Autobusy realizujące kursy w
okresie świąt. Bilet okresowy 30 dniowy tańszy o 14 zł niż było to wcześniej (obecnie kosztuje 86 zł). Dobowy w akceptowalnej cenie. Coraz
częściej widok pojazdów MZK czekających na przystanku na godzinę odjazdu zgodną
z rozkładem. Bezpłatne przejazdy liniami koszalińskiego przewoźnika w Światowy
Dzień bez Samochodu (22.09.2015). Warto pochwalić :)
sobota, 26 września 2015
czwartek, 17 września 2015
Jak powinien wyglądać uchodźca
Temat uchodźców zdominował światowe
i Polskie media. Nic dziwnego. Tak znacznej migracji ludności do Europy w
ostatnich kilkudziesięciu latach rzeczywiście nie mieliśmy. W związku z poważną
sytuacją pojawiają się liczne pomysły, jak ten problem rozwiązać. Wiele z nich,
jak chociażby ten dotyczący obowiązkowych kwot uchodźców, spotyka się z
niewielką akceptacją ze strony społeczeństw i rządów krajów Unii Europejskiej.
Powodów takiego podejścia jest
wiele. Przede wszystkim jest to strach przed grożącą Europie niestabilnością.
Chaosem, który – jak niektórzy uważają – uchodźcy ze sobą niosą. Dodatkowo
nakłada się na to strach przed terroryzmem, immanentnie powiązanym w naszych głowach
z wyznawcami Islamu. Istotną rolę odgrywa także lęk przed obcymi. Lęk stary jak
ludzkość.
Nie polemizując z zasadnością tych
obaw (lub ich niezasadnością), postanowiłem się skupić na nieco innej rzeczy.
Mianowicie na różnych portalach internetowych, na profilach FB niektórych partii,
ad hoc zakładanych grup czy profilach prywatnych, pojawiają się symptomatyczne
wpisy dotyczące imigrantów.
Ich autorzy poza ukazywaniem uchodźców jako
potencjalnego źródła terroryzmu czy grożącego nam chaosu, piętnują ich także za
płeć, wiek, zachowanie i domniemany stan zamożności. Piętnują ich zatem za szeroko pojęty wizerunek. Taki, który najwyraźniej nie współgra z ich wizją osób potrzebujących pomocy i schronienia.
W kontekście płci i wieku dominuje
teza, że oto napływają do nas nie uchodźcy, ale osoby młode, które porzuciły
swoje rodziny / kraje w celach ekonomicznych. Gdyby było inaczej to wówczas byłoby
wśród nich więcej kobiet, dzieci i osób starszych.
A przecież na zdjęciach widzimy
osoby młode, które – zdaniem krytyków – zamiast walczyć i ginąc w Syrii /
Erytrei, czy wspierać swoich najbliższych, uciekają w bezpieczne rejony świata. Widzimy zatem - jak niektórzy utrzymują - tchórzy albo osoby, które do Europy przyjechały celem wzbogacenia
się.
I może rzeczywiście w wielu
przypadkach tak jest. W wielu innych rzecz przedstawia się zapewne zupełnie inaczej. Warto przecież pamiętać, że na tego typu wyprawę, dodajmy wyprawę niebezpieczną, wyrusza na ogół
ten, który ma dostatecznie dużo siły, aby nie tylko dotrzeć w miejsce upatrzone
/ bezpieczne, ale także aby tam zdołać się utrzymać i być może za jakiś czas
sprowadzić rodzinę.
Te kryteria spełniają jedynie osoby młode lub w sile wieku,
raczej płci męskiej niż żeńskiej. (To nie seksizm tylko racjonalna ocena
wynikająca z uwarunkowań biologicznych, ewolucyjnych, kulturowych).
Mężczyźni,
mając większą ilość tkanki mięśniowej, są z reguły silniejsi fizycznie od
kobiet. Mają także wyższy poziom hormonu, który w sytuacjach zagrożenia / walki
odgrywa istotną rolę – testosteronu. Szybciej także będą w stanie podjąć
jakąkolwiek, najczęściej fizyczną pracę. Nic zatem dziwnego, że to właśnie oni
wyruszyli w podróż. Nic dziwnego też, że dominują w kadrach.
Podobnie przecież wyglądały dziewiętnastowieczne
emigracje europejczyków do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Tak samo
zresztą emigrowali Polacy. Zatem oskarżanie o podobne praktyki przedstawicieli
innych nacji jest zwyczajnie nadużyciem.
