „za niemałe pieniądze przez zewnętrzną firmę z doświadczeniem i papierami”.

Otóż panie redaktorze – miasto nie posiada obecnie obowiązującej strategii marki / promocji. Ostatnia, ta o której prawdopodobnie pan w swoim tekście pisze, została przyjęta na lata 2009-2014. Inaczej mówiąc strategia ta jest już tylko dokumentem archiwalnym. I pan jako poważny dziennikarz powinien o tym wiedzieć. Inaczej dokonuje pan przekłamania i wprowadza odbiorców w błąd.

Kwestia druga. Pisze pan, że to, czy przyjęta strategia podoba się lokalnym intelektualistom (w ich gronie umieścił pan także naszą dwójkę), czy też się nie podoba, to rzecz względna (użył pan słów: „rzecz do dyskusji”). Otóż absolutnie nie możemy się z panem w tej kwestii zgodzić. Co więcej – twierdzimy, że zwyczajnie nie ma pan racji.

Strategia ta powstała w oparciu o nieprawidłowo przeprowadzone badania (zbyt mała próba, zły dobór osób do badań). Założone w strategii działania oderwane były od możliwości budżetowych i kadrowych miasta. Nie ustalono też precyzyjnie zasad przeprowadzania ewaluacji. Dlatego z całego pakietu pomysłów zawartych w tej za niemałe pieniądze przygotowanej strategii ostatecznie zrealizowano tylko dwa. Te, które były najtańsze i najprostsze w implementacji. Mówimy tu o haśle promocyjnym Koszalin. Pełnia życia i nowym logotypie. 

Szerzej na ten temat może pan zresztą poczytać w tekście doktora Szarszewskiego, zatytułowanym Koszalin pełnia życia. Analiza strategii promocyjnej miasta Koszalina (Symbolae Europaeae. Studia Humanistyczne Politechniki Koszalińskiej, 2014 r., nr 7) i ewentualnie wówczas wejść w polemikę z zamieszczonymi tam spostrzeżeniami.

Kwestia trzecia – eksperci w zespole ds. budowania marki Koszalina. Redaktor Kobalczyk napisał, że w najbliższym dniach mamy pochylać się nad marką Koszalina „w roli”… ekspertów. Rzeczywiście tak jest. Nie wynika to jednak z faktu, iż jesteśmy – jak pan redaktor to ujął – „nieco zanadto ambitnymi hobbystami”. Po prostu oboje zostaliśmy zaproszeni do udziału w pracach zespołu przez koszaliński magistrat.

Każde z nas ma doświadczenie i wiedzę, które w pracach tego typu grona mogą być przydatne. Doktor Kaczmarek-Śliwińska jest specjalistką z obszaru public relations, ekspertką w zakresie wizerunku, wykładowczynią akademicką z wieloletnim stażem. Prowadzi zajęcia i publikuje [1] w zakresie m.in. politycznego PR, komunikacji w mediach i zarządzania kryzysowego, jak również jest członkinią zespołów badawczych [2]. I stąd też „uzurpuje” sobie prawo wypowiadania się na wspomniane przez pana redaktora tematy.

Doktor Piotr Szarszewski jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, filmo- i medioznawcą. Od 2009 roku prowadzi na Politechnice Koszalińskiej zajęcia z reklamy i public relations, w tym z tworzenia strategii w obu tych obszarach. W aspekcie zatem kluczowym przy przygotowaniu strategii wizerunkowej, czy promocyjnej miasta.

Żadne z nas nie twierdzi jednocześnie, że ma w swoim dorobku bezpośrednio pracę nad promocją jednostki terytorialnej. Wiemy jednak na ten temat wystarczająco dużo, aby w tego typu zespole móc się spokojnie odnaleźć.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że żadne z nas nie jest jeszcze członkiem zespołu ds. marki czy promocji Koszalina. O naszym udziale w pracach zespołu zamierzamy zadecydować dopiero po pierwszym, organizacyjnym spotkaniu. Wówczas, gdy będziemy wiedzieć, jak mają przebiegać działania, oraz czy ewentualnie nasza wiedza i kompetencje mogą być w tych pracach przydatne. Jeżeli będzie inaczej, zwyczajnie podziękujemy i będziemy trzymać kciuki za Zespół. Taką informację przekazaliśmy szefowi tworzonego Zespołu, kierownikowi referatu Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji, panu Tomaszowi Nowemu, po otrzymaniu zaproszenia do Zespołu. I pan Nowe ten nasz warunek zaakceptował.

