czwartek, 16 listopada 2017

Nowy blog

Ze względu na fakt, że wiele tematów, które dotychczas podejmowałem na tym blogu przestało mnie na tyle interesować, aby o nich pisać, postanowiłem założyć nowy blog. 
Będzie on w całości skoncentrowany na tematyce reklamowej. Oddaje to zresztą jego nazwa: tylko o reklamie (tylkooreklamie.blogspot.com).

Pozdrawiam i zapraszam do czytania zamieszczanych tam tekstów J

poniedziałek, 13 listopada 2017

Pożegnanie z Filmową Akademią Integracji

Wczoraj po raz ostatni prowadziłem Filmową Akademię Integracji, całoroczny projekt realizowany w ramach Europejskiego Festiwalu Filmowego Integracja Ty i Ja. Było super. 

Dzięki Małgorzacie Weiss, kierownikowi oddziału zbiorów audiowizualnych Koszalińskiej Biblioteki Publicznej sala była pełna. 
Natalia Sulima z biura festiwalowego jak zawsze zadbała o kwestie formalne (listę gości / widzów). I jak zawsze podjęła się próby uwiecznienia wydarzenia na zdjęciach ;-)

Mi zaś pozostało wygłosić kilkuminutowe wprowadzenie do filmu.

Jeszcze raz dziękuję Dyrektor Festiwalu – Pani Barbarze Jaroszyk za ciekawe wyzwanie jakim było prowadzenie spotkań dla tak zróżnicowanej publiczności. Nie ukrywam, że czasami wyzwanie to było znaczne.

Małgorzacie Weiss dziękuję za wszelką i bardzo znaczącą pomoc przy każdym praktycznie spotkaniu. Natalii zaś za wszystko.

Piotrowi Bochenkowi, ministrowi finansów festiwalu, za cykliczne testy na biurokratyczno-formalną inteligencję (testy najczęściej niestety przeze mnie oblane albo zdane tylko częściowo).

Podziękowania należą się także Wojciechowi Płachowi z Koszalińskiej Biblioteki Publicznej. To on zadbał o to, że nigdy w trakcie wydarzenia nie doszło do jakiejkolwiek awarii sprzętu nagłośnieniowego i odtwarzającego. Bardzo Wojtku za to dziękuję.

Chciałbym także podziękować widzom, zwłaszcza tym ze środowiskowych domów społecznych i z grup o charakterze terapeutycznym. Z tych spotkań osobiście najwięcej wyniosłem.

Dziękuję również nauczycielom z koszalińskich szkół, którzy byli gotowi uczestniczyć w tym trudnym przecież projekcie (tu szczególne podziękowania dla mgr Iwony Brzozowskiej-Rakus z VI LO w Koszalinie i mgr Aleksandry Stępień z II LO w Koszalinie.

Dziękuję także gościom specjalnym integracyjnych spotkań: paraolimpijczykowi, złotemu medaliście z Rio Maciejowi Sochalowi, paraolimpijczykowi i wielokrotnemu mistrzowi Polski w wyciskaniu sztangi na ławeczce – Grzegorzowi Lanzerowi oraz Tomaszowi Majewskiemu, utalentowanemu, młodemu zawodnikowi, który podobnie jak dwaj wcześniej wymienieni panowie reprezentuje Stowarzyszenie Sportu Niepełnosprawnych Start Koszalin. 

Dziękuję także olimpijczykowi, wielokrotnemu mistrzowi Polski w wszechstronnym konkursie konia wierzchowego Pawłowi Spisakowi, że znalazł czas na spotkanie z młodzieżą. I za to samo także Hubertowi Wyszyńskiemu, niesamowicie pozytywnej, mającej pomysł na siebie osobie.

czwartek, 19 października 2017

Postscriptum do internetowe "dialogi"

Przed chwilą poznałem pana "Z". Okazał się być niezwykle uprzejmym, miłym, kulturalnym człowiekiem. Wręcz przeciwieństwem tego, w jaki sposób sobie go wyobrażałem.

Być może zatem wniosek z całej tej sytuacji powinien być następujący: na podstawie krótkiej wymiany informacji w internecie nie należy oceniać tych, z którymi prowadzimy "cyfrową" dyskusję.

Niestety trudno taki postulat zrealizować. Nasz mózg ma naturalną skłonność do szybkiego oceniania innych osób, a także przedmiotów i zdarzeń, w prostym, binarnych schemacie: dobre-złe, bezpieczne-niebezpieczne, fajne-niefajne.

Może zatem łatwiej pisząc do kogoś zadbać o język i przestrzeganie pewnych konwencji. Wówczas nikt nas błędnie nie odbierze...

Internetowe "dialogi"

Jakiś czas temu wystawiłem prawie nieużywaną parę butów do sprzedaży na serwisie olx.pl. Wczoraj pojawił się potencjalny klient. 

O godz. 13.58 napisał: „Chciałbym kupić”. Konkret. Żadnych tam „witam”, czy „dzień dobry”. O podpisie nie wspominając. Tylko prosty komunikat sygnalizujący, że pan wie czego chce.

Trzy minuty później wysłał kolejną wiadomość: „Czciłbym kupić /mężczyzna /”. Ze względu, że nie miałem czasu odpisać uznałem, że zrobię to wieczorem.

Pan się jednak najwyraźniej zniecierpliwił brakiem szybkiej reakcji z mojej strony i o godz. 19.33 wysłał ponaglenie: „Piotr sprzedajesz czy nie? Odpowiedz”.

Wyczuwając pewną nerwowość odpisałem najszybciej jak mogłem: „Panie "Z" Skoro buty zostały wystawione to znaczy, że są do sprzedaży. Nie oznacza to jednak, że jestem cały czas przy komputerze. Piotr”.

7 minut później dostałem odpowiedź: „Kiedy mogę kupić?”. Wciąż jak widać żadnego lania wody. Sam konkret. Odpisałem błyskawicznie: „Pytanie czy jest Pan z Koszalina. Jeżeli tak to nawet jutro”. I – aby pan się nie denerwował brakiem szybkiej odpowiedzi – dopisałem:  „PS Teraz wychodzę i dopiero rano będę mógł odpisać na ewentualne Pana pytania”.

Dzisiaj o 10.49 pan „Z” w swoim stylu napisał: „Jestem z Koszalina. Kiedy i gdzie ?”
Podałem miejsce i godzinę. Szybko dostałem potwierdzenie.