Przeciwnicy emigrantów zamieszczają
w Internecie szereg filmów ukazujących ich rzekomo skandaliczne,
niedopuszczalne zachowania. Takie które odróżniają ich od nas, Polaków, czy
szerzej: od Europejczyków. Potrafią się przecież pobić, potrafią zdemolować
dzielnicę, w której mieszkają, potrafią dokonać gwałtu.
Tylko czy przypadkiem my również
nie jesteśmy do tego zdolni. I to nawet w sytuacji znacznie mniej kryzysowej,
znacznie mniej stresującej niż tej, w której oni się znaleźli. Popatrzmy na coroczne
obchody 11 listopada w Polsce (kilka zdjęć: https://www.google.pl/search?q=11+listopada+warszawa&rlz=1C1GGGE_plPL558PL558&es_sm=122&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0CAgQ_AUoAmoVChMI_qfn3_D9xwIV6P5yCh2yoQba&biw=1301&bih=663).
Obejrzyjmy zamieszczone na YT filmiki z ustawek fanów polskich drużyn
piłkarskich: https://www.youtube.com/results?search_query=ustawki+kibic%C3%B3w+polska.
Przyjrzyjmy się tym obrazom a dopiero potem krytykujmy zachowania innych.
Telefony komórkowe w rękach
uchodźców to kolejny element ich wizerunku, który budzi niezwykłe emocje.
Dodajmy emocje absolutnie niezrozumiałe. Przecież to, że uciekają przed wojną
nie oznacza jeszcze, że niczego ze sobą nie mają. Gdyby tak rzeczywiście było,
to wówczas ich szansa na dotarcie w upragnione miejsce byłaby znikoma. Tego
typu wyprawa wiąże się przecież ze sporymi kosztami, na które zresztą często składają
się całe rodziny / rody.
Wyruszając w tak niebezpieczną podróż dobrze
mieć także możliwość nawiązania kontaktu z innymi. Z tymi którzy tą samą drogę pokonują lub już ją przebyli, jak również z bliskimi. Stąd w rękach imigrantów telefony komórkowe.
Jeżeli ktoś tego faktu nie rozumie,
to oznacza, że albo jest osobą pozbawioną wyobraźni, albo zwyczajnie
przepełnioną złą wolą.
środa, 16 września 2015
Taka przypadłość
W sobotę zakończył się Europejski
Festiwal Filmowy Integracja Ty i Ja. Była to już jego 12 edycja. Oprócz
wydarzeń realizowanych w Koszalinie festiwal miał swoje „małe” odsłony w
trzydziestu miastach Polski
(http://www.integracjatyija.pl/pl/festiwal-2015/male-festiwale-ty-i-ja). W
szesnastu innych aglomeracjach odbywały się dwudniowe pokazy filmów pod
wspólnym hasłem 2 dni z EFF Integracja Ty i Ja w kinach w Polsce (http://www.integracjatyija.pl/pl/festiwal-2015/2-dni-z-eff-integracja-ty-i-ja-w-kinach-w-polsce).
Projekcje filmów odbywają się także poza granicami kraju.
Mamy zatem do czynienia ze znacznym
wydarzeniem o charakterze społeczno-kulturalnym. Projektem pozytywnie
wpływającym na wizerunek Koszalina w kraju i zagranicą.
(O istotności festiwalu w kreowaniu pozytywnego klimatu dla integracji nie widzę potrzeby wspominać.
Wystarczy wziąć w nim udział i samemu to ocenić).
Dlatego z dużym zdziwieniem
przeglądałem wrześniowy numer bezpłatnego informatora miejskiego Trendy
Koszalin. W numerze, który na okładce ma plakat tegorocznej Integracji, mamy
we wstępniaku wypowiedź o festiwalu… Anny Dymnej. Wybitnej aktorki,
która od wielu lat poprzez swoją fundację pomaga osobom dotkniętych
niepełnosprawnością. Osoby, która jednak nigdy w koszalińskim festiwalu nie brała
udziału.
Jednocześnie w magazynie nie
sposób odnaleźć najmniejszej wzmianki o Barbarze Jaroszyk, dyrektorze i
pomysłodawczyni festiwalu. Analogicznie żadnej jej wypowiedzi. Moim zdaniem
dziwna praktyka.
