piątek, 7 kwietnia 2017

Billboard Emki

Przemieszczając się po mieście często przyglądam się billboardom i plakatom. Te które ponadprzeciętnie mnie zainteresują - fotografuję. W ten sposób uzyskuję materiał służący mi potem chociażby do dyskusji ze studentami specjalności reklama w mediach.

„Ofiarą” aparatu w moim telefonie padają najczęściej te kreacje, które uważam za świetne, lub też te, które w moim odczuciu wyróżniają się negatywnie. Mogą to być chociażby reklamy o charakterze seksistowskim, typu roznegliżowana pani stojąca w wyzywającej pozie koło jakiegoś sprzętu budowlanego, albo też dziwne, nieokreślone znaczeniowo przekazy.

Dzisiaj zrobiłem zdjęcie billboardowi, na którego prawej części ukazano w półzbliżeniu sympatyczną, młodą kobietę w kapeluszu. Dziewczyna ma na twarzy okulary słoneczne, a jej wyciągnięte do przodu dłonie, poprzez podniesione kciuki, komunikują sukces. W tle widok nasuwający skojarzenia z morską plażą.

Z lewej strony plakatu widnieje napis: Jestem Koszalinianką Jestem emką. Przy czym końcówki fleksyjne wyrazów Jestem i Koszalinianką, czyli „em” i „ką” napisane zostały czcionką o kolorze czerwonym. Odróżnia to je od pozostałych części wyrazów, pozwalając stworzyć połączenie między Jestem Koszalinianką a Jestem emką. Połączenie, o które głównie twórcom przekazu chodziło.

Problem pierwszy – ortografia
Nie jestem purystą językowym. A jeżeli chodzi o reklamę to jeszcze bardziej nim nie jestem. Zdaję sobie przecież sprawę, że nierzadko na rzecz wzmocnienia przekazu narusza się w niej normy językowe.

Inaczej jednak do tej kwestii podchodzi moja koleżanka, dr Lidia Sudakiewicz. Gdy opowiedziałem jej o dostrzeżonej dzisiaj kreacji od razu stwierdziła, że w jej oczach dyskwalifikuje ją błąd kardynalny. Koszalinianką powinno być bowiem napisane z małej litery (rzeczownik w mianowniku, liczba pojedyncza, rodzaj żeński, nazwa mieszkanki miasta).  

Powinno się też w jej opinii zastanawiać nad pisownią słowa emką. Jeżeli jest to billboard reklamowy odświeżanej właśnie galerii, to należałoby napisać poprawnie Emką.

Problem drugi – przekaz
Łącząc w przekazie wizerunek młodej, ładnej kobiety przedstawiającej się jako koszalinianka z nazwą galerii handlowej, chciano uzyskać zapewne pewien określony ciąg znaczeniowy – koszalińska galeria dla młodych, modnych koszalinianek. Ewentualnie też wykreować silniejsze skojarzenie między galeria a miastem – Emka. Galeria Koszalińska.

Czy to się udało – trudno powiedzieć. Dla wielu młodych kobiet, do których wysłałem dzisiaj zdjęcie billboardu, przekaz był przynajmniej dziwny: Widziałam to… straszne ; Ale co to w ogóle znaczy być emką bo nie bardzo rozumiem :-( ; Jessusie widziałam to wczoraj. Wychodzi na to, że ja też jestem Emką :-) czego to się można o sobie dowiedzieć ; Hahaha… ciekawe co za geniusz marketingu to wymyślił. Swoją droga powinni się reklamować: jedyne centrum handlowe, które odwiedził papież zanim jeszcze powstało ; No z taką dziura to może niekoniecznie ; Jestem w trakcie jedzenia, więc właśnie się oplułam ze śmiechu

Pojawił się też jeden głos pozytywny: :-) sprytne :-)

Czy to wszystko powinno skłaniać twórców kampanii do namysłu. Wszystko zależy od tego, jak przebiegał proces wyboru komunikatu. Jeżeli jego elementem były solidne badania na grupie docelowej, to wówczas zapewne nie. Jeżeli jednak je pominięto, to może pojawić się problem ze skutecznością przedsięwziętych działań promocyjnych. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

San Escobar Party, czyli plakat, który mnie rozbawił

Kilka dni temu w autobusie MZK zobaczyłem plakat jednego z koszalińskich klubów. Nie ukrywam, że mnie rozbawił. Na tyle mocno, że miałem pewne problemy, aby zrobić mu wyraźne zdjęcie. Na szczęście można było go bez trudu odszukać w Internecie.