Jesteśmy zatem umówieni. Na miejsce spotkania wybrałem miejsce publiczne. Po tej wymianie maili w innym chyba zwyczajnie trochę bym się obawiał. 

poniedziałek, 11 września 2017

Zanim zacznie dbać się o wizerunek Polski, warto wcześniej zadbać o… język

Właśnie przeczytałem oświadczenie Polskiej Fundacji Narodowej z 8 września 2017 roku (https://www.facebook.com/PolskaFundacjaNarodowa/photos/ms.c.eJxFycENwCAMA8CNKsfBidl~;sYoi6PN0FltMDE9g~_PGyME1mgNvM2v97fbaOEVJ1XGt~;3f~;seAHuahaD.bps.a.852752288223383.1073741833.617580021740612/852755098223102/?type=3&theater). Oświadczenie to jest odpowiedzią fundacji na zarzuty, że prowadzona przez nią kampania „Sprawiedliwe sądy” jest tak naprawdę akcją na rzecz partii rządzącej, a nie kraju. Nie wpisuje się zatem w statutowe cele podmiotu. Fundacja oskarżeniom tym zaprzecza.

W piśmie zaskoczyły mnie dwie rzeczy (poza kwestiami związanymi z autooceną charakteru prowadzonej właśnie kampanii, do czego odniosę się na swoim nowym blogu dotyczącym wyłącznie spraw związanych z reklamą). Obie dotyczą języka.

Pierwszą jest błąd ortograficzny w wyrazie „nieuprawniony” (w oświadczeniu napisano „nie uprawniony”).
Drugą jest użycie sformułowania „dedykowana strona internetowa”. Określenia stanowiącego kalkę z języka angielskiego. Struktury nie tylko wypaczającej znaczenie polskiego słowa „dedykować”, ale także łatwej do zastąpienia (więcej: http://lukaszrokicki.pl/2012/04/11/marketingowy-belkot-dedykowany/).

Moje zaskoczenie wynika z faktu, iż uważam, że oświadczenie powołanej do ochrony wizerunku Polski fundacji z 50 milionowym rocznym budżetem powinno być jednak pozbawione tego typu „potknięć”. Chociażby dlatego, że dla wielu Polaków dbanie o wizerunek kraju zaczyna się właśnie od dbałości o język ojczysty. 

sobota, 9 września 2017

Rzecz dla rzecznika, ale nie dla tego rzecznika, czyli o niepotrzebnej reakcji z wyborami w tle

Kilka dni temu do prezydenta Koszalina, Piotra Jedlińskiego zostało skierowane pismo od burmistrza gminy Sianów, Macieja Berlickiego. Był to wniosek o ukaranie podlegającego prezydentowi rzecznika prasowego za naruszenie Kodeksu Etyki Pracowników Samorządu Urzędu Miejskiego w Koszalinie (Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1407028826080943&set=pcb.1407031606080665&type=3&theater).

Zarzucanego naruszenia Kodeksu rzecznik miał dokonać w swoim wpisie  opublikowanym na profilu FB Rzecznik Prasowy Miasta Koszalina w dniu 28 sierpnia br. Tekście będącym jego odniesieniem się do apelu Macieja Berlickiego skierowanego do mieszkańców gminy Sianów, aby ci przygotowywali i składali oświadczenia potwierdzające uciążliwości zapachowe z pobliskiego składowiska odpadów. Wysypiska, którego właścicielem i zarządzającym jest PGK Koszalin.
(Źródło: https://www.facebook.com/maciej.berlicki)

We swoim wpisie rzecznik miasta zarzuca Berlickiemu, że jego działania w sprawie „zapachów” są niczym więcej niż socjotechniczną próbą przykrycia problemów z jakimi zarządzana przez niego gmina się boryka (mowa przede wszystkim o zatruciu wody pitnej bakteriami E.coli). 
Tezę tą – jak czytamy we wniosku do prezydenta Jedlińskiego – rzecznik miasta podtrzymał także w audycji w Polskim Radio Koszalin.

O ile apel burmistrza Sianowa zasługiwał na jakaś reakcję, to na pewno nie na reakcję rzecznika miasta Koszalina. Jeżeli już ktoś powinien do wezwania Macieja Berlickiego się odnieść, to powinien być to rzecznik Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Koszalinie (o ile koszalińskie PGK taką osobą w swoim zespole dysponuje), albo osoba zarządzająca tym podmiotem. Nikt inny.

Wypowiedź rzecznika miasta oznacza bowiem niepotrzebne wplątanie w całą sprawę struktur i władz koszalińskiego ratusza. I – być może – rozpocznie długofalowy spór nie przynoszący nikomu szczególnych korzyści.

Oczywiście w tle wydarzeń znajduje się aspekt polityczny. Maciej Berlicki przez wielu postrzegany jest jako jedyny realny przeciwnik dla Piotra Jedlińskiego w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. O ile oczywiście zdecyduje się w nich kandydować. 
Stąd pewnie nerwowa reakcja koszalińskiego rzecznika prasowego… W mojej opinii ewidentnie niepotrzebna.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Ustawa Tarczyńskiego

Dominik Tarczyński, medialna gwiazda Prawa i Sprawiedliwości
od pewnego czasu pracuje nad ustawą, pozwalającą walczyć z zalewem fałszywych informacji (informacja z profilu FB Tarczyńskiego: https://www.facebook.com/dominik.tarczynski).

Narzędziem służącym uporaniu się z tym szkodliwym zjawiskiem mają być wysokie kary finansowe (do 3 milionów złotych – informacja z profilu FB Tarczyńskiego), nakładane na tych, którzy tego typu wiadomości przygotowują i rozpowszechniają oraz tych, którzy je powielają (zob. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/posel-pis-przygotowuje-prawo-karzace-za-fake-newsy-moze-trafic-do-sejmu-juz-jesienia).

- Chciałbym, aby ustawa, którą przygotowuję, dotyczyła wszystkich, tj. posłów, sędziów, prokuratorów, polityków czy osoby publiczne. Oprócz odpowiedzialności finansowej chciałbym, aby sądy miały prawo orzekać o tym, by osoba publiczna, która w publicznym wystąpieniu czy wpisie internetowym kłamała, była zobowiązana sądowo do zaprzeczenia, wyprostowania i przeproszenia, czyli żal za grzechy i zadośćuczynienie – podkreślał poseł Tarczyński (cytat za: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/posel-pis-przygotowuje-prawo-karzace-za-fake-newsy-moze-trafic-do-sejmu-juz-jesienia).