PS Anna Dymna wypowiadała się
ciepło o festiwalu. Nie ukrywała jednak, że wszystko co o nim wie pochodzi z
drugiej ręki. Stąd też skupiła się przede wszystkim na opisaniu własnej
działalności.
czwartek, 3 września 2015
Ghost bike – bardzo mieszane uczucia wobec projektu
Kilka dni temu na ulicy Fałata w Koszalinie kierujący
samochodem śmiertelnie potrącił rowerzystkę. Kto ponosi odpowiedzialność za
wypadek – kierowca czy rowerzystka – nie sposób obecnie jednoznacznie
ustalić.
W lokalnych mediach sporo niestety rozbieżności w opisach /
ustaleniach odnośnie zdarzenia.
Dziennikarka portalu gk24.pl Joanna Boroń pisze, że Jadący oplem w stronę Gdańska
50-latek nie zauważył kobiety, która na rowerze wjechała na pasy dla pieszych (Źródło:
http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150828/KOSZALIN/150829743).
Z kolei na stronie koszalininfo.pl czytamy, że – według świadków – prowadzący samochód marki Opel potrącił
prowadzącą rower przez przejście dla pieszych kobietę (Źródło:
http://koszalininfo.pl/index.php/wiadomosci/8888-smiertelny-wypadek-na-falata-zginela-rowerzystka-zdjecia-film).
Autor tej drugiej relacji – Marek Łagocki – przytacza także
wersję przedstawioną przez policję. Według jej ustaleń opel potrącił przejeżdżającą
rowerem przez przejście kobietę. Samo
zaś śledztwo jest w toku i trzeba poczekać na ustalenia biegłego i prokuratora.
Pomimo braku istotnych, wiążących danych na temat zdarzenia Koszalińska Inicjatywa Rowerowa postanowiła uczcić pamięć
rowerzystki i w miejscu wypadku postawić swoisty pomnik – ghost bike.
"Ghost bike" to sposób na upamiętnienie
rowerzystów, którzy zginęli w wypadkach drogowych. Stanowią również przestrogę
i apel o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa wobec wszystkich niechronionych
uczestników ruchu drogowego - pieszych, rowerzystów i motocyklistów.
"Rowery duchy" stoją już w kilku miastach w Polsce, m.in w Poznaniu i
Łodzi. Są to stare jednoślady pomalowane na biało, z krótką informacją o
wypadku do jakiego doszło w miejscu gdzie stoją. (Źródło:
http://ekoszalin.pl/index.php/artykul/11302-Rower-duch-w-Koszalinie)
Inicjatywa ważna. Problem w tym, że w tym przypadku dość
kontrowersyjna. Przede wszystkim nie wiemy przecież, kto ponosi winę za
tragedię. Z relacji policji wynika, że zawiniła niestety ofiara. Jaki zatem
wpis powinien pojawić się we wspomnianej krótkiej
informacji o wypadku? Ten
przecież, aby nie rodzić niepotrzebnych sporów, powinien opierać się na
faktach, być odbiciem prawdy. Pytanie tylko, czy przed zakończeniem śledztwa rzeczywiście
może on prawdę odzwierciedlać?
Po drugie: czy inicjatorzy akcji ghost bike skontaktowali się z rodziną tragicznie
zmarłej i uzyskali od niej zgodę na wykorzystanie tego zdarzenia jako przestrogi i apelu o przestrzeganie
zasad bezpieczeństwa? Sprawa
dość istotna. Ostatecznie przecież mówimy o śmierci i bólu, którą ta ze sobą
niesie. W takiej sytuacji robienie czegokolwiek bez wyraźnej zgodny
najbliższych jest zwyczajnym nadużyciem i wyrazem braku wrażliwości. Nawet
jeżeli robi się to w słusznym celu.
Po trzecie: czy osoby zaangażowane w projekt w ogóle
interesuje to, co może czuć kierowca samochodu. Z dyskusji, która wywiązała się
na profilu FB jednego z liderów Koszalińskiej Masy Krytycznej, zarazem
zwolennika i bezkompromisowego obrońcy pomysłu, odnoszę wrażenie, że
niespecjalnie. A przecież dla niego to również była, i zapewne jest, olbrzymia
tragedia. Będzie musiał przecież już zawsze żyć ze świadomością, że w wypadku,
w którym brał udział, ktoś stracił życie. Planujący tego typu akcję powinni o
tym także pamiętać.
środa, 17 czerwca 2015
Park Wodny Koszalin - dobra czy zła nazwa?