Przy okazji warto wspomnieć, że konstruowany przez ratusz Zespół liczyć będzie kilkanaście osób. Osoby te – jak podejrzewamy – reprezentować będą różne obszary wiedzy i posiadać różne kompetencje. Będą tam także osoby, które już teraz odpowiadają za budowanie wizerunku marki miasta i jego promocję. Z perspektywy tworzenia dokumentu strategicznego takie podejście wydaje nam się optymalnym rozwiązaniem.

Krytykując doświadczenie, kompetencje czy umiejętności członków tego typu zespołów, warto znać obecne tendencje w zakresie ich tworzenia, które postulują między innymi interdyscyplinarny dobór członków zespołów. Inaczej można się narazić na śmieszność.

Na koniec pozwolimy sobie zadać panu redaktorowi Kobalczykowi jedno, istotne pytanie. Mianowicie jaką wiedzę odnośnie omawianego tu obszaru pan redaktor posiada, aby móc oceniać kompetencję i wiedzę innych? Jakie studia pan ukończył, co i gdzie publikował, aby tak autorytatywnie się w materii marketingu terytorialnego i promocji jednostek terytorialnych wypowiadać?

Inaczej mówiąc chcielibyśmy uzyskać informację, co czyni pan redaktora ekspertem od ekspertów?
Bardzo liczymy na odpowiedź.

Monika Kaczmarek-Śliwińska mkaczmarek-sliwinska@wp.pl
Piotr Szarszewski                             piotrszarszewski@interia.pl
  
[1] Wykaz oraz niektóre teksty publikacji można znaleźć pod adresami: http://monikakaczmarek-sliwinska.pl/publikacje.html lub https://koszalin.academia.edu/MonikaKaczmarek%C5%9Aliwi%C5%84ska.
`[2] http://monikakaczmarek-sliwinska.pl/badania.html.


piątek, 22 stycznia 2016

Wyjątek dla pani… premier

Obejrzałem dzisiaj na spokojnie wystąpienie pani premier Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim (wystąpienie w związku z uruchomioną procedurą ochrony praworządności). Wcześniej zaś zapoznałem się z opiniami na temat tego, jak podczas tego debiutu wypadła.

Zdania na ten temat są, co oczywiście nie zaskakuje, podzielone. I często są, co zaskakuje jeszcze mniej, prawie wyłącznie wyrazem politycznych sympatii / antypatii oceniającego.

I tak prawicowi politycy twierdzą, że odniosła ona sukces, wręcz zwycięstwo (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/komentarze-politykow-po-debacie-w-parlamencie-europejskim,612199.html). Że udowodniła, że jest nie tylko rasowym przywódcą, ale także – jak stwierdził Witold Waszczykowski – nowym liderem Europy (http://www.rp.pl/Rzad-PiS/160129978-Waszczykowski-Szydlo-nowym-liderem-Europy.html).

Małgorzata Wasseramnn posunęła się w swojej ocenie do ekstremum, pisząc na Twitterze, że Beatę Szydło można od dziś nazywać Beatą Wielką (https://twitter.com/wassermann_ma?lang=pl). 
W tonie triumfu utrzymane są także wypowiedzi dużej części sprzyjających prawicy dziennikarzy i komentatorów.

Z kolei przeciwnicy obecnego rządu podkreślają, ze już samo wystąpienie pani premier w Brukseli to porażka Polski (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/komentarze-politykow-po-debacie-w-parlamencie-europejskim,612199.html).
Odnosząc się zaś do słów, które wypowiedziała, zauważają przede wszystkim brak ustosunkowania się przez nią do stawianych Polsce zarzutów.
Podkreślają także, że w zasadzie nie udało jej się rozwiązać żadnego z problemów, które sprawiły, że nasz kraj znalazł się na cenzurowanym.

Europejskie media raczej krytycznie oceniły wystąpienie pani premier. „Le Monde”: Debata w sprawie Polski w Parlamencie Europejskim to dialog głuchych. (Za: http://wyborcza.pl/1,75477,19504365,zagraniczne-media-o-wystapieniu-szydlo-w-europarlamencie-dialog.html).
Dziennikarz „El Pais” – jak donosi „Wprost” – nazwał jej tłumaczenia jałowymi i nieprzekonującymi. Podobnych, równie krytycznych opinii, tygodnik przytacza zresztą więcej (http://www.wprost.pl/ar/529844/Jak-wypadla-Szydlo-w-trakcie-debaty-w-PE-Zagraniczne-media-komentuja/).