Choć prawne rozwiązania są czymś wartym przemyślenia, to ustawa proponowana przez Tarczyńskiego prawdopodobnie niewiele w tym obszarze zmieni. Poza tym, że być może stanie się wygodnym narzędziem do karania dzisiejszej opozycji.
(O tym, że to w związku z działaniami opozycji ustawa ma powstać przekonują słowa samego pomysłodawcy projektu: Platforma Obywatelska, Nowoczesna i cała totalna opozycja od pierwszych dni po wygraniu wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość wykorzystuje kłamstwo. Uderzają w polski rząd swoimi zaniedbaniami i w ordynarny sposób wykorzystują błędy, które popełnili. Robią to tylko po to, aby uderzyć w polski rząd. Dlatego ustawa o fake newsach, czyli o kłamstwie podawanym przez media, ale i polityków, musi wejść jak najszybciej w życie. /…/ nie tylko media, ale też politycy powinni ponosić odpowiedzialność za inżynierię społeczną. – cytat za: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/posel-pis-przygotowuje-prawo-karzace-za-fake-newsy-moze-trafic-do-sejmu-juz-jesienia)

Zresztą, gdyby nawet ustawa powstała i weszła w życie, to pierwszą instytucją medialną, która powinna zostać obłożona dotkliwą karą byłaby ta, w której Tarczyński o swoim pomyśle szerzej poinformował – Radio Maryja. Medium prezentujące jednostronną, często odbiegającą od prawdy wizję rzeczywistości, chociażby w kwestii rzekomego zamachu w Smoleńsku.

Kolejną, którą trzeba byłoby ukarać i to w trybie ciągłym, byłyby media publiczne, zwane narodowymi (punktem wyjścia powinna być kara dla autora / autorów tzw. pasków w TVP Info). Takiego przecież poziomu manipulacji prawdą, do jakiego obecnie dochodzi w mediach kierowanych między innymi przez byłego spin doktora PiS’u nie było od czasu PRL’u.

Trzecim ukaranym podmiotem musieliby być… politycy. I to zarówno za swoją codzienną aktywność, jak i za okres szczególnego nasilenia manipulowania przez nich prawdą – kampanię wyborczą.

Ta bowiem, jak żadna inna forma socjotechniki przesycona jest swoistymi fake newsami (tu w regionie ulubiony fejk kampanijny nosi nazwę… województwa zachodniopomorskiego).

To wszystko sprawia, że żadna ustawa skierowana przeciw nie-prawdzie nie zostanie wprowadzona. Uderzyłaby on przecież w żywotne interesy jej twórców.

Dlatego jedynym możliwym i od lat postulowanym rozwiązaniem jest edukacja medialna. Tylko ona jest w stanie choć trochę przygotować społeczeństwo na zderzenie ze światem, w którym coraz trudniej bez specjalistycznej wiedzy ustalić, co jest prawdą, a co nią nie jest.

Co nie znaczy, że nie można i nie należy uczyć rozpoznawania sygnałów fałszu i narzędzi weryfikacji prawdziwości informacji. Nawet jeżeli wiedza ta jest stosunkowo skomplikowana (np. zob. http://www.bbc.com/future/story/20170629-the-hidden-signs-that-can-reveal-if-a-photo-is-fake ; https://www.youtube.com/watch?v=-bYAQ-ZZtEU).

Pytanie tylko, czy politykom na światłym, wyedukowanym w tym obszarze społeczeństwie zależy? Czasem odnoszę wrażenie, że niespecjalnie. 

wtorek, 25 lipca 2017

Nieumiarkowanie ma swoją cenę. Często wysoką…

Prezydent RP, Andrzej Duda po tym jak wczoraj poinformował o decyzji o swoim wecie wobec ustaw o KRS’e i SN podpisał dzisiaj ustawę o sądach powszechnych (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/andrzej-duda-podpisal-ustawe-o-sadach-powszechnych/n20q1tt).
Jest to akt prawny, który przez wielu oceniany jest jako dokument oddający pełnię władzę nad sądami powszechnymi Ministrowi Sprawiedliwości i Prokuratorowi Generalnemu Zbigniewowi Ziobrze. W związku z tym pod koszalińskim sądem odbędzie się wieczorem kolejny protest.

Jego organizatorem – jak wszystkich wcześniejszych protestów w obronie sądów w naszym mieście – jest KOD Koszalin (https://www.facebook.com/search/top/?q=kod%20koszalin).

Protest ma mieć charakter milczącego sprzeciwu. Osoby, które na niego zamierzają się wybrać proszone są o ubranie się na czarno i przyniesienie świeczek: Po prostu przyjdźmy pod gmach Sądu Okręgowego, ubrani, o ile to możliwe, na czarno i ze świecami w rękach, by bez zbędnych słów zademonstrować swój sprzeciw wobec tego co się stało.

Dzisiejszy protest będzie pierwszym w sprawie sądów, w którym nie wezmę udziału. Nie dlatego, że chciałbym, aby polskimi sądami rządził Zbigniew Ziobro. Po prostu uważam, że nie każdy protest ma sens. Ten według mnie na wielu poziomach jest go pozbawiony.
Przede wszystkim na poziomie, nazwijmy go, strategicznym.

Da on bowiem argumenty tym wszystkim, którzy twierdzą, że wiele organizacji w Polsce rzeczywiście przybrało charakter opozycji totalnej. Takiej, która akceptuje wyłącznie te posunięcia rządzących, z którymi się zgadza. Wszystkie inne zaś kontestuje.

I argument ten – niezależnie od jego zgodności z rzeczywistością – do wielu osób przemówi. Zwłaszcza do tych, którzy wciąż nie zdecydowali kogo poprzeć w tym sporze. A tych jest zapewne wciąż wielu. 

Dodatkowo uważam, że demonstracja ta będzie niepotrzebnym policzkiem dla Prezydenta Polski. Osoby, którą z powodu zapowiedzi weta spotkał wczoraj bezpardonowy atak ze strony własnego obozu politycznego.
I którą w takiej sytuacji wypadałoby raczej wspierać, niż dodatkowo obciążać kolejnymi, nawet słusznymi protestami. 

Zwłaszcza, że mogą one wytworzyć u niego ostry dysonans i poczucie osamotnienia. Emocje, które zdeterminują jego kolejne polityczne posunięcia. Tym razem niekoniecznie nastawione na ustępstwa, czy szukanie kompromisu.

poniedziałek, 24 lipca 2017

…i z jakich powodów nie protestuję?

W poprzednim wpisie przedstawiłem powody, dla których biorę udział w ogólnopolskich protestach z obronie niezawisłości Polskich sądów. W tym przedstawię listę powodów, dla których nie protestuję. Są one równie istotne. I, być może nawet lepiej niż powody „za”, nakreślają moje intencje.

Nie protestuję, aby obalić Polski rząd. Uważam, że został on wyłoniony w oparciu o wyniki demokratycznych, uczciwych, transparentnych wyborów.  I ludzie go tworzący mają prawo realizować wybraną przez siebie politykę, oczywiście w ramach prawa i z poszanowaniem konstytucyjnych zapisów.

Nie protestuję przeciwko dyktaturze Prawa i Sprawiedliwości w Polsce. Tej bowiem – w moim przekonaniu – zwyczajnie nie ma (dlatego jednego z wiecowych haseł, czyli Precz z Kaczorem  dyktatorem zwyczajnie nie skanduję).
Są jednak – jak wspomniałem w jednym z wcześniejszych wpisów – przygotowywane podwaliny pod tego typu ustrój.  