Kilka dni temu rozstrzygnięto konkurs na nazwę budowanego
właśnie w Koszalinie aquaparku. Jury, w skład którego wchodziło po dwóch
pracowników Zarządu Obiektów Sportowych i Urzędu Miejskiego w Koszalinie
(delegowanych przez prezydenta Koszalina i prezes ZOS), oraz trzech
przedstawicieli lokalnych mediów (po jednym z Głosu Koszalińskiego, Radia
Koszalin i TV MAX), spośród 185 nadesłanych przez mieszkańców miasta propozycji
wybrało nazwę Park Wodny
Koszalin.
W wyborze, jak zapisano w regulaminie konkursu, członkowie
jury kierować się mieli kilkoma podstawowymi kryteriami. Nazwa miała być
ciekawa, oryginalna i łatwa do zapamiętania. Miała też uwzględniać funkcje,
jakie aquapark spełnia. Tu wymieniono między innymi rekreację, wypoczynek,
aktywność i witalność
(http://zos.koszalin.pl/attachments/article/94/Regulamin_Konkursu.pdf).
Pytanie zatem, czy wybrana nazwa spełnia zapisane w
regulaminie warunki? Nie. A raczej nie spełnia ich wszystkich. Czy jest to
zatem nazwa zła? Absolutnie nie.
Zanim jednak wyjaśnię dlaczego tak uważam warto przyjrzeć się
dyskusjom dotyczących wybranej w konkursie nazwy.
Przeglądając koszalińskie fora internetowe i czytając
zamieszczone tam wpisy pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to dominująca
krytyka pomysłu. Podobnie zresztą rzecz wygląda w rozmowach toczących się na
FB.
Według internautów wybrano nazwę przeciętną, pozbawioną
polotu. Taką, która nie wyróżnia koszalińskiego obiektu. Ostatecznie przecież –
jak argumentowano – poprzestano na nazwie rodzajowej obiektu (obiekt z rodziny parków wodnych), z dodanym miejscem
jego lokalizacji. Równie dobrze mógłby się po prostu nazywać Aquapark Koszalin.
Jak ktoś mi powie byłem w Emce, to wiem bez zastanowienia,
ale jak bym usłyszał w "Centrum handlowym", to musiałbym dopytać w
którym. Tak będzie z naszym "Parkiem wodnym", perełką regionu.....
Brawa dla komisji, młodzież w gimnazjum potrafi być bardziej kreatywna (https://www.facebook.com/rzecznik.koszalin?fref=ts).
Niektórzy z krytyków podawali także swoje propozycje: Pacyfik, Koszalińska Fala, H2O, Pod Górą, Watersplash Koszalin (https://www.facebook.com/rzecznik.koszalin?fref=ts;
http://forum.gk24.pl/wybrano-nazwe-dla-aquaparku-w-koszalinie-sonda-wideo-archiwalne-zdjecia-t115807/page-2?hl=%20park%20%20wodny).
W ich odczuciu propozycje te są znacznie lepsze niż ta
wybrana przez komisję konkursową. Przede wszystkim dlatego, że są one bardziej
kreatywne, niepowtarzalne: proponowałem
"Pacyfik" - to w końcu największy na świecie akwen wodny. I nigdzie
dookoła nie występuje żaden obiekt o takiej nazwie /…/ Nigdy bym nie wpadł na
to by startując w konkursie podawać nazwy, które są tak banalne (https://www.facebook.com/rzecznik.koszalin?fref=ts).
Negatywną ocenę wybranej nazwy potwierdza także sonda
przeprowadzona na stronie regionalnego dziennika
(http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150610/KOSZALIN/150619960).
Jedynie 26.9% z oddanych 882 głosów wskazuje na to, że
wybrana nazwa się podoba. 68.4% wyraża zdegustowanie. Pozostałych 4.8%
głosów oddanych zostało na trzecią opcję zaproponowaną przez organizatorów
sondy, czyli na nie mam zdania.
Dlaczego zatem uważam, że nazwa Park Wodny Koszalin jest jak najbardziej do przyjęcia?
Przede wszystkim ze względu na nieco szersze spojrzenie na funkcje, jakie nazwa
ta ma pełnić.
Park wodny w Koszalinie w założeniu ma służyć mieszkańcom i, co być może
nawet istotniejsze, przyciągnąć do miasta turystów. Przede wszystkim tych
odpoczywających w miesiącach letnich w okolicznych nadmorskich kurortach.