Politycy europejscy, zwłaszcza ci, którzy doprowadzili do uruchomienia wobec Polski procedury ochronnej są stonowani w swoich ocenach. W wypowiedziach sygnalizują jednak rozczarowanie brakiem konkretów w wystąpieniu polskiej pani premier. (http://www.pap.pl/aktualnosci/news,459138,schulz-debata-o-polsce-niczym-nie-zaskoczyla-pozostaja-pytania.html).

Opinie ekspertów są bardziej wyważone i holistyczne. Zwłaszcza tych, którzy potrafią skupić się na przekazie i poddać go analizie, a nie wyłącznie wyszukiwać w nim tego, co potwierdzi ich wcześniejsze założenie, czy nastawienie: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Eksperci-oceniaja-przemowienie-Beaty-Szydlo-w-Parlamencie-Europejskim,wid,18113092,wiadomosc.html?ticaid=116589.

W moim odczuciu premier Polski wypadła w Brukseli całkiem nieźle. Mówiła spokojnie i w miarę rzeczowo, nie dając się zbyt często ponieść emocjom. Musiała zatem, przynajmniej na części europarlamentarzystów, sprawić dobre wrażenie. 
I to nawet wówczas, gdy poruszała kwestie nie związane z tematem spotkania, jak chociażby problemy Śląska. (Ten pozytywny efekt w znacznym stopniu zaprzepaściła swoją aprobującą reakcją na negatywne stwierdzenia wobec unijnej struktury. Myślę, że wielu polityków zachodnich demokracji odebrało to jako afront).

Problem w tym, że w rozmowie z klasycznymi technokratami ogólne, dobre wrażenie nie odgrywa szczególnej, a tym bardziej dominującej roli. 
W ich świecie liczą się fakty, konkrety i czytelne, jasne deklaracje. 
A tego wypowiedzi pani premier zwyczajnie zabrakło. I to pewnie zdeterminuje proces podejmowania decyzji, choć ta oczywiście nie musi być dla Polski negatywna.

Na zakończenie chciałbym odnieść się do dwóch fragmentów z wypowiedzi pani premier. Najpierw jednak je zacytuję. Uważam je za dość istotne dla sposobu rozumienia przez nią, i, być może także jej obóz polityczny, pewnych fundamentalnych dla demokracji kwestii.
Obie te wypowiedzi pochodzą z rundy końcowej (https://www.youtube.com/watch?v=oRJi_7332FU).

1. Rząd Polski został wybrany w demokratycznych wyborach przez polskich obywateli. I rząd Polski kieruje dzisiaj polskim państwem z nadania, z mandatu suwerena, czyli obywateli. I nie jest tak, że rząd Polski jest czymś innym niż Polska, niż nasza ojczyzna. Takie są demokratyczne wybory również w państwa krajach. Nie wyobrażam sobie, żebym ja powiedziała, że nie szanuję rządu hiszpańskiego, czy holenderskiego, ale szanuję Holandię czy Hiszpanię. Nie. Szanują rząd narodu, który ja szanuję i państwa, które szanuję. Mogę się nie zgadzać z państwem politycznie. Takie jest nasze prawo. To jest właśnie fundament i podwalina Europy. Że są różne zdania, mamy różne opinie. Bardzo często się nie zgadzamy ale dyskutujemy.

Komentarz:
Sposób myślenia pani premier o relacji rząd – państwo nieco mnie dziwi. Rząd nie jest przecież tym samym co dane państwo. Jest tylko pewną strukturą, w mniej lub bardziej konwencjonalny sposób wyłanianą, którego rolą jest podejmowanie decyzji o funkcjonowaniu danego kraju. Jest zatem tylko jego częścią, nie czymś tożsamym, czy identycznym.
Oczywiście byli w historii świata rządzący, którzy uważali, że państwo to właśnie oni (państwo to ja). Ale to było już jakiś czas temu, i, jak uczy historia, nie były to rządy najlepsze, zwłaszcza z perspektywy społeczeństwa.

Analogicznie mam problem z zaakceptowaniem drugiej części rozważań pani premier. Tej odnośnie szacunku przynależnemu rządowi w związku z tym, że jest on rządem danego, szanowanego przez nią kraju. Dla mnie to jakiś absurd.
Mogę przecież szanować jakiś kraj, ale nie szanować tych, którzy nim rządzą. Zwłaszcza, gdy ci u władzy nie przestrzegają określonych zasad / praw. Przykładem może być tu dowolny kraj rządzony przez władzę autorytarną.