Plakat (https://www.facebook.com/KlubKosmos/photos/rpp.152978181394469/1795567120468892/?type=3&theater) zapraszający na primaaprilisowe party nawiązywał do jednej ze słynniejszych wypowiedzi Ministra Spraw Zagranicznych w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Witolda Waszczykowskiego. Tej o rzekomo istniejącym państwie San Escobar.

Pomysł prosty i pasujący do daty wydarzenia. Nie ukrywam, że gdybym chodził na tego typu klubów, to wczorajszego wieczoru zapewne pojawiłbym się w Galerii Kosmos. Chociażby po to, aby wznieść toast za San Eskobarskiego króla i jego dzielny rząd.

------------------
Od upadku Klubu Kreślarna, epatującej na swoich plakatach nagością i wyuzdaniem, wyraźnie widać, że poziom reklam koszalińskich klubów jest zupełnie przyzwoity.

Oczywiście są one utrzymane w specyficznym klimacie, mnie osobiście umiarkowanie odpowiadającym. Niemniej jednak nie ma już brutalnego seksizmu (chyba, że za seksistowskie uznamy te plakaty, które zapraszają na występy chippendalsów) . Fakt ten należy bardzo dobrze ocenić. 

sobota, 1 kwietnia 2017

O Marko Boska! Czyli w końcu kreatywne rozwiązania w koszalińskim outdorze

Denimking.pl – outlet markowej odzieży rozpoczął kolejną kampanię reklamową w Koszalinie. Tym razem odbywa się ona pod hasłem: O Marko Boska! (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1618317304864216&set=pcb.1618318091530804&type=3&theater). 
Autorem plakatów i hasła jest Grzegorz Otulakowski, koszaliński artysta-grafik.

Na tle innych, najczęściej absolutnie nijakich billboardów wiszących na koszalińskich tablicach, budynkach i płotach, kampanie odzieżowego outletu urastają do rangi wydarzenia.
I bezsprzecznie są wydarzeniem, tak od strony koncepcyjnej, jak i wykonania.
(Można założyć, że także efektywności. Gdyby było inaczej, to właściciel sklepu zapewne nie powierzałby po raz kolejny swoich środków tej samej osobie).

Reklamy przygotowane dla Denimkinga najczęściej opierają się na uzupełnieniu obrazu komplementarnym przekazem językowym, np. wykonanej z dżinsu łódki płynącej po dżinsowym morzu hasłem – Tu mamy morze dżinsów (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1330040583691891&set=pb.100000578859015.-2207520000.1491026390.&type=3&theater).
Czytelne rozwiązanie nakierowane na wzmocnienie przekazu i tworzenie w umyśle odbiorców określonych, silnych skojarzeń (w przypadku billboardu z łódką przekonania, że sklep oferuje niezmierzone ilości dżinsowych produktów).

Niekiedy autorowi reklam sklepu udaje się spójnie i efektywnie połączyć w przekazie nawet więcej elementów. Tak było w przypadku billboardów z pomnikiem Adama Mickiewicza, na których wizerunkowi ubranego w dżinsy i trzymającego prawą rękę na piersi wieszcza towarzyszyło hasło: Mamy dżinsy na Mickiewicza. (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1397650983597517&set=pb.100000578859015.-2207520000.1491026390.&type=3&theater).
Nie była to zabawa formalna, lecz odesłanie do... ulicy, przy której mieści się w Koszalinie sklep Denimkinga.

--------------------
W reklamach outletu odzieżowego cenię przede wszystkim pomysł. Widać, że nie są to sztampowe, oparte na zasadzie mimikry rozwiązania, tak typowe dla wielu innych widocznych na ulicach prac. Za których to powstanie i ekspozycję być może nawet większą winę ponoszą bojący się odważnych rozwiązań zleceniodawcy niż sami graficy.