Dobrze zatem, że „imię” lokalizacji znalazło się w maksymalnie uproszczonej nazwie. W tej formie umożliwia ona bowiem promocję nie tylko obiektu, ale także miejsca jego położenia.
Dobrze zatem, że „imię” lokalizacji znalazło się w maksymalnie uproszczonej nazwie. W tej formie umożliwia ona bowiem promocję nie tylko obiektu, ale także miejsca jego położenia.
Oczywiście podobny efekt przyniosłoby prawdopodobnie przyjęcie
innych nazw, np. Koszalińska
Fala, czy H2O Koszalin.
Problem w tym, że basenów z falą i H2O w nazwie jest już w Polsce całkiem
sporo. Nie wydaje się zatem zasadne powielanie tych, oryginalnych wydawałoby
się pomysłów.
Warto też zwrócić uwagę, że przyjęcie wyłonionej w
konkursie ogólnej, prostej nazwy pozwala na łatwe dokonanie jej zmiany. O ile
oczywiście działanie takie okaże się w przyszłości z jakiś
przyczyn konieczne.
niedziela, 24 maja 2015
Cisza wyborcza – fenomen działający nieomal wyłącznie teoretycznie
Kampanie wyborcze w Polsce mają
jasno określone ramy czasowe. Zaczynają się od momentu postanowienia prezydenta
RP o zarządzeniu wyborów i kończą dwadzieścia cztery godziny przed dniem głosowania.
W praktyce kampanie trwają jednak
przez cały czas. Niektórzy twierdzą nawet, że kolejna kampania zaczyna się w
momencie ogłoszenia wyników dopiero co zakończonych wyborów. Jedynie intensyfikacja kampanii przypada
na stosunkowo krótki okres przedwyborczy (stąd też pojęcia marketingu międzywyborczego
i przedwyborczego).
Wspomniany powyżej moment
zakończenia działań wyborczych na kilkanaście godzin przed dniem głosowania a chwilą zamknięcia ostatniego lokalu wyborczego nazywa się ciszą
wyborczą. W tym czasie zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej pod
jakąkolwiek postacią. Nie można organizować wieców politycznych i manifestacji.
W mediach nie mogą pojawiać się reklamy polityczne. Z audycji telewizyjnych i radiowych, także tych o charakterze informacyjnym, znikają politycy. Teksty prasowe nie zawierają jawnych wzmianek na ich temat.
W mediach nie mogą pojawiać się reklamy polityczne. Z audycji telewizyjnych i radiowych, także tych o charakterze informacyjnym, znikają politycy. Teksty prasowe nie zawierają jawnych wzmianek na ich temat.
W tym czasie zakazane jest także wieszanie
nowych plakatów wyborczych i publikowanie sondaży. Wszystkie te zakazy
obostrzone są karą grzywny.
W założeniu okres ciszy wyborczej
ma umożliwić obywatelom podjecie decyzji w atmosferze pozbawionej presji. Ma
być momentem refleksji i zadumy przed ważnym, świadomym, autonomicznym aktem
głosowania.
Problem w tym, że cisza wyborcza
istnieje tylko teoretycznie. I obszar tej teoretyczności
coraz bardziej się rozrasta. Wszystko za sprawą trwałych, głównie zewnętrznych nośników
reklamy, oraz rozwoju nowych mediów (w tym przede wszystkim mediów
społecznościowych).
Ważnym czynnikiem podważającym skuteczność ciszy wyborczej
są także informacje odnośnie frekwencji wyborczej. Wpływają one przecież na
decyzje o udziale w głosowaniu lub rezygnacji z tego prawa. O tym jednak na
koniec.
Pomimo ciszy wyborczej wciąż
atakowani jesteśmy wizerunkami kandydatów i hasłami namawiającymi do ich poparcia.
Politycy „spoglądają” na nas nieomal z każdego billboardu, słupa
ogłoszeniowego, czy mijanego płotu. O ile możliwe jest bowiem wyrugowanie
reklam politycznych z tradycyjnych mediów (prasa, radio, telewizja, kino), o
tyle trudniej usunąć te umieszczone na innych nośnikach, przede wszystkim
zewnętrznych.
I te wszechobecne reklamy, nawet
jeżeli nieszczególnie zwracamy na nie uwagę, wywierają na nas wymierny wpływ. Wyjaśniają
to liczne modele i koncepcje, chociażby model płytkiego przetwarzania
informacji Heatha.