W tym kontekście warto też przypomnieć, że jeszcze niedawno politycy opozycji, którą tworzyło wówczas Prawo i Sprawiedliwość, bardzo często w swoich wypowiedziach na temat rządu PO-PSL dawali do zrozumienia, że darzą go całą paletą odczuć, poza jednym - szacunkiem właśnie. Stoi to w opozycji do tego, o czym obecnie rządząca pani premier mówi i czego oczekuje.
I warto o tym pamiętać, analizując tego typu konstrukcje retoryczne. 

2. Wierzę w to, że społeczeństwo obywatelskie, o którym państwo tutaj tak wiele mówicie. I muszę powiedzieć, że w moim rządzie został powołany pełnomocnik do spraw społeczeństwa obywatelskiego, bo bardzo poważanie traktujemy te kwestie. I mamy pełnomocnika do spraw społeczeństwa obywatelskiego. W poprzednim rządzie tego nie było.

Komentarz:
Powołanie rzecznika do spraw społeczeństwa obywatelskiego jest niczym więcej jak tylko jego… powołaniem (przykład analogiczny, choć dotyczący innej materii: ustanowienie przez rząd Donalda Tuska pełnomocnika rządu do spraw zwalczania korupcji). Twierdzenie, że świadczy to o poważnym traktowaniu tej materii przez rządzących jest na tym etapie zupełnie nieupoważnione.

Oczywiście dobra praktyka może to zmienić, uwiarygodnić. Tylko, że z dobrą praktyką w obszarze tworzenia społeczeństwa obywatelskiego ten rząd ma raczej spory problem. I nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie miało to ulec zmianie.

czwartek, 21 stycznia 2016

Na zakończenie

Wpis z 19 stycznia nawiązujący do Roku 1984 George Orwella był ostatnim na tym blogu. Osobom, które tu zajrzały i zapoznały się z treścią któregokolwiek z wpisów bardzo dziękuję.

Szczególnie dziękuję tym, którzy podjęli wysiłek odniesienia się do moich subiektywnych najczęściej spostrzeżeń, nawet jeżeli ich komentarze były krytyczne. Naprawdę to doceniam. Zwłaszcza, że procedura pozwalająca na dodanie opinii wymagała zalogowania.

Chciałbym także bardzo mocno podziękować mojej koleżance z pracy, dr Monice Kaczmarek-Śliwińskiej. Była tak miła, że kilka razy udostępniła linki do moich wpisów na swoim profilu FB.
Wówczas bardzo szybko rosła liczba odsłon, dowodząc, że Monika Kaczmarek-Śliwińska jest bezsprzecznie jednym z liderów opinii publicznej. Nawet jeżeli zapewne nie wszyscy się z jej opiniami zgadzają. 
To samo podziękowanie kieruję do redaktora Andrzeja Mielcarka.

Osobne podziękowania dla pana Krzysztofa Urbanowicza. Powód prosty – czytając Pana wpisy na FB mam wrażenie, że w wielu obszarach podobnie postrzegamy rzeczywistość, czy raczej jej fragmenty. W tych dziwnych czasach daje to sporą otuchę.

Żałuję, że nie znalazłem czasu, aby przeanalizować spoty koszalińskich kandydatów na posłów / senatorów z ostatniej kampanii wyborczej. Kilka rzeczy było naprawdę godnych uwagi i warto, aby to opisać.
Nie znaczy to, że tego nie zrobię. Jednak w innym już miejscu. Tu tylko chciałbym pogratulować Robertowi Bodendorfowi umiejętności stworzenia prostego, zarazem – jak mogę się domyślić – niezbyt kosztownego przekazu. I przy okazji serdecznie pozdrowić.

Piotr Szarszewski


  

wtorek, 19 stycznia 2016

Trochę jak z bohaterem Orwella

- Nie jesteś zbyt pojętnym uczniem, Winston - powiedział łagodnie O'Brien.
- Cóż na to poradzę? - wyszlochał. - Jak mogę widzieć coś innego niż to, co mam przed oczami? Dwa i dwa to cztery.
- Czasami, Winston. Czasami pięć. Czasami trzy. Czasami cztery, pięć i trzy równocześnie. Musisz się bardziej starać. Powrót do zmysłów nie jest rzeczą łatwą.
George Orwell Rok 1984


Nie ukrywam, że słuchając niektórych polityków Prawa i Sprawiedliwości czuję się nierzadko jak bohater powieści George’a Orwella Rok 1984. Nie potrafię dostrzec tego, co dla nich najwyraźniej jest oczywiste. I co dla mnie – jak rozumiem – także powinno być oczywistością.