Nie protestuję, aby wspierać jakiekolwiek ugrupowanie polityczne. Idę na protest wyłącznie w obronie niezawisłości sądów. A to, że wielu opozycyjnych polityków pod tą akcję się podczepia, albo próbuje ją zawłaszczyć, denerwuje mnie prawie równie mocno, jak działania PiS’u. 
Na wielu płaszczyznach daje to bowiem politykom i zwolennikom rządzącej partii argumenty, że protesty to wyłącznie polityczna gra. A tak nie jest.

Nie protestuję – jak głosi serwilistyczna wobec obecnej władzy telewizja – z powodu chęci przyjęcia do Polski islamistów (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22135560,tvp-info-ma-wytlumaczenie-dla-protestow-w-obronie-sadow-chodzi.html). Choć oczywiście nie mam nic przeciwko, aby państwo Polskie pomagało uchodźcom i ofiarom wojen / przemocy.

Nie protestuję, gdyż jestem jakoby sterowany przez międzynarodowy spisek wymierzony przeciwko Polsce. Protestuję ponieważ czytam, myślę i wyciągam wnioski z tego co widzę. I na podstawie obserwacji uważam, że o ile rząd robi sporo sensownych rzeczy w sferze socjalnej, o tyle na poziomie ideologicznym rujnuje kraj.

Próbuje bowiem stworzyć coś, co w ponowoczesnych społeczeństwach można wytworzyć wyłącznie siłą – zhomogenizowaną, ksenofobiczną masę ludzką, którą łatwo będzie rządzić za pomocą zmanipulowanych przekazów medialnych. 
Na szczęście za każdym razem ponosi w tym wymiarze klęskę. 

Dlaczego protestuję?

Od ponad tygodnia biorę udział w ogólnopolskim proteście przeciwko ostatnim posunięciom rządzącej partii w sprawie sądownictwa. Działaniom, które mają na celu stworzenie podległego politykom wymiaru sprawiedliwości.

Zbierający się na placu ludzie mają zapewne różne ku temu powody. Niektórzy bronią sądów, wyrażając swój obywatelski sprzeciw. Inni – co bez trudu można zaobserwować – próbują na tych wydarzeniach zbijać kapitał polityczny.

Są pewnie i tacy, którzy świadomie, czy też nieświadomie bronią swoich stanowisk, przywilejów, apanaży. Są też i tacy, którzy przychodzą z ciekawości, aby zobaczyć, kto w protestach bierze udział.

Ja przychodzę tam z kilku przynajmniej powodów. Pierwszym i najważniejszym jest mój niepokój o to, w którą stronę zmierza Polska demokracja. Czy w stronę wzmocnienia państwa prawa, czy raczej wytwarzania podwalin pod państwo bezprawia?

I tu nie mam wątpliwości – ostatnie działania partii rządzącej kierują nasz kraj w stronę państwa bezprawia. W kierunku rzeczywistości w pełni zdeterminowanej przez polityków. Osób, którym większość Polaków zwyczajnie nie ufa (zob. http://www.gfk.com/pl/aktualnosci/press-release/najwiekszym-zaufaniem-darzymy-strazakow-najmniejszym-politykow/ ; https://www.zadluzenia.com/artykul/ktore-zawody-szanujemy-najmniej/). Ja zresztą również…. Stąd mój udział w proteście.

Drugim powodem jest chęć wysłania rządzącym wyraźnego sygnału – jest XXI w., a Polska ponad 25 lat temu odzyskała upragnioną niepodległość. Nie pozwolimy jej sobie odebrać. Nie pozwolimy na to wam, ani tym, którzy przyjdą po was…

Trzecim powodem mojego udziału w protestach jest zasygnalizowanie, że zmiany określane mianem reformy sądownictwa nie mogą oznaczać zmiany ustroju. A taki charakter przybrała obecna rozprawa z tym, co na potrzeby mediów i wyborców PiS'u określa się mianem skorumpowanych „elit” sędziowskich.

Czwartym powodem jest chęć wyrażenia wsparcia dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Im samym, podlegającym pod Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego w jednym, znacznie trudniej obecnie protestować. Wiedzą bowiem, że po wprowadzonych zmianach ich los stanie się bardzo niepewny. Dlatego należy ich wspierać.

Piątym powodem świadomość, że na demontażu sądownictwa Prawo i Sprawiedliwość nie skończy. Po Temidzie przyjdzie czas na uderzenie w inne "krnąbrne" grupy zawodowe – w artystów, naukowców, dziennikarzy. Tych wszystkich, którzy postanowili dać opór politycznym fanatykom.

I dlatego wiem, że powinienem być wśród protestujących. Bo tylko w ten sposób można skutecznie wpłynąć na decydentów.



niedziela, 23 lipca 2017

Ofiary marzeń o drugiej kadencji

Obecnie cała Polska żyje jednym pytaniem: czy Prezydent RP, Pan Andrzej Duda podpisze skierowana do niego ustawę o Sądzie Najwyższym, czy też ją zawetuje (ewentualnie skieruje do Trybunału Konstytucyjnego, zdominowanego przez sędziów z nadania Prawa i Sprawiedliwości ).

Dotychczasowe podejście Prezydenta do ustaw autorstwa PiS’u skłania raczej do obstawiania pierwszej lub trzeciej alternatywy.
Wybór drugiej skutkowałby przecież dla niego utratą poparcia rządzącej partii w kolejnych wyborach prezydenckich. Bez czego jego marzenie o drugiej kadencji musiałyby się ostatecznie rozwiać.

Andrzej Duda na pewno jest człowiekiem niezwykle ambitnym (potwierdzeniem tego był zresztą już sam fakt ubiegania się o najważniejszy urząd w państwie). Na tyle, że zakończenie swojej prezydentury po 5 latach uznałby zapewne za osobistą porażkę.

Stąd można podejrzewać, że czynnik ambicjonalny może mieć wymierny wpływ na jego decyzję, czyniąc ją w istocie mało racjonalną. 
Jeżeli tak rzeczywiście będzie, to Polacy o raz kolejny staną się ofiarą politycznych marzeń o drugiej kadencji. Nie pierwszy raz zresztą. I nie tylko za tej prezydentury. 

sobota, 22 lipca 2017

Czy batalia o sądy zaszkodziła PiS’owi?

18-19.07 IBRiS przeprowadził dla "Rzeczpospolitej" sondaż poparcia dla partii politycznych w Polsce. Z badania wynika, że ostry spór o sądy absolutnie nie zaszkodził partii Jarosława Kaczyńskiego, wręcz przeciwnie.

Poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości wzrosło w okresie ostatniego miesiąca o 3 punkty procentowe i wyniosło 37%. W tym samym czasie poparcie dla najpoważniejszego rywala PiS’u – Platformy Obywatelskiej – zmalało o 2 punkty procentowe. .Nowoczesna w tym okresie odrobinę się „wzmocniła” (wzrost poparcia o 2%), zaś Kukiz’15 stracił tyle samo, ile zyskała partia Ryszarda Petru (zob. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22127208,oto-pierwszy-sondaz-z-okresu-batalii-o-sady-wcale-nie-zaszkodzila.html#Czolka3Img).

Wniosek nasuwa się jeden – społeczeństwo w dużej części popiera działania PiS’u w sprawie sądów. Gdyby było inaczej, to sondaż wychwyciłby zmiany, pokazując spadek poparcia dla ugrupowania.

Mam jednak wrażenie, że takie myślenie jest nieuprawnione, nie ujmuje bowiem szeregu czynników wpływających na uzyskany wynik. Takich, które pozwalają spojrzeć na powyżej zaprezentowane dane nieco szerzej i dokonać bardziej pogłębionej ich interpretacji.

Najmocniejsza partia i jej żelazny elektorat
Bezsprzecznie Prawo i Sprawiedliwość jest partią mająca obecnie najsilniejsze poparcie społeczne w Polsce. Ma też – jak się wydaje – najbardziej zdyscyplinowany, twardy elektorat. Taki, który w kolejnych wyborach pozwoli prawdopodobnie partii Jarosława Kaczyńskiego zachować władzę. Choć być może nie będzie to już pełnia władzy.

Elektorat tego typu ma jedną cechę. W przypadku wyczuwanego zagrożenia usztywnia się. A dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy ogarnia go strach, że popierane przez niego ugrupowanie zostanie odsunięte od władzy. I to właśnie mógł pokazać sondaż IBRiS.

Ewentualnie wyniki zdeterminowały zupełnie inne kwestie (co nawet bardziej prawdopodobne). Takie jak chociażby działalność komisji sejmowych ws. Amber Gold i komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie, nieakceptowalna dla większości Polaków postawa prezydent Warszawy – Hanny Gronkiewicz-Waltz, czy wciąż wygrywana przez PiS sprawa ciał ofiar tragedii smoleńskiej.

Czas badania
Badanie wskazujące na rosnące poparcie PiS zostało przeprowadzone na początku sporu o Sąd Najwyższy. Zanim jeszcze szerokim echem odbiły się słowa Jarosława Kaczyńskiego o mordercach wycierających sobie zdradzieckie mordy nazwiskiem jego brata (zob. https://www.youtube.com/watch?v=g1mqMRpKZ6E).

I zanim początkowo niezbyt liczne protesty w kraju uświadomiły Polakom, że warto, czy wręcz należy okazać sprzeciw wobec posunięć rządu. Inaczej mówiąc zanim zadziałał mechanizm społecznego dowodu słuszności.

Wyniki mógł wykrzywić także okres, na który nałożyła się batalia. To przecież czas urlopów, moment, gdy wiele osób stara się zwyczajnie zdystansować od polityki (ja także, choć obecnie jest o to niezwykle trudno). Nie chcą zatem angażować się po żadnej stronie konfliktu.

Dodatkowo znaczna część obywateli, pozbawionych dostępu do informacji lub mająca ten dostęp znacznie  ograniczony, mogła mieć zwyczajnie problem, aby wyrobić sobie jednoznaczną opinię w tej stosunkowo skomplikowanej materii.

Poparcie dla partii nierówna się poparciu dla wprowadzanych przez nią zmian
Prawo i Sprawiedliwość od czasów zwycięskiej kampanii wyborczej w 2015 roku jest praktycznie niezmiennie liderem sondaży wyborczych (poza badaniami z końcówki kwietnia br.: http://www.parlamentarny.pl/sondaze/po-wyprzedza-pis-nowoczesna-mocno-w-dol,158.html ; http://www.parlamentarny.pl/sondaze/po-wyprzeda-pis-ale-tylko-o-krok-nowoczesna-poza-sejmem,159.html ).

Nie oznacza to jednak, że wszystkie posunięcia tej partii spotykają się ze społeczną aprobatą. Tak było i jest chociażby w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej (https://oko.press/sondaz-oko-press-zmartwi-szyszke-lasy-panstwowe-polacy-sa-stronie-aktywistow-jednym-wyjatkiem-wyborcow-pis/). Tak też jest w kwestii obecnej batalii o sądy.

Jak pokazuje wynik sondażu przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown 55% Polaków chce, aby Prezydent RP zawetował wszystkie trzy ustawy wprowadzające zmiany w organizacji sądów. Przeciwnego zdania jest zaledwie 29% ankietowanych. Czyli znacznie mniej niż wynosi liczba osób gotowa na tą partię głosować.

Widać zatem wyraźnie, że poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości nie powinno się bezpośrednio łączyć z tym, co obecnie dzieje się w sprawie sądów.

PiS nie zachwyca, ale opozycja także nie poraża
Sondaż pokazujący wzrost poparcia dla partii rządzącej w trakcie sporu może dowodzić też czegoś zupełnie innego niż akceptacji jej ostatnich działań. Może to być efekt nieakceptacji działań… opozycji. Posunięć, które wiele osób wciąż interpretuje jako próbę odsunięcia legalnie wybranego ugrupowania od sprawowania władzy i szukania sposobu na ponowne dopchanie się do tzw. „koryta” (tego typu oceny i określenia bardzo często formułowane są przez internautów).

Ewentualnie jako nieuzasadnione wszczynanie burd politycznych, nastawionych na destabilizację sytuacji w kraju. Zgodnie z interpretację jaką na co dzień prezentują dziennikarze serwilistycznych wobec władzy mediów narodowych – przede wszystkim Telewizji Polskiej.

Konkluzja
Wyniki badań IBRiS przeprowadzonych w początkowym okresie sporu o sąd najwyższy choć wiarygodne, to bardzo szybko mogą okazać się nieaktualnymi. A poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości może zacząć topnieć tak gwałtownie, jak szybko rośnie liczba osób uczestnicząca w  jak to ujął minister Marian Błaszczak  wieczornych „spacerach”.

Zwłaszcza, że na protesty nakładają się coraz silniejsze głosy potępienia płynące z najważniejszych organizacji krajowych i zagranicznych. Trudno zatem uwierzyć, aby to wszystko wcześniej czy później nie znalazło odzwierciedlenia w sondażach opinii publicznej. 