Drugą rzeczą, która mnie urzeka w tych pracach to prostota. W reklamie, która raczej rzadko skłania nas do kontemplacji czy nawet nieco dłuższego skupienia uwagi, to sprawa podstawowa.

Dzięki temu reklamy Grzegorza Otulakowskiego chłonie się nieomal jak twarz – jednym, szybkim rzutem oka. Daje to im olbrzymią przewagę nad innymi przekazami komercyjnymi.

Doskonałym przykładem tego jest wykonany przez niego plakat dla koszalińskiego Przedsiębiorstwa Instalacyjnego Inżynier: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1614389005257046&set=pcb.1614389141923699&type=3&theater. Reklama niezwykle łatwa w odbiorze, zarazem spójna graficznie.
W moim przekonaniu jedna z niewielu reklam, na którą zwróci uwagę kierowca jadący ul. Szczecińską w Koszalinie.

Na zakończenie pozwolę sobie na jedną krytyczną uwagę odnośnie najnowszej kampanii Denimkinga. Mianowicie przejeżdżając wczoraj przez miasto można było dostrzec przynajmniej trzy rodzaje billboardów tego podmiotu – tych z kampanii z Mickiewiczem, jego późniejszą wersję z hasłem informującym o przecenach (Oto przecen czas), i ten najnowszy, z hasłem: O Marko Boska!
W moim odczuciu może to tworzyć pewien chaos komunikacyjny i zamiast podnosić efektywność działań reklamowych, wręcz go osłabiać.

Być może zatem dobrze byłoby w przyszłości zrobić wyraźną przerwę między jedną kampanią a drugą? Inaczej mówiąc przejść z reklamy ciągłej na uderzeniową lub pulsacyjną.

Zwłaszcza, że marka stała się już zapewne dobrze rozpoznawalna na lokalnym rynku. 

piątek, 31 marca 2017

1. Czwartek Social Media w Koszalinie

Wczoraj, dzięki uprzejmości Krzysztofa Głowackiego, właściciela firmy kreatywno-marketingowej 123 Concept (https://www.123concept.pl/), udało mi się wziąć udział w pierwszym koszalińskim wydarzeniu w pełni skoncentrowanym na zjawisku mediów społecznościowych.

Ze względu na swoje dość krytyczne nastawienie do fenomenu będącego tematem eventu (o tym być może w którymś z kolejnych wpisów), obawiałem się, że impreza umiarkowanie mnie zainteresuje. Na szczęście moje przedsądy, jeżeli mogę się tu posłużyć pojęciem zapożyczonym od Hansa-Georga Gadamera, okazały się mocno nieprzystające.

Powodem tego nie był jednak fakt, że nagle, w trakcie spotkania, zapałałem szczególną miłością do mediów społecznościowych. Po prostu dwóch z trzech występujących prelegentów mówiło o zjawiskach dalece wykraczających poza sferę social mediów.
Do ich też prezentacji wpis ten będzie się odnosił.

Artur Roguski, social manager portalu Fakt.pl, mówił o związku technologii z pornografią. O tym, jak branża prymarnie nakierowana na wywołanie u odbiorców podniecenia, w sposób niezwykle skuteczny podchwytuje nowinki technologiczne w celu skuteczniejszej sprzedaży tego, co oferuje.

Działania te nierzadko przyczyniają się do wykreowania nowych rozwiązań, przechodzących następnie płynnie do innych sfer funkcjonowania człowieka. 
Z wystąpienia wynikało zatem, że ludzkość całkiem sporo zawdzięcza tak mocno postponowanej branży. Dla wielu zgromadzonych na sali osób mogło to być spore zaskoczenie.

Jedyną krytyczną uwagę jaką do wystąpienia Rogulskiego można mieć, to – w moim przekonaniu – mało wdzięczne zestawienie przez niego wyników poziomu zainteresowania Polaków sieciową pornografią, z poziomem ich zainteresowania sprawą… Ewy Tylman. Niepotrzebny zgrzyt, wpisujący się w specyficzną poetykę tabloidu, dla którego prelegent pracuje.