Nie widzę Polski w ruinie (oni zresztą też już jej nie widzą, co mnie nawet nieco pociesza). Nie dostrzegam także żydowskiego spisku mającego na celu zniszczenie naszego kraju.
W ogóle nie widzę żadnego, wymierzonego w Polskę spisku. No może niepokoi mnie jedynie pewien niemiecko-rosyjski rurociąg.

Nie uważam, że nasz zachodni sąsiad to kraj nam wrogi, a Unia Europejska to jakieś zło. Pomimo śledzenia dyskusji wokół Smoleńsku, nie przekonują mnie tezy, że zdarzyło się tam coś więcej niż katastrofa. Podobna do wielu, do jakich co roku na świecie dochodzi.
Choć najczęściej nie giną w nich politycy. I być może nie są one wynikiem tak licznych zaniedbań.

Nie potrafię zachwycić się patriotyzmem rozświetlanym blaskiem stadionowych flar. Nie uważam, że Polak równa się katolik, a homoseksualizm to choroba albo zboczenie.
Zdecydowanie wolę też oglądać i słuchać Annę Grodzką niż Krystynę Pawłowicz. Ta ostatnią cenię jednak jako samozwańczą inspiratorkę dla twórców memów.

Nie uważam, że Polska historia to wyłącznie triumfy lub martyrologia, i że moim obowiązkiem jest kontestować i psioczyć na takie filmy jak Ida, czy Pokłosie. Bo ponoć źle lub niesprawiedliwie ukazują Polskę. A tą przecież trzeba kochać i bronić, bezwarunkowo, bez wyjątku.

Nie potrafię zaufać politykom, którzy uważają, że świat jest czarno-biały, bez odcieni. I tylko siebie i tych, którzy ich popierają, przedstawiają jako dobrych. Innych zaś lokują tam, gdzie kiedyś stali zomowcy.

Nie potrafię zaakceptować tezy, że takie media jak Gazeta Wyborcza czy Telewizja TVN bardziej manipulują swoimi odbiorcami niż Radio Maryja, czy Telewizja Republika. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że one także na wiele sposobów urabiają swoich czytelników / widzów. Często zresztą skuteczniej i na większą skalę niż chociażby wspomniane medium z Torunia.

Nie uważam, że właściwą drogą do odpolitycznienia mediów publicznych jest ich wcześniejsze przejęcie i podporządkowanie politykom. Nie sądzę też, aby realizowane przez nowego prezesa telewizji czystki kadrowe były droga do uczynienia nadawcy bardziej obiektywnym, czy wiarygodnym.

Nie uważam, że sprawy Polskie powinny być rozpatrywane wyłącznie w granicach naszego kraju. Ostatecznie przyłączając się do Unii Europejskiej zgodziliśmy się na pewne zasady, w tym na podporządkowanie niektórych naszych regulacji prawu wspólnotowemu. 
I teraz, skoro ich nie przestrzegamy, albo istnieje co do tego wątpliwość, powinniśmy być gotowi na dyskusję.  

Inaczej mówiąc mam zupełnie odmienne zdanie na wiele kwestii. Często w odniesieniu do spraw o fundamentalnym znaczeniu. Inaczej też postrzegam rzeczywistość.

Oczywiście nie wykluczam, że kiedyś zobaczę to, co widzą oni. Zobaczę trzy palce w miejsce dwóch.
Obecnie jednak tego zwyczajnie nie potrafię. 


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Genialne posunięcie posłów PiS, czy tekst sponsorowany o umiarkowanym znaczeniu?

W związku z uruchomieniem wobec Polski procedury ochrony praworządności, postępowania negatywnie odbijającego się na wizerunku naszego kraju i rządzącej nim partii, eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości postanowili przejść do kontrofensywy. 
W tym celu na dwóch brukselskich portalach internetowych zamieścili artykuł sponsorowany, zatytułowany What is really happening in Poland?

Celem ich tekstu jest zaprezentowanie odbiorcom europejskim alternatywnego spojrzenia na to, co w ostatnim okresie dzieje się w Polsce, i, być może nawet przekonanie ich do zawartej w nim interpretacji wydarzeń. Posunięcie, które z jednej strony ma pozwolić na szybkie, pozytywne zakończenie procedury weryfikującej praworządność, z drugiej zaś zwiększyć akceptację dla zmian, które Prawo i Sprawiedliwość wprowadza.