Prawodawcy znaleźli jednak "rozwiązanie” tego problemu. Uznali, że zakazane jest wieszanie nowych
plakatów, tak jakby wierzyli, że te stare nagle utraciły moc oddziaływania.
Oczywiście można przyjąć, że nowe bodźce wywołują silniejszy wpływ niż te, do
których nasz system nerwowy zdążył się przyzwyczaić (ewolucyjnie wytworzony
mechanizm wykrywania nowych elementów). Nie znaczy to jednak, że nie wywierają
żadnego wpływu (ich wzrastającą siłę sygnalizuje nawet efekt czystej ekspozycji). A przecież nawet słabego wpływu cisza wyborcza z założenia nie dopuszcza.
Warto także zauważyć, że w okresie
poprzedzającym moment głosowania wyborcy są najczęściej mobilni (nawet wyprawa
do lokalu wyborczego zmusza do pewnej mobilności). Oznacza to, że mogą natknąć się na reklamy dla nich zupełnie nowe, lub na reklamy, które już widzieli w nowych
miejscach i / lub nowych kontekstach. Te wówczas stanowią dla ich mózgu pewną nowość. I w ten sposób mogą silniej niż dotychczas oddziaływać.
Dodatkowo sam kontekst odbioru
reklamy może zmieniać znaczenie komunikatu i wpływać na jego skuteczność. A
takim kontekstem jest chociażby sama wyprawa do urny wyborczej. Analogicznie przecież
podczas wyprawy do sklepu możemy pod wpływem dostrzeżonej reklamy zmodyfikować
listę zakupów. Możemy nawet udać się do innego sklepu niż planowaliśmy. Czyli
zrobić coś, czego wcześniej nawet nie dopuszczaliśmy.
W nowych mediach, podobnie jak świecie
realnym, pełno komunikatów namawiających do głosowania na określonych aktorów politycznych.
Posiadający konto FB widzą na profilach swoich znajomych wklejone ulotki
wyborcze i zdjęcia kandydatów. Widzą też wpisy
nakłaniające do głosowania na wymienione z imienia i nazwiska osoby lub na konkretne podmioty polityczne.
W okresie kampanijnym niektórzy
posiadacze kont na FB w miejsce swojego zdjęcia profilowego wklejają zdjęcie
popieranego przez siebie polityka, albo logo określonej partii.
Często można dostrzec w tym miejscu także komunikaty o jednoznacznej wymowie politycznej (negatywnej lub pozytywnej). Takie, które mają na celu wywarcie presji na grupę znajomych.
Często można dostrzec w tym miejscu także komunikaty o jednoznacznej wymowie politycznej (negatywnej lub pozytywnej). Takie, które mają na celu wywarcie presji na grupę znajomych.
Niektóre z nich mogą wyświetlić się
odbiorcom po raz pierwszy dopiero w okresie ciszy wyborczej. O tym przecież co
pojawia się na naszym ekranie decyduje w dużej mierze algorytm przyjęty przez
serwis zarządzany przez Marka Zuckerberga. Ten
obawiam się nie uwzględnia fenomenu polskiej ciszy wyborczej, albo uwzględnia
go w umiarkowanym stopniu.
W okresie ciszy wyborczej
zabronione jest publikowanie sondaży. Do momentu zamknięcia wyborów i
ogłoszenia wyników exit polls nie mamy najmniejszego pojęcia odnośnie tego, kto
w danej chwili jest liderem wyścigu. Nie wiemy też czy, i jak, z upływem
kolejnym godzin zmienia się sytuacja.
Wiemy jednak jak licznie obywatele
uczestniczyli w głosowaniu (wyniki frekwencji podawane są kilka razy na dobę).
Dane te stanowić mogą pewną podpowiedź dla innych wyborców. Na ogół przecież
przed samymi wyborami upubliczniane są informacje (symulacje) na temat tego,
dla którego ugrupowania czy kandydata korzystniejsza jest niska, a dla którego
wysoka frekwencja.
Można zatem mówić o aspekcie
pośredniego wpływania na wynik. Oddziaływania być może znikomego, ale
znaczącego w sytuacji niewielkich różnić społecznego poparcia dla konkurujących
ze sobą aktorów politycznych.