Sporo sensownych kwestii o wykorzystaniu postaci tzw. brand heros w procesie budowania marki dowiedzieliśmy się z ust Marcina Pusia, specjalisty z zakresu social media i marketingu ze Szczecina. Osoby, która na potrzeby kreowania własnej marki personalnej posłużyła się postacią Pana Banana (zob. https://www.facebook.com/marcin.pus/videos/vb.100001626414450/1067124413351762/?type=3&theater)  Ludzika, którego autor obecnie planuje poddać… eutanazji.

W wystąpieniu sympatycznego gościa ze Szczecina była jednak pewna rzecz, która umiarkowanie przypadła mi do gustu. Chodzi mianowicie o stworzenie przez niego paraleli pomiędzy brand heros a  postacią Jezusa. Związku mocno naciąganego, nawet przy przyjęciu, że relacje to rozpatrywane są wyłącznie na płaszczyźnie marketingowej. (Aby nie było: pisze to agnostyk, a nie osoba, której uczucia religijne zostały przez prelegenta sponiewierane).

Postać Jezusa trudno bowiem sprowadzić do bycia maskotką marki. I to nawet wówczas, gdy przyjrzymy się sposobom, w jaki postać tą eksploatuje kościół.

Mój zarzut nie oznacza jednak, że wystąpienie nie było ciekawe, czy inspirujące. Widać to było zresztą po licznych pytaniach ze strony słuchaczy.


Na zakończenie uwaga ogólna. To co podczas spotkania najbardziej mnie zaskoczyło, to brak na sali ludzi młodych. I nie mówię tu o studentach, tych zjawiło się całkiem sporo. Mówię o uczniach koszalińskich szkół ponadgimnazjalnych, dla których tego typu event powinien być szczególnie atrakcyjny.

Ich nieobecność jest dla mnie jakimś niepokojącym symptomem kondycji współczesnych nastolatków. Zwłaszcza, że nie jest to pierwsza z imprez, która wydając się do nich skierowana, spotyka się z kompletnym brakiem zainteresowania z ich strony. 

czwartek, 30 marca 2017

Flexi Form Day

W środę wraz ze studentami III roku specjalności reklama medialna uczestniczyłem w pierwszym zorganizowanym w Koszalinie Flexi Form Day. Organizatorem wydarzenia była Polska Press Grupa, podmiot będący jednym z największych wydawców prasy w Polsce (w naszym regionie właściciel miedzy innymi Głosu Koszalińskiego i Naszego Miasta Koszalin, prowadzący portal GK24.pl).

Spotkanie ocenić należy bardzo dobrze. Wysokiej klasy specjaliści podzielili się praktyczną wiedzą na temat kilku najnowszych rozwiązań w obszarze promocji.

Mnie osobiście najbardziej ujęły dwa wystąpienia. Pierwszym z nich było To rewolucj@!, czyli video w sieci – szanse dla marek i firm Wacława Wykrytowicza, prezesa zarządu agencji TRULY. Drugim prezentacja Macieja Westerowskiego – Google (i nie tylko) dla biznesu.

Wykrytowicz, bazując na ustaleniach specjalistów od psychologii ewolucyjnej i neuromarketingu, moich dwóch ulubionych paradygmatów badawczych, analizował przyczyny dominacji wideo w sieci. Wskazywał, że ta forma przekazu, ze względu na określony sposób funkcjonowania naszego systemu percepcji i szerzej: mózgu, stanowi najbardziej dogodną formę reklamy. Dogodną, gdyż łatwo przyciąga naszą uwagę i utrzymuje ją na dłużej.

Wykrytowicz podkreślił też, że podmioty planujące wykorzystać wideo marketing wcale nie potrzebują najwyższej jakości materiałów. Wręcz przeciwnie. Czasem te znacznie gorsze technicznie, wręcz amatorskie (np. nagrane telefonem komórkowym), mają nad tymi profesjonalnie przygotowanymi przewagę. Wynika to z jednej strony z postrzegania ich jako autentycznych, czy bardziej autentycznych, z drugiej z szansy na ich szybszą emisję, czasem równoległą do wydarzenia (online). 