Nie wchodząc w polemikę z zaprezentowanymi w tekście tezami, chciałby się zastanowić, czy rzeczywiście lokowanie w zagranicznych mediach tego typu artykułów jest – jak pisze o tym fronda.pl – genialnym posunięciem (http://www.fronda.pl/a/genialna-ofensywa-europoslow-pis-what-is-really-happening-in-poland,64076.html).
Takie, które przyniesie korzyści Polsce i jej nadszarpniętemu wizerunkowi. Czy też może raczej mamy do czynienia z ruchem, którego oddziaływanie będzie w ostatecznym rozrachunku niewielkie.

Sam tekst, którego wersję w języku polskim zamieścił na swoim blogu Janusz Wojciechowski (http://januszwojciechowski.blog.onet.pl/2016/01/15/what-is-realy-hapening-in-poland-polska-wersja-oswiadczenia-europoslow-prawa-i-sprawiedliwosci-do-mediow-w-europie/) jest dobrze skonstruowany.

Autorzy ukazują w nim Polskę jako kraj demokratyczny, praworządny. Państwo, w którym nie ma cenzury i żadnych innych ograniczeń swobód obywatelskich.
Dowodem na to jest według nich chociażby to, że bez przeszkód odbywają się w Polsce demonstracje antyrządowe. Kwestii, o której być może nie warto było w tekście wspominać. Fakt demonstracji antyrządowych zawsze przecież prowokuje pytanie o to, czy przypadkiem nie są one zasadne.

W tekście podkreśla się, że obecna władza została wybrana przez społeczeństwo rozczarowane ostatnimi latami rządów koalicji PO-PSL. Ugrupowań, które nie wahały się naruszać praw obywateli. Dochodziło do represji karnej wobec osób wyrażających krytykę ówczesnych rządów w internecie, na stadionach sportowych czy podczas antyrządowych demonstracji. Szczególnie niepokojące było inwigilowanie a nawet represjonowanie dziennikarzy. 
Sprawy te – jak w tekście zaznaczono – nie znalazły się wówczas jednak w obszarze zainteresowań instytucji europejskich.

Działania podjęte przez nowo wybrany parlament w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego określone zostały w artykule jako naprawcze. To po prostu korekta nadużycia prawa dokonanego przez poprzednią ekipę rządzącą.

W tekście poruszono także kwestie prospołecznych zmian wprowadzanych przez Prawo i Sprawiedliwość, decentralizację władzy i wolność prasy. Wszystkie te elementy oceniono pozytywnie.
Podkreślono także bezpieczeństwo kraju, cechę szczególnie wyróżniającą Polskę na tle wielu innych państw europejskich zmagających się z falą imigrantów i terroryzmem.

Funkcjonującą w Polsce wolność słowa porównano z tym, co ostatnio działo się w Niemczech. Kraju, w którym po wydarzeniach w sylwestrowy wieczór doszło do blokowania ważnych dla bezpieczeństwa obywateli informacji. Zjawiska, które w Polsce jest nie do pomyślenia.

Również nasz zachodni sąsiad posłużył autorom artykułu do negatywnego zastawienia odnośnie przestrzegania praw kobiet w krajach Europy. U nas bezpiecznych, w Niemczech zaś, ze względu na niewydolność państwa, zagrożonych i namawianych do zachowań nielicujących z europejskimi praktykami / wartościami.

Na zakończenie autorzy piszą: Polska jest stabilnym, demokratycznym krajem Unii Europejskim, respektującym wartości europejskiej, ale też suwerennie kształtującym swój wewnętrzny porządek prawny, zgodnie z demokratycznie wyrażoną wolą narodu.
I dodają, że Polska będąc jednym z największych krajów zjednoczonej Europy wnosi znaczący wkład w rozwój i bezpieczeństwo kontynentu.

Artykuł – jak już zostało wspomniane – został zamieszczony na dwóch brukselskich portalach internetowych (politico.eu i euobserver.com). Oba zajmują się głównie sprawami politycznymi / ekonomicznymi.
Ze względu na materię tam poruszaną i sposób, w jaki jest ona przedstawiana (pogłębiony, analityczny), teksty tam publikowane trafiają do stosunkowo wąskiego, mocno wyselekcjonowanego grona odbiorców.

Wśród nich na pewno jest spora grupa osób, na których reprezentantom Prawa i Sprawiedliwości najbardziej zależało – polityków i eurodeputowanych z pozostałych krajów-członków Unii Europejskiej.
To do nich zapewne chcieli przede wszystkim dotrzeć ze swoim przekazem.
(Na blogu Janusza Wojciechowskiego, tuż pod polskim tłumaczeniem tytułu, znajduje się informacja, że jest to Oświadczenie delegacji Prawa i Sprawiedliwości w Parlamencie Europejskim dla mediów w Europie. Takiej informacji nie ma jednak w oryginalnej publikacji).

