środa, 12 kwietnia 2017

Reklamowy potencjał pewnego politycznego celebryty

Bartłomiej Misiewicz znowu ściągnął na siebie uwagę mediów. Co ciekawe nie potrzebował do tego wielu zabiegów. Wystarczyła informacja o jego najnowszych zarobkach.

Pokazuje to, że w Misiewiczu drzemie olbrzymi, niewykorzystany potencjał promocyjny. Przewyższający zdecydowanie ten, który reprezentuje chociażby taka Doda (kwestię znaku emocji, które Misiewicz wyzwala pozwolę sobie tu pominąć).

Ona przecież, aby pojawić się na pierwszych stronach gazet, musi się przynajmniej narazić na przeziębienie. Misiewicz nie musi robić… nic.

Wystarczy, że jest. I że wciąż ma swojego protektora.

Pytanie tylko, jak ten medialny potencjał wykorzystać? Pytanie istotne biorąc pod uwagę fakt, że jego polityczna kariera chyba właśnie dobiega końca.

Hipotetycznie można założyć, że wielostronnie. Podobnie, jak wykorzystuje się w promocji wizerunki innych, podobnych do niego celebrytów – osób znanych z tego, że są znane.

Na przykład jego zdjęcie mogłoby się pojawić na plakacie firmy rekrutacyjnej obok hasła: ultraszybka ścieżka kariery.

Mógłby wystąpić w reklamie leków przeciwbólowych: Silniejszy od bólu, który czujesz, gdy słyszysz o moich nowych zarobkach.

Stoczni: Obiekty praktycznie niezatapialne.

Szkoły spadochroniarskiej: Zawsze bezpieczne lądowania.

Maszynki do golenia Wilkinson Protector: tu wskazane byłoby zdjęcie z A. Macierewiczem, co niestety mogłoby trochę zwiększyć budżet.

Oczywiście można też pomyśleć o reklamie proszku do prania: Żaden inny takiej plamy nie usunie. Taniego wina: Wypas. Wyższej Szkoły Kultury Medialnej w Toruniu: Wystarczy chadzać za ojcem. 

Pomysły można oczywiście mnożyć. Obawiam się jednak, że nawet te najbardziej absurdalne nie dorównują w swej irracjonalności sytuacjom, które w związku z panem Bartłomiejem możemy od pewnego czasu obserwować.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.