Z kolei Westerowski, przedstawiony na stronie promującej spotkanie jako Trener Internetowych Rewolucji (zob. http://www.flexiformdays.pl/koszalin), dał do ręki zgromadzonym w City Boxie całe spektrum narzędzi pozwalających na skuteczne prowadzenie działań promocyjnych w sieci. Działań kompleksowych, rozpoczynających się od analizy rynku, konkurencji i klientów, przez przygotowanie strategii, realizację działań i ich ewaluację. 

Jedyne wątpliwości jakie mam do informacji przekazanych przez powyżej wspomnianych prelegentów to, w przypadku Wykrytowicza, połączenia przez niego naturalnego procesu zwrócenia uwagi naszego wzroku na ruch (potencjalnego sygnału zagrożenia) „fundowanego” przez materiał wideo z jego uważnym odbiorem. Nasza uwaga bowiem, po błyskawicznym ustaleniu charakteru prezentowanego na ekranie materiału, może przesunąć się na dowolny, bardziej angażujący, czy atrakcyjny bodziec.


W odniesieniu do wystąpienia Westerowskiego nie jestem przekonany czy rzeczywiście przyszłość należy do tzw. reklamy natywnej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Reklama_natywna). Zwłaszcza biorąc pod uwagę coraz większy opór, jaki ta forma reklamy rodzi (zob. http://repr.pl/informacje/czytaj/336241/stanowisko-repr-dotyczace-tzw-ukrytej-reklamy). Opór w moim przekonaniu uzasadniony.

sobota, 25 marca 2017

Oświadczenie ministra Szyszki

W stosunku do myśliwych nie potrafię być obiektywny. Zwyczajnie ich nie lubię.

Oczywiście nie mam na myśli tych, którzy w ten sposób zdobywają pożywienie, chociażby Inuitów czy Masajów. Jedynie tych, którzy zabijanie zwierząt traktują jak rozrywkę. A tych w Polsce – jak wiemy – całkiem spora grupa.

Jedną z takich osób jest w moich oczach Minister Środowiska prof. dr hab. Jan Szyszko. Człowiek, który ponoć tradycje łowieckie wyssał z mlekiem matki (https://oko.press/minister-szyszko-wzial-udzial-rzezi-bazantow-groza-mu-konsekwencje-dyscyplinarne/).

O tym, jakie są to tradycje, mogliśmy się przekonać z ostatnich doniesień medialnych. Wynika z nich, że minister wraz ze swoimi kumplami-myśliwymi uśmiercił w krótkim czasie kilkaset bażantów. Część z tych ptaków – jak twierdzą dziennikarze – dopiero w dniu polowania po raz pierwszy znalazła się na wolności (http://wiadomosci.wp.pl/polowanie-na-bazanty-minister-srodowiska-jan-szyszko-odpowiada-na-doniesienia-wp-6099223147381377a ; http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,21476881,szyszko-o-polowaniu-na-bazanty-najbardziej-humanitarny-sposob.html).
Były to więc zwierzęta bez wykształconych mechanizmów obronnych, nie odczuwające naturalnego lęku przed człowiekiem.

Mamy zatem do czynienia z aktem zwykłej, ordynarnej rzezi, a nie z polowaniem. Mówią o tym zresztą również niektórzy myśliwi, w tym także znawcy prawa łowieckiego (https://oko.press/minister-szyszko-wzial-udzial-rzezi-bazantow-groza-mu-konsekwencje-dyscyplinarne/).

Działanie to stało jednocześnie w pewnym stopniu w sprzeczności z Kodeksem Etycznym Myśliwych Unii Europejskiej, którego artykuł VII. A.8 mówi, że należy unikać uwalniania zwierzyny bezpośrednio przed lub podczas polowania (http://old.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www.pzlow.pl&_PageID=120&_RowID=189&_CheckSum=1658175894).

