Bartłomiej Misiewicz znowu ściągnął na siebie uwagę mediów. Co ciekawe
nie potrzebował do tego wielu zabiegów. Wystarczyła informacja o jego najnowszych
zarobkach.
Pokazuje to, że w Misiewiczu
drzemie olbrzymi, niewykorzystany potencjał promocyjny. Przewyższający
zdecydowanie ten, który reprezentuje chociażby taka Doda (kwestię znaku emocji, które Misiewicz wyzwala pozwolę sobie tu pominąć).
Ona przecież, aby pojawić się na
pierwszych stronach gazet, musi się
przynajmniej narazić na przeziębienie. Misiewicz nie musi robić… nic.
Wystarczy, że jest. I że wciąż ma
swojego protektora.
Pytanie tylko, jak ten medialny
potencjał wykorzystać? Pytanie istotne biorąc pod uwagę fakt, że jego
polityczna kariera chyba właśnie dobiega końca.
Hipotetycznie można założyć, że
wielostronnie. Podobnie, jak wykorzystuje się w promocji wizerunki innych,
podobnych do niego celebrytów – osób znanych z tego, że są znane.
Na przykład jego zdjęcie mogłoby się pojawić na
plakacie firmy rekrutacyjnej obok hasła: ultraszybka ścieżka kariery.
Mógłby wystąpić w reklamie leków
przeciwbólowych: Silniejszy od bólu, który czujesz, gdy słyszysz o moich nowych zarobkach.
Stoczni: Obiekty praktycznie niezatapialne.
Stoczni: Obiekty praktycznie niezatapialne.
Szkoły spadochroniarskiej: Zawsze bezpieczne lądowania.
Maszynki do golenia Wilkinson
Protector: tu wskazane byłoby zdjęcie z A. Macierewiczem, co niestety mogłoby
trochę zwiększyć budżet.
Oczywiście można też pomyśleć o reklamie proszku do prania: Żaden inny takiej plamy nie usunie. Taniego
wina: Wypas. Wyższej Szkoły Kultury Medialnej w Toruniu: Wystarczy chadzać za
ojcem.
Pomysły można oczywiście mnożyć.
Obawiam się jednak, że nawet te najbardziej absurdalne nie dorównują w swej irracjonalności
sytuacjom, które w związku z panem Bartłomiejem możemy od pewnego czasu obserwować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.