Odbiorcami są zatem specjaliści. Osoby, które bardziej niż przeciętny europejczyk interesują się tym, co dzieje się w krajach Unii, w tym także w Polsce.

Oznacza to, że do lektury tego tekstu zasiądą z określoną wiedzą i w znacznym stopniu wyrobionymi sądami odnośne przedstawionych w nim zdarzeń. Opiniami wypracowanymi być może nawet na podstawie lektury innych artykułów zamieszczonych na tych dwóch portalach. Tekstach, których wymowa odbiega od prostej wizji przedstawionej w materiale  prawicowych eurodeputowanych.

Pytanie zatem, czy w przypadku posiadania odmiennego spojrzenia na zdarzenia w Polsce będą oni skłonni zmodyfikować swoje oceny po lekturze oświadczenia?
Wątpliwe. Mają przecież pełną świadomość, że obcują z tekstem sponsorowanym, z założenia mniej wiarygodnym niż teksty odredakcyjne. Dlatego prawdopodobnie zachowają wobec zawartych w artykule informacji spory sceptycyzm / dystans.

Oczywiście istnieje szansa, że po jakimś czasie wystąpi korzystny dla zawartych w tekście tez efekt śpiocha. Zjawisko polegające na oderwaniu informacji od źródła jej pochodzenia. Fenomen istotny zwłaszcza w przypadku, gdy dane pochodzą z mało wiarygodnego źródła, takiego jak chociażby tekst sponsorowany. Zwiększa bowiem w ostatecznym rozrachunku siłę jego oddziaływania.
(Więcej na temat efektu śpiocha: D. Doliński, Psychologiczne mechanizmy reklamy, Gdańsk 2008, s. 125-128).

Aby jednak móc liczyć na wystąpienie tego efektu musi być spełniony pewien warunek. Mianowicie informacja o tym, że odbiorca ma do czynienia z tekstem opłaconym nie może dotrzeć do niego przed lekturą (nie może jej poprzedzać).
A tego warunku artykuł What is really happening in Poland? nie spełnia. Zanim bowiem ktokolwiek zacznie go czytać, musi najpierw dostrzec napis: SPONSORED / SPONSORED CONTENT

Oznacza to, że wysiłki europosłów Prawa i Sprawiedliwości, aby za pomocą tekstu sponsorowanego przekonać polityków europejskich do swojej wizji zdarzeń okażą się prawdopodobnie mało skuteczne.




czwartek, 14 stycznia 2016

Wizerunkowy kryzys kraju

Komisja Europejska postanowiła wdrożyć wobec Polski procedurę ochrony praworządności. Posuniecie to związane jest z tym, co od grudnia dzieje się wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego, instytucji w dużym stopniu pozbawionej przez rządzących możliwości wypełniania swoich zadań.

Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej, wypowiadając się na ten temat wyraźnie dał do zrozumienia, że celem implementacji procedury jest dialog z polskim rządem i wyjaśnienie problemów, nie stawianie zarzutów.
Inaczej mówiąc zasygnalizował, że Komisja Europejska chce na razie wyrobić sobie jedynie zdanie o sytuacji. Od tego „audytu” zależeć będą dopiero dalsze kroki.

Niezależnie od kolejnych posunięć komisji już sam fakt uruchomienia mechanizmu pod nazwą ochrona procedury praworządności powinno być wyraźnym sygnałem dla polityków Prawa i Sprawiedliwości, że Polska znalazła się w poważnej sytuacji kryzysowej. Takiej, której konsekwencje dla wizerunku kraju, dotychczas stawianego jako przykład udanej transformacji, mogą być znaczące.

Zwłaszcza, że kwestia ta stała się jedną z ważniejszych w  programach informacyjnych mediów tak europejskich, jak i światowych. 
Nic dziwnego. W końcu, jakby nie patrzeć, Polska jest pierwszym krajem, wobec którego wprowadzona w 2014 roku procedura zostanie zastosowana.

Słuchając wypowiedzi przedstawicieli partii rządzącej oraz pani premier odnosi się jednak wrażenie, że nie bardzo rozumieją wagę zdarzenia. Zwłaszcza na poziomie ustalenia przyczyn całej sytuacji. Niepotrzebnie też próbują je bagatelizować.