Oczywiście minister Szyszko zdaje sobie sprawę ze swojej bezkarności. Ostatecznie jest omnipotentną figurą w rządzie mającym jakoby pełne poparcie suwerena. Rządzie – nie ma co ukrywać – coraz bardziej bezczelnym.

Niemniej jednak w celu zareagowania na medialny kryzys wywołany informacjami o rzezi bażantów, odbijającym się nie tylko na jego wizerunku, ale także na odbiorze partii rządzącej, minister wystosował oświadczenie (całość: https://www.mos.gov.pl/aktualnosci/szczegoly/news/oswiadczenie-prof-jana-szyszko-ws-polowania-na-bazanty/).
Posunięcie właściwe, zalecane przez specjalistów od PR, o ile oczywiście taka forma wypowiedzi publicznej jest właściwie skonstruowana.

O oświadczeniu ministra-miłośnika-strzelania-do-bezbronnego-ptactwa trudno niestety coś takiego stwierdzić. Nie odnosi się ono do tej konkretnej sytuacji, a jedynie do ogólnego modelu funkcjonowania myślistwa w Polsce.

Nie dowiadujemy się zatem nic na temat rzekomych nieprawdziwych informacji na temat bażantów oraz mojego udziału w polowaniach na te ptaki. Z powodu to których – co istotne – minister oświadczenie przecież wystosował.

Mamy za to szansę poznać trochę faktów odnośnie hodowli bażantów na odstrzał oraz opinię ministra na temat polowania, jako najbardziej humanitarnego sposobu pozyskiwania najwyższej jakości pożywienia pochodzenia zwierzęcego. I tego, jak świetnie wypada ta forma uśmiercania zwierząt na tle przemysłowych ferm hodowli i uboju oraz do firm przewożących na masową skalę zwierzęta.

O tym jak przebiegało opisywane w mediach „humanitarne” polowanie nie dowiadujemy się nic. Dla mnie oznacza to jedno. Polowanie się odbyło i miało dokładnie taki przebieg, w jaki opisały to media.

Biorąc pod uwagę mentalność obecnego Ministra Środowiska i jego przywiązanie do wartości ochrony przyrody wkrótce możemy spodziewać się kolejnych medialnych doniesień o jego „dzielnych” łowieckich wyczynach.

Skąd takie przeświadczenie? Z ostatniego akapitu tekstu, który brzmi: Aby zwrócić uwagę na to, jak ważne jest upowszechnianie rzetelnej wiedzy na temat gatunków łownych mających siedliska w Polsce, zakładam, że następne, podobne oświadczenie będzie dotyczyło kuropatwy (łac. Perdixperdix) – gatunku monogamicznego, w przypadku którego dymorfizm płciowy jest trudno dostrzegalny.

Wskazuje to prawdopodobnie na to, że minister w najbliższym czasie planuje postrzelać sobie do kuropatw. Ambitnie.

Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ze względu na nie najmłodszy już wiek minister wkrótce nie będzie miał sił pustoszyć polskich lasów. Zasobów, o które przecież ma dbać, a nie je dewastować.

Pytanie tylko, czy nawet siedząc na wózku przeznaczonym do osób starszych nie będzie domagał się wyjazdów na polowanie do lasu? Aby tam, podtrzymywany przez innych, zaspokajać swój głód zabijania.
Lub, jak jeszcze kilka lat temu niektórzy myśliwi w USA, nie będzie strzelać do zwierząt za pośrednictwem portali internetowych dających możliwość uśmiercania zwierząt na odległość, bez fizycznego udziału człowieka (https://en.wikipedia.org/wiki/Internet_hunting).

Analizując konstrukcję etyczną pana ministra nie można tego wykluczyć.

piątek, 24 marca 2017

Lech Wałęsa w Koszalinie, czyli jak własnoręcznie robić sobie wizerunkową krzywdę


Za kilka dni Lech Wałęsa, były Prezydent RP, jeden z członków nieistniejącej już grupy mędrców Europy, odwiedzi Koszalin. Informację o tym fakcie podała na swoim profilu FB podekscytowany(a) Platforma Obywatelska Koszalin (https://www.facebook.com/POKoszalin/?hc_ref=ADS).