Z tych też powodów być może warto
byłoby ponownie przemyśleć kwestię ciszy wyborczej i zastanowić się nad
sensownością jej utrzymywania. Ma ona oczywiście szereg zalet. Możemy odpocząć
od polityki i zając się rzeczami z nią niezwiązanymi. Niemniej jednak nie
zmienia to faktu, że podstawowe założenia ciszy wyborczej są w dużej mierze fikcją.
piątek, 22 maja 2015
Mocne i słabe strony kampanii kandydatów
Prezydencka kampania wyborcza zbliża się ku końcowi.
Kandydaci ostatnie godziny poświęcają na bezpośrednie spotkania z wyborcami.
Pora zatem na krótkie podsumowanie mocnych i słabych stron kampanii obu
kandydatów.
Kampania Bronisława Komorowskiego – mocne strony
1. Debaty
Prezydent nadzwyczaj dobrze wypadł w obu debatach. W
pierwszej, zorganizowanej przez TVP 1, wręcz znokautował pretendenta. W drugiej
debacie tak dużej różnicy między kandydatami nie było widać, niemniej jednak
jej zwycięzcą także był prezydent Komorowski. W obu starciach przewagę dały mu
przede wszystkim wiedza, doświadczenie i pewnie też obycie w tego typu
sytuacjach.
2. Kandydat po pierwszej turze wyborów
Ewidentnie przebudzenie, wręcz reaktywacja. Szok, który
prezydent musiał przeżyć, gdy ogłoszono sondażowe wyniki pierwszej tury, musiał
być znaczny. Doprowadziło to do zmian w jego kampanii z formy dość statycznej
na bardziej dynamiczną, otwartą. Niestety tak szybkie zmiany pociągały ze sobą
groźbę błędów, których prezydent nie uniknął.
Słabe strony
1. Kandydat przed pierwszą turą wyborów
Absolutnie nijaki, pozbawiony cienia charyzmy i czegoś co
mogłoby być odebrane jako wola walki. Tak jakby on i jego sztab zostali
zahipnotyzowani sprzyjającymi wynikami sondaży. Skończyło się to przegraną z
kandydatem, któremu jeszcze kilka miesięcy temu nie dawano praktycznie żadnych
szans.
2. Spoty wyborcze
Zbyt późno wprowadzono spoty
kontrastowe / negatywne. Pierwszy spot kontrastowy, ten dotyczący in vitro (Wybierz
prezydenta Polaków nie ich sumień: https://www.youtube.com/watch?v=qmTv2aQJeg0), pojawił się dopiero na tydzień przed
pierwszą turą wyborów (5.05.2015), kiedy w sztabie musiały pojawić się już pierwsze
oznaki paniki związanej z malejąca różnicą między kandydatem popieranym przez
PiS a Bronisławem Komorowskim. Pierwszy spot negatywny (To nie sen - za
Dudą stoi Kaczyński. Idź na wybory: https://www.youtube.com/watch?v=CRdd97sxGG8) dopiero dwa dni później (7.05.2015).
Wskazuje to na zbyt wielkie zaufanie sztabu do siły pozytywnych materiałów
wyborczych i nie docenienie roli i znaczenia tych o charakterze negatywnym.
Zastanawia także pomysł wykorzystania w reklamie skierowanej do młodych osób zdjęć z czasów, kiedy Bronisław Komorowski walczył o wolność kraju (https://www.youtube.com/watch?v=HLEcEWKiZ_8). W moim przekonaniu tego typu zabieg mógł wręcz zniechęcać tą grupę wyborców do głosowania na kandydata. Uwypuklał bowiem różnicę pokoleniową między nim a nimi.
Pozostałe spoty zostały wykonane poprawne, lecz bez szczególnie ciekawych czy nowatorskich rozwiązań. Takich, które dawałyby szansę na przyciągnięcie uwagi odbiorców.
3. Brak reakcji na zmieniającą się
sytuację społeczną
Kampania wyglądała tak jakby oparto ją na przekonaniach
członków sztabu i zwolenników PO, a nie na solidnym rozpoznaniu społecznych oczekiwań.
Stad też konieczne okazały się gwałtowne modyfikacje w planach i deklaracjach
kandydata po pierwszej turze wyborów. Zmiany, które nie zostały najlepiej
odebrane przez elektorat. Uznano je za
zwyczajnie nieszczere.