Twierdzenie, że nic się nie dzieje, lub – jak mówił wczoraj rzecznik rządu – że to nawet nie jest żadna procedura /…/ to jest orientacyjna czynność Komisji Europejskiej (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/rzecznik-rzadu-to-jest-standardowa-procedura,610386.html), stanowi bezsensowną strategię radzenia sobie z problemem. Zwłaszcza, że nie daje szansy na jego rozwiązanie.

Podobnie oskarżanie o całą sytuację opozycję. Jest to wygodne, ale nieprawdziwe. Gdyby przecież nie doszło do zdemolowania Trybunału Konstytucyjnego, a później przejęcia mediów publicznych, wątpliwe, aby ktokolwiek z ważnych polityków Unii Europejskiej zajmował się zdarzeniami nad Wisłą.

Oczywiście nie twierdzę, że politycy Platformy Obywatelskiej nie mieli wpływu na zwiększone zainteresowanie europejskich urzędników zdarzeniami w Polsce. To byłoby sprzeczne z faktami.

Warto jednak pamiętać, że mieli oni do tego pełne prawo. Podobnie jak wcześniej, chociażby w sprawie wraku Tupolewa czy wyników wyborów samorządowych, miało do tego prawo rządzące obecnie Prawo i Sprawiedliwość.

Ostatecznie Unia Europejska to nie jakiś zewnętrzny byt, tylko struktura, której Polska jest pełnoprawnym członkiem. I warto o tym pamiętać, zanim zacznie się przywoływać Targowicę.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rezygnacje dziennikarzy

Po 25 latach Piotr Kraśko zrezygnował z pracy w Telewizji Polskiej. O swojej decyzji poinformował na Twitterze: 25 lat w TVP, 12 w "Wiadomościach", 11 wieczorów wyborczych, 2 konklawe, parę wojen, huraganów i trzęsień ziemi, tysiące wyjątkowych i zwyczajnych ludzkich historii, tragicznych i radosnych wydarzeń, setki cudownych spotkanych ludzi - szczęście pracy ze świetnym zespołem, 14 prezesów, piętnasty będzie ostatnim. Bardzo, bardzo dziękuję za te niezwykłe lata, wszystkiego dobrego i do zobaczenia :). (Źródło: https://twitter.com/pkrasko?ref_src=twsrc%5Etfw).

Chwilę wcześniej informację o rezygnacji dziennikarki TVP, Karoliny Lewickiej zamieścił portal wirtualnemedia.pl.  Choć powodów jej decyzji nie podano (zob. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/karolina-lewicka-odchodzi-z-telewizji-polskiej#), łatwo się ich domyślić.

Dziennikarka nie należała do medialnych ulubieńców prawicowych polityków, zwłaszcza po słynnym wywiadzie z ministrem kultury Piotrem Glińskim.
Wywiadzie kuriozum, choć winę za ten fakt można zrzucić wyłącznie na zachowanie polityka. Osobę, która rozmowę w studio ewidentnie pomyliła z wystąpieniem na prywatnej konferencji prasowej. Na co zresztą dziennikarka słusznie zwróciła mu uwagę.

Piotr Kraśko najwyraźniej także nie przypadł do gustu nowej władzy. Ponoć za bardzo kojarzył się z Platformą Obywatelską (http://metrocafe.pl/metrocafe/1,145523,19304238,krasko-lis-tadla-gielda-nazwisk-kogo-z-tvp-zwolni-pis.html). Czy tak było w istocie trudno oczywiście powiedzieć.  

Ich rezygnacja oznacza, że Telewizja Polska traci dwóch świetnych dziennikarzy. Prawdopodobnie nie ostatnich zresztą. Niektórzy odejdą sami, rezygnując z firmowania swoim nazwiskiem mediów o charakterze politycznym. 
Inni zostaną zwolnieni. Wielu pewnie bez podania przyczyn. Po prostu nie przejdą pozytywnie weryfikacji przydatności, której kryteria będą tajne, lub uznaniowe. 

Działania takie umożliwi tzw. duża ustawa medialna. Akt prawny przekształcający media publiczne w narodowe, który w zapisach ma wygaszenie umów z obecnymi pracownikami z ewentualną możliwością ich przedłużenia. 

Na miejsce tych, którzy odejdą, i tych, którzy zostaną zwolnieni, przyjdą być może równie dobrze przygotowani dziennikarze. Obawiam się jednak, że to nie profesjonalizm i umiejętności przesądzać będą obecnie o angażu w nowej telewizji publicznej / narodowej.
Raczej gotowość do bezkrytycznego wspierania tzw. dobrej zmiany. Niezależnie od tego, czy zmiana ta rzeczywiście jest dobra.