Platforma jest zatem pozytywnie podekscytowana sytuacją. Osoby, które komentują to wydarzenie, jakby zdecydowanie mniej: trzeba sie ewakuowc..bo zaraza idzie; Ooooooooooo... BOLEK odwiedzi Koszalin.... Propaganda jak zwykle ze strony PO..... Tonący brzytwy się chwyta; cóż nam pozostało, jak tylko nie zaśmiać się w duchy z tego żałosnego człowieka, który chyba na prawdę uwierzył w swoją wielkość. Wałęsa to dla mnie najgorsza gnida w polskiej historii, jest symbolem największej porażki i oszukaniem milionów Polaków. Jak widać na tej stronie jest jeszcze dużo planktonu, który wierzy w tego kretyna; Tak właściwie to mi go żal ,jak zaczynał miał dobre intencje ale rozmyły się przy korycie; Bolka zaprasza beton zachodniopomorski. (Źródło cytatów: https://www.facebook.com/POKoszalin/?hc_ref=ADS).

Podobne w tonie komentarze, odbiegające od entuzjazmu PO, jej członków i sympatyków, można znaleźć także na innych profilach, które zamieściły informację o spotkaniu. Chociażby na GK24.pl można przeczytać następujące komentarze: Precz !!!!; Gon sie Bolek; Wybieram sie z zapasem zepsutych jaj i pomidorow,beda ladnie pasowaly na ten zdradziecki ryj ubeka; SBeckie pomioty szatana; Niech każdy wydrukuje numer konta na ten przelew 100 mil..; Hehe zarty.. (Źródło cytatów: https://www.facebook.com/gk24pl/posts/1267926996578389?comment_tracking=%7B%22tn%22%3A%22O%22%7D).

Mamy zatem do czynienia ze sporą ilością negatywnych wpisów. Co istotne te negatywne komentarze zdecydowanie dominują w dyskusji. One też cieszą się największym poparciem innych, jeżeli tylko za wyraz aprobaty można uznać tzw. lajki.
Wpisy osób, które bronią byłego mędrca Europy, są znacznie mniej liczne. Nie zmieniają zatem poczucia, że Lech Wałęsa nie cieszy się szczególną sympatią znacznej części koszalinian.

Oznacza to, że Platforma Obywatelska, która jeszcze przed chwilą święciła triumf związany z wyborem Donalda Tuska na kolejną kadencję na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, teraz, na poziomie lokalnym, sama stawia się w pozycji chłopca do bicia.

Niezależnie bowiem od swojej oceny osoby Lecha Wałęsy, członkowie Platformy Obywatelskiej powinni zdawać sobie sprawę, że ten jest po prostu przez wielu Polaków zwyczajnie nielubiany. I stan ten trwa od dawna.
Ostatnie rewelacje historyków na jego temat fakt ten tylko ugruntowało. Podobnie zresztą jak reakcja samego Wałęsy na te poważne zarzuty.

Zapraszająca go zatem partia skazuje się na ataki i niechęć tych wszystkich, którzy Wałęsy nie akceptują. Wśród nich jest pewnie także sporo tych, którzy nic do samej Platformy Obywatelskiej nie mają. Nie potrafią jednak przejść do porządku dziennego, gdy ta promuje tak kontrowersyjną postać. I swoją złość kierują także w stronę PO.  

Dla mnie Wałęsa to bezsprzecznie symbol. Ale symbol bardzo skomplikowany, niejednoznaczny. Z jednej strony człowiek czynu, jedna z najważniejszych postaci (o ile nie najważniejsza) przemian wolnościowych w Polsce lat 80. XX w.
Z drugiej strony osoba, która tak bardzo uwierzyła w swoją wielkość i mądrość, że stała się karykaturą wszystkiego, co z wielkością i mądrością powinno się i co można utożsamiać.

Kwesta, czy był on na jakimś etapie swojego życia tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa najmniej w jego ocenie mnie interesuje. Miało to bowiem miejsce w czasach niezwykle trudnych. Takich, w których niewiele rzeczy było czarno-białych. A decyzje ludzkie często były jedynie wyborem lepszego zła.