I gdy dodatkowo weźmiemy pod uwagę to, że Polacy w większości cenią sobie fakt bycia częścią zjednoczonej Europy (zob. https://www.wprost.pl/kraj/10046395/Sondaz-Zdecydowana-wiekszosc-Polakow-popiera-czlonkostwo-w-UE.html). Struktury, od której posunięcia Prawa i Sprawiedliwości coraz bardziej nas oddalają.

piątek, 21 lipca 2017

Te straszne elity

 1.      Nie ulegniemy presji. Nie damy się zastraszyć polskim i zagranicznym obrońcom 
        interesów elit.
2.      Jako premier mam obowiązek zapewnić was, że agresja i frustracja elit III Rzeczpospolitej nie zatrzyma procesów naprawczych.

Powyższe zdania pochodzą z wczorajszego orędzia premier Beaty Szydło dotyczącego reformy sądownictwa. Pogrubienia wprowadzone zostały przeze mnie.

Zaznaczenie ma uwypuklić to, co dla wielu – przede wszystkim dla zwolenników partii Prawo i Sprawiedliwość – zdaje się być niedostrzegalne. Mianowicie, że język, którym posługuje się obecna władza niezwykle upodobnił się do tego, którym posługiwali się polityczni notable z czasów… PRL’u.

Wówczas w ten właśnie sposób mówiono o wrogach systemu komunistycznego, o tych, których należy za wszelką cenę zwalczać – imperialistach, czy syjonistach. Teraz, w analogiczny sposób, uderza się w grupy określane na potrzeby toczonej z nimi walki terminem elity .

Paradoksalnie zatem władza, która ma ambicje ostatecznie pogrzebać system, który upadł ponad ćwierć wieku temu, w używanym przez siebie języku niezwykle się do niego upodabnia. I tego faktu zdaje się nawet nie zauważać.

A że język często ma wpływ na sferę praxis, wiec i polityka Prawa i Sprawiedliwości coraz bardziej przypomina tą realizowaną przez rządzącą w PRL’u partię.

Oczywiście nie twierdzę, że w Polsce panuje dyktatura, czy monopartyjność, byłoby to nieuczciwością.
Uważam jednak, że bramy chroniące społeczeństwo przed powrotem systemu opartego na strukturalnej przemocy wobec obywateli właśnie zostały uchylone.
A to oznacza, że być może czeka nas bardzo niedobry okres w historii.

wtorek, 18 lipca 2017

Spot „Sprawiedliwa Polska”

Właśnie obejrzałem spot Sprawiedliwa Polska upubliczniony na kanale YT partii Jarosława Kaczyńskiego (https://www.youtube.com/watch?v=1o0I0mAN-G8). 

Jest to materiał mający na celu zohydzenie polskich sędziów, aby w ten sposób pozyskać opinię publiczną do wprowadzanych właśnie w parlamencie zmian w funkcjonowaniu Sądu Najwyższego. 

Spot obejrzałem dwukrotnie. I mam trzy refleksje.

Pierwsza odnosi się do jakości materiału. Jest ona tak fatalna, że w pełni odpowiada jakość prawnych działań Prawa i Sprawiedliwości. Można zatem uznać, że w obszarze spójności reklama jest zrobiona bez zarzutu.

Druga dotyczy propagandowego wymiaru przekazu. Jest on porażający. Oglądając go można łatwo wyobrazić sobie, że stworzono go na przykład w… hitlerowskich Niemczech. Z tym, że tam podobne teksty służyły nagonce na Żydów, albo homoseksualistów. Obrzydliwe.

Na propagandowy, jednostronny charakter materiału nakłada się – wprowadzony przez prowadzących kanał – zakaz jego komentowania.
Widać, że specjaliści od kreowania społecznej niechęci / nienawiści uznali, że tak będzie bezpieczniej. Jeszcze przecież ktoś z komentujących mógłby burzyć bezrefleksyjną akceptację wymowy spotu u zwolenników partii z prawem i sprawiedliwością w nazwie.

Trzecia odnosi się do głosu lektora. Zawsze wydawało mi się, że podkładający głos w reklamie powinien mieć wymowę bez zarzutu. O osobie, której głos słyszymy w spocie, trudno coś takiego powiedzieć…

Mam zatem wrażenie, że skoro Prawo i Sprawiedliwość nie dba już nawet o to, aby w jakiś szczególnie wysublimowany sposób oddziaływać na odbiorców, to znaczy, że zdecydowało się grać va banque.
I raczej nie cofnie się przed niczym… Ze stratą dla Polski i Polaków.

sobota, 15 lipca 2017

PiS i sądy, czyli totalny paradoks

Partia, której szefem jest polityk będący zawsze wśród tych przedstawicieli tej profesji, którzy cieszą się najmniejszym społecznym zaufaniem (zob. https://wiadomosci.wp.pl/cbos-prezydent-premier-i-kukiz-na-czele-rankingu-zaufania-szef-mon-nieufnosci-6144179761105025a ; http://www.rp.pl/Polityka/170629683-Sondaz-CBOS-Macierewicz-na-czele-rankingu-nieufnosci.html#ap-1), postanowiła zreformować sądy tak, aby odbudować w społeczeństwie ufność do tego fragmentu wymiaru sprawiedliwości. Niesamowite.

Nie tylko zresztą na tym poziomie. Również w wymiarze bardziej ogólnym, gdyż działania na rzecz poprawy postrzegania sędziowskiego fachu realizuje w końcu grupa osób (politycy), która w społeczeństwie polskim cieszy się… najmniejszym zaufaniem społecznym. Znacznie, znacznie niższym, niż to, którym społeczeństwo obdarza sędziów. (Zob. https://www.zadluzenia.com/artykul/ktore-zawody-szanujemy-najmniej/). 

Można zatem uznać, że mamy do czynienia z totalnym paradoksem. 

A jak to się skończy? Prawdopodobnie wyłącznie obsadzeniem sądów swoimi ludźmi. Tymi, którzy będą realizować polecenia partyjnych notabli, szczególnie ministra sprawiedliwości. 
I dalszą degradacji wizerunku Temidy. Innej możliwości w moim przekonaniu nie ma.

sobota, 8 lipca 2017

Najbardziej poczytny tygodnik w Koszalinie?

Kilka dni temu, gdy wychodziłem z „Atrium”, mój wzrok padł na reklamę jednego z koszalińskich tygodników. Nie pierwszy raz zresztą.

To, co za każdym razem przyciąga moją uwagę do ekranu ledowego, na którym reklama jest eksponowana, nie jest jednak związane z artystycznym aspektem promocyjnego materiału. 
Intryguje mnie raczej towarzyszące mu hasło. Brzmi ono: Najbardziej poczytny tygodnik w Koszalinie.

Dlaczego intryguje? Przede wszystkim ze względu na fakt, że ciekawi mnie na bazie jakich ustaleń zostało sformułowane.