4. Brak umiejętności wchodzenia w bezpośrednią interakcję z wyborcami
Umiejętność, której brak szczególnie uwypukliły działania sztabu Bronisława Komorowskiego po pierwszej, przegranej dla niego turze wyborów. Kandydat nakłoniony do opuszczenia Belwederu w krótkim czasie popełnił trzy poważne błędy, które uczyniły z niego gwiazdę internetu. (Patrz wpis: http://fragmentyrzeczywistosci.blogspot.com/2015/05/kilka-spostrzezen-przed-finalnym.html).
4. Brak umiejętności wchodzenia w bezpośrednią interakcję z wyborcami
Umiejętność, której brak szczególnie uwypukliły działania sztabu Bronisława Komorowskiego po pierwszej, przegranej dla niego turze wyborów. Kandydat nakłoniony do opuszczenia Belwederu w krótkim czasie popełnił trzy poważne błędy, które uczyniły z niego gwiazdę internetu. (Patrz wpis: http://fragmentyrzeczywistosci.blogspot.com/2015/05/kilka-spostrzezen-przed-finalnym.html).
Kampania Andrzeja Duda – mocne strony
1. Medialność
Andrzej Duda został świetnie przygotowany pod kątem
wystąpień publicznych i medialnych. Zwłaszcza takich, w których otoczony jest
przez zwolenników. Gorzej niestety radził sobie w bezpośrednim starciu. Jest to
jednak rzecz do „przepracowania”. Widać to zresztą było już podczas drugiej
debaty prezydenckiej, w której kandydat wykazał się znacznie większą
odpornością psychiczna na ataki Bronisława Komorowskiego, niż w pierwszym
bezpośrednim starciu.
2. Kontakt z wyborcami
Olbrzymi atut 42 letniego prawnika. W bezpośrednim
kontakcie z wyborcami czuje się świetnie – jest naturalny, bez trudu nawiązuje
kontakt. Wydaje się świetnie rozumieć ludzi i dobrze czuć się w ich otoczeniu.
Oni też wydają się darzyć go zaufaniem. Dzięki temu ich pozytywne reakcje na
kandydata wyglądają wiarygodnie i przekonująco (brak efektu nienaturalności,
charakterystycznego chociażby dla niektórych materiałów wyborczych obecnego
prezydenta).
3. Spoty wyborcze
Jedna z najlepiej poprowadzonych kampanii reklamowej w
świecie polskiej polityki. Spot wyborczy Przyszłość
ma na imię Polska to małe
arcydzieło. Świetny pomysł na przygotowanie spotu stylizowanego na orędzie
prezydenckie, wyemitowanego przed pierwszą turą wyborów. Pozwalał on wyborcom
oswajać się z wizją nowej głowy państwa. Także spoty negatywne, te odwołujące
się do uczucia lęku, skonstruowane zgodnie z zasadami.
4. Działania on-line
Świetnie przygotowana i prowadzona strona internetowa. Łatwy i przyjazny interfejs zachęcający do zapoznania się z zawartymi tam informacjami. Stojące na wysokim poziomie działania w mediach społecznościowych. Wzorzec, który obecnie będzie prawdopodobnie wyznaczać standardy dla innych polityków.
4. Działania on-line
Świetnie przygotowana i prowadzona strona internetowa. Łatwy i przyjazny interfejs zachęcający do zapoznania się z zawartymi tam informacjami. Stojące na wysokim poziomie działania w mediach społecznościowych. Wzorzec, który obecnie będzie prawdopodobnie wyznaczać standardy dla innych polityków.
Słabe strony
1. Językowy „egotyzm” kandydata
Nadużywanie zaimka ja w wypowiedziach mocno razi.
Zwłaszcza, że zdania, które kandydat wypowiada, potwierdzają formą, że są w
nich zawarte wyłącznie jego myśli / refleksje. To nadużywanie zaimka ja było bardzo widoczne podczas obu debat
i negatywnie wpływało na odbiór polityka.
2. Mowa ciała
Z jednej strony mocna strona Andrzeja Dudy, dająca mu
przewagę nad wieloma innymi politykami. Z drugiej, ze względu na pewną
schematyczność i teatralność, rodząca u odbiorcy poczucie braku szczerości.
Przecież w końcu nie wszystkie rzeczy, o których ten polityk mówi są olbrzymiej
wagi. A na to bardzo często wskazują jego gesty. (Na kwestię błędów w
obszarze gestykulacji słusznie zwrócił uwagę prof. Wiesław Godzic:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,17961634,Debata_prezydencka_2015___Mecz_byl_remisowy__ale_w.html).
Subskrybuj:
Posty (Atom)