Jeżeli bowiem w reklamie tego typu odważne stwierdzenie jest wykorzystywane, to jest ono najczęsciej wynikiem wcześniejszego, wiarygodnego rozpoznania. Inaczej mówiąc podstawą, aby tego typu określeń używać, są wyniki badań.

Pytanie zatem, czy ostatnio były przeprowadzone badania czytelnictwa trzech funkcjonujących w mieście tygodników? Takie, które wiarygodnie ustaliły, kto jest liderem w kategorii czytelnictwo.

Jeżeli takie były i oceniły, że rzeczony tygodnik rzeczywiście jest najbardziej poczytnym w Koszalinie, to nie ma problemu. Jeżeli zaś nie, to reklama ta narusza zasady prawa i etyki dotyczące tego typu komunikatów.

Zakładam jednak, że nadawcy spotu są tego świadomi i nie zamieszczaliby w nim wprowadzających w błąd informacji. 
Inaczej mówiąc przyjmuję, że użyte w reklamie hasło odpowiada faktom.

sobota, 1 lipca 2017

Groźne GUN LOBBY

Od pewnego czasu z niepokojem obserwuję coraz większość aktywność zwolenników posiadania broni palnej w Polsce. Dostrzega się to także w Koszalinie, gdzie między innymi pan Andrzej Turczyn, mieniący się być Trybunem broni palnej bardzo aktywnie próbuje zmienić nastawienie decydentów i społeczeństwa do broni (Zob. http://trybun.org.pl/2017/05/18/z-karabinami-na-politechnice/).

Niestety argumenty, które pan Turczyn prezentuje, także w mediach (rozmowa w Polskim Radio Koszalin: http://trybun.org.pl/2017/06/22/trybun-broni-palnej-w-radiu-koszalin/), absolutnie mnie nie przekonują. Przede wszystkim dlatego, że swoje teorie opiera on na błędnym rozpoznaniu natury ludzkiej.

W jego opinii, aby z dostępu do broni nie wyniknęło nic złego, wystarczy wprowadzić proste ograniczenie. Mianowicie, aby ta mogła trafić wyłącznie do osób zdrowych psychicznych i praworządnych.

Problem w tym, że połączenie tych dwóch elementów nie stanowi żadnej gwarancji, że nie dojdzie do patologicznych zdarzeń. Przede wszystkim dlatego, że zdrowie psychiczne nie wyklucza irracjonalnych zachowań. Wystarczająco dobrze udowodnili to badacze chociażby z kręgu ekonomii behawioralnej (między innymi Kahneman, Ariely, Thaler), aby ktokolwiek mógł jeszcze wierzyć w racjonalność istoty ludzkiej. Taką, którą pan Turczyn zdaje się postulować.

Druga rzecz, której Trybun w swoim wnioskowaniu nie uwzględnia, to fakt coraz gorszej kondycji psychicznej mieszkańców kraju nad Wisłą. Stan, który według wszelkich badań i prognoz ma się w najbliższych latach jedynie pogarszać (Zob. http://terapiapoludzku.org/zaburzenia-psychiczne-jako-wspolczesne-wyzwanie-opieki-zdrowotnej/ ; http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/zdrowie-psychiczne-polakow-dane-zus,711977.html ; http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21833778,7-5-mln-polakow-ma-zaburzenia-psychiczne-dlaczego-depresja.html).

Oznacza to, że nawet wydając broń osobie zdrowej psychicznie nie ma żadnej pewności, czy za miesiąc, czy za rok nie pojawią się u niej, na przykład, objawy i zachowania psychotyczne. Takie, których ostrze może być skierowane wobec innych członków społeczności, w której osoba ta funkcjonuje. I wówczas fakt posiadania przez nią broni palnej może być poważnym zagrożeniem.  

Rzecz trzecia to subiektywizm sądów wygłaszanych przez I’m the gun lobby. Gdy w rozmowie w Polskim Radio Koszalin redaktor Pawlikowski wyraził obawy, co do krewkości Polaków, w których rękach wkrótce może znaleźć się broń usłyszał: Nieprawdą jest, że Polacy są tego rodzaju ludźmi /…/ Polacy są bardzo spokojnym narodem. Naprawdę. Takie mam gorące przekonanie.

Pomijając nawet fakt, że historycznie nikt nigdy Polakom nie imputował spokojności - raczej porywczość i brawurę, cechy, które nie są dobrym argumentem na rzecz rozszerzenia dostępu do broni, to gorące przekonanie to jednak zbyt mało, aby na jego podstawie realizować niezwykle istotne zmiany w prawie. Takie, które będą decydowały o czyimś życiu lub śmierci. 

Na zakończenie dodam od siebie: nie mam nic przeciwko broni jako takiej, choć oczywiście wolałbym, aby było jej zwyczajnie mniej na świecie. Wielokroć częściej służy bowiem do zabijania, niż do obrony. To zaś, że jej nazwa jest pochodną od czasownika „bronić się” faktu tego w żaden sposób nie zmienia. 

sobota, 24 czerwca 2017

Konferencja radnych PO w sprawie in vitro. Czy nie można było zrobić tego bardziej elegancko?

Właśnie obejrzałem nagranie z wczorajszej konferencji prasowej w sprawie in vitro koszalińskiej Platformy Obywatelskiej (https://www.facebook.com/pg/POKoszalin/videos/?ref=page_internal). I nie ukrywam, że mam bardzo, ale to bardzo mieszane uczucia.

Przede wszystkim chodzi o fakt, że nieomal równo rok temu cześć radnych PO doprowadziła do odrzucenia projekt obywatelskiej uchwały w sprawie ustalenia kierunków działań prezydenta dotyczących programu leczenia niepłodności zgłoszonego przez członków partii Razem (http://ekoszalin.pl/artykul/13806-In-vitro-podzielilo-radnych). Uchwały mającej zobowiązać prezydenta miasta do przygotowania miejskiego programu in vitro. Projektu popartego przez 1200 mieszkańców miasta.


Wówczas - jak rozumiem - projekt uchwały nie zyskał poparcia części radnych PO z przyczyn formalno-prawnych. Niemniej jednak nic nie stało na przeszkodzie, aby zanim doszło do zwołania wczorajszej konferencji prasowej porozumieć się z przedstawicielami partii Razem i wspólnie ogłosić rozpoczęcie prac nad programem. 

Inaczej mówiąc przeprowadzić to wszystko w formie, która nie będzie u odbiorcy wywoływała poczucia, że ktoś zwyczajnie zawłaszcza czyjeś pomysły. I na tych pomysłach stara się budować swój kapitał polityczny. 

poniedziałek, 29 maja 2017

Śmierć ekwiwalentu reklamowego? Oby :-)

Kilka dni temu na stronie internetowej www.marketing-news.pl przeczytałem dobrą wiadomość dla branży public relations. Oto Chartered Institute of Public Relations, czyli brytyjski podmiot zrzeszający praktyków PR, ogłosił powołanie Stowarzyszenia Pomiaru i Ewaluacji Działań Komunikacyjnych (Association for the Measurement and Evaluation of Communication). 

Zespół ten ma się zająć między innymi wycofaniem z użycia wskaźnika Advertising Value Equivalent (AVE) i przedstawieniem innych metod pomiaru efektywności działań PR w mediach. (Zob. http://www.marketing-news.pl/message.php?art=49657).

Advertising Value Equivalent (AVE), czyli ekwiwalent reklamowy, to inaczej wskaźnik pozwalający wyliczyć, ile pieniędzy należałoby wydać na emisję danego przekazu, gdyby ten był reklamą (http://www.wirtualnemedia.pl/slownik/ekwiwalent-reklamowy).

Wskaźnik ten jest stosowany dość powszechnie w branży PR jako poręczne narzędzie oceny efektywności działań komunikacyjnych. A dzieje się tak pomimo braku jakichkolwiek wiarygodnych dowodów na jego wymierność i falsyfikowalność (zob. http://publicrelations.pl/anna-miotk-ekwiwalent-reklamowy-to-droga-na-skroty/ ; http://www.marketing-news.pl/theme.php?art=2141).

Jak bowiem można porównać wywiad z prezesem danej firmy opublikowanym na stronie 2 dowolnego czasopisma z zajmującą tyle samo miejsca reklamą podmiotu? 
Przecież rozmowa może być skrajnie nudna, co powoduje, że niewiele osób dotrze nawet do jej połowy. Reklama zaś, oparta na czytelnym haśle i atrakcyjnym obrazie, może skutecznie przyciągnąć uwagę, realizując w ten sposób postawiony przed nią cel (np. podniesienie w grupie docelowej świadomość istnienia marki). Zupełnie inny niż ten, który miał być zrealizowany poprzez rozmowę z dziennikarzem.

I odwrotnie. Pozytywna wzmianka o podmiocie pojawiająca się w programie informacyjnym w telewizji (miejscu dla reklam niedostępnym), może skutecznie przyciągnąć uwagę odbiorców. Jednocześnie zaprezentowane tam treści mogą przenikać do pamięci skupionych telewidzów znacznie łatwiej i skuteczniej, niż informacje płynące ze spotu, który wśród wielu innych zostanie wyemitowany po programie. I na który to spot nikt nie zwraca szczególnej uwagi.

Inaczej mówiąc nie sposób w pełni wiarygodnie i wymiernie zestawiać ze sobą i porównywać dwóch zupełnie innych form przekazu. Zwłaszcza takich, do których odbiorcy podchodzą w zupełnie inny sposób. I które z tego powodu w odmienny sposób dekodują.  

Oczywiście zapowiedź brytyjskiego instytutu nie jest pierwszym sygnałem wskazującym, że organizacje zrzeszające praktyków PR próbują walczyć ze zjawiskiem ekwiwalentu reklamowego (wcześniej podważano głównie stosowany przy obliczeniach mnożnik: http://annamiotk.pl/ekwiwalent-reklamowy-idzie-do-lamusa/#disqus_thread ; http://annamiotk.pl/wojna-o-ekwiwalent-reklamowy/). Dotychczas nie doprowadziło to jednak do pożądanych zmian.

Wciąż bowiem wiele firm PR stosuje ekwiwalent reklamowy w rozliczeniach swojej działalności. Najczęściej zresztą nie z wygody własnej, czy z chęci wprowadzenia klientów w błąd, ale z powodu oczekiwań ze strony podmiotów zamawiających ich usługi (zob. http://publicrelations.pl/ekwiwalent-reklamowy-w-praktyce-komentuja-przedstawiciele-agencji-pr/).  

Z tego też powodu działania w zakresie uświadamiania absurdalności wykorzystywania AVE powinny objąć nie tylko przedstawicieli branży, ale także tych, którzy z ich usług korzystają.

Trudno przecież oczekiwać, że specjaliści PR nie będą realizowali próśb firm, na rzecz których pracują. Nawet jeżeli oczekiwania te im samym będą wydawały się mocno irracjonalne.   

sobota, 27 maja 2017

Udana prezentacja oraz jak radzić sobie z tremą, czyli na marginesie drugiego Czwartku Social Media w Koszalinie

W czwartek odbyło się w Koszalinie drugie z kolei spotkanie skoncentrowane na temacie mediów społecznościowych. Organizatorzy wydarzenia – Aleksandra Miłoszewicz, Łukasz Zajfert i Krzysztof Głowacki – zaprosili czwórkę ciekawych prelegentów.

Dwóch z nich przed swoimi wystąpieniami podzieliło się refleksją, że przygotowując się do nich, szukało w Internecie porad, jak dobrze wypaść przed publicznością.

Paulina Władzińska z CoffeeDesk z lekkim zmartwieniem stwierdziła, że niestety zbyt późno dotarła do praktycznych uwag z serii „Jak przygotować dobrą prezentację?”.
Jedną z nich była bowiem rada, aby wystąpienie przede wszystkim nie było egocentryczne. Czyli nie cechowało się tym, czego aż nadmiar – w opinii prelegentki – było w jej prezentacji.

Cóż na ten temat można powiedzieć po wysłuchaniu jej wystąpienia? Jedynie to, że bardzo dobrze, że pani Paulina wcześniej do wspomnianego poradnika nie dotarła. Wówczas jej prezentacja nie byłaby prawdopodobnie tak ciekawa, a wystąpienie tak naturalne.

Druga prelegentka, pani Olga Śmierzewska z happykoszalin.pl, dotarła z kolei do rady, jak pozbyć się tremy przed wystąpieniem publicznym. Mianowicie, że aby skutecznie się rozluźnić, wystarczy wyobrazić sobie, że osoby zgromadzone na widowni są… nagie. Ponoć to pomaga.

Pomijając lekki irracjonalizm koncepcji oraz – w moim przekonaniu – ewidentną nieprzydatnością pomysłu dla osób ze słabszą wyobraźnią, należy zapytać, czy rzeczywiście warto pozbywać się tremy? Ta przecież oznacza koncentrację na zadaniu, i, w pewnych określonych, rozsądnych granicach, działa mobilizująco.

Jest przecież formą stresu, czyli ewolucyjnie wytworzoną adaptacją pozwalającą skutecznie radzić sobie w sytuacji trudnej. A wystąpienia publiczne do najłatwiejszych przecież nie należą.

Oczywiście nadmiar tremy może działać destrukcyjnie. Mam jednak wrażenie, że atmosfera w której odbywa się „społecznościowy” event, aż tak silnych emocji u prelegentów nie wyzwala. A nawet jeżeli było inaczej, to jakoś szczególnie nie było tego po